Strona główna Temat dnia Pręgierz w internecie

Pręgierz w internecie

15

Zamieszczają treść wyroków skazujących za jazdę po alkoholu, przemoc domową, sprzedaż narkotyków czy niepłacenie alimentów. Jako jedyna w Polsce Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze zamieszcza dane osobowe skazanych. Informacja podana przez Gazetę Wyborczą o działaniach  prokuratury wywołała ogólnopolską burzę. Czy za wzorem Zielonej Góry pójdzie Prokuratura Okręgowa w Świdnicy?

To najbardziej poczytny portal ze wszystkich, prowadzonych w Polsce przez wymiar sprawiedliwości. Portal Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze odwiedziło już 11 milionów użytkowników. Wyroki wraz z  nazwiskami skazanych zamieszczane są od 2011 roku, a jak podaje GW, tylko w ubiegłym roku podano ich aż 800. W zależności od decyzji sądu wyrok na stronie pojawia się na czas od tygodnia do dwóch miesięcy. Od momentu uruchomienia specjalnej zakładki prokuratorzy sami częściej wnoszą do sądów o zastosowanie kary, polegającej na podaniu wyroku do publicznej wiadomości.

Taką możliwość daje artykuł 50 kodeksu karnego. W polskim prawie przepis obecny jest od 1969 roku, ale wówczas jego twórcy nie byli w stanie przewidzieć rozwoju mediów. Profesor Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego mówi w GW o współczesnym pręgierzu: – W dobie internetu ta informacja nie znika, można powiedzieć, że jest wieczna. Nie można stosować takiej dodatkowej kary na masową skalę, to muszą być wyjątki związane z indywidualnymi cechami sprawcy. Nie może nad tym przeważać interes społeczny, np. chęć zmniejszenia liczby jakiegoś rodzaju przestępstw.

Efekt jest jednak widoczny gołym okiem. Jak podaje Alfred Staszak, prokurator okręgowy w Zielonej Górze, liczba pijanych kierowców w jego okręgu w ciągu roku zmalała o 900. Sama informacja o tym, że wyrok z nazwiskiem trafi do internetu działa także jak straszak na sprawców przemocy domowej czy niepłacących alimenty. O złych stronach mówią natomiast skazani. Informacje ze strony prokuratury często są zamieszczane na portalach społecznościowych i błyskawicznie rozprzestrzeniają się w lokalnych środowiskach. Ofiarami stają się całe rodziny skazanego, które dotyka społeczny ostracyzm.

– U nas takiego pomysłu  nie było i nie będzie – ucina Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Nie chce dywagować nad zasadnością takiego działania. – Prokuratura zielonogórska prowadzenie strony zleca zewnętrznej firmie, my naszą robimy własnymi, bardzo ograniczonymi siłami – tłumaczy względy techniczne.

Sędzia Agnieszka Połyniak, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Świdnicy zapewnia, że kary podania wyroku do publicznej wiadomości są orzekane. – Z reguły ich wykonanie polega na umieszczeniu treści wyroku na tablicy ogłoszeń w sądzie, znacznie rzadziej w prasie drukowanej, a w internecie nigdy – wylicza. – Powód to przede wszystkim możliwość realnego wykonania takiej kary. Publikacja w prasie wiąże się z kosztami, a większości skazanych na opłacenie ogłoszenia nie stać. Natomiast internet rządzi się własnymi prawami. Tu zapanowanie nad rozprzestrzenianiem się informacji jest niezwykle trudne, o ile w ogóle możliwe, a trzeba pamiętać o tym, że wyrok skazujący po pewnym czasie ulega zatarciu. W sieci natomiast może pozostać na zawsze.

Agnieszka Połyniak nie dopuszcza możliwości, by sąd nakazywał prokuraturze publikowanie treści wyroku na swojej stronie. – Nie ma takiej podstawy prawnej – tłumaczy. Wyklucza również publikowanie wyroków na stronie Sądu Okręgowego. Trudno w tej chwili oceniać, jaki będzie efekt burzy medialnej, która rozpętała się po publikacji Gazety Wyborczej. Pytanie, czy może dojść do zaostrzenia przepisów, czy raczej do wprowadzenia obowiązku publikacji wyroków we wszystkich polskich prokuraturach, pozostaje otwarte.