Polecamy: Waldemar Łysiak „MW”

    4

    Muzeum Wyobraźni? Marzenia Wariata? Magia Wzruszeń? Melancholia Wędrowca? A może wszystko to razem, zawarte w tej wyjątkowej książce Waldemara Łysiaka?

    Moje pierwsze spotkanie z Łysiakiem i jego „MW” było jak objawienie. W przaśnej rzeczywistości lat osiemdziesiątych ta książka otworzyła mi szeroko drzwi do świata malarstwa, rzeźby, architektury, powodując zachwyt na granicy uwielbienia i egzaltacji. Jakież to było świeże i inne od wszystkich nudnych podręczników i katalogów o sztuce…

    Mam przed sobą swój własny tom „MW”. Z 1984 roku, zaczytany do cna. Kupiłam go, pamiętam, za jakąś astronomiczną kwotę od bazarowego „bukinisty” na targu grunwaldzkim. I nie pożyczałam nikomu ze strachu, że już do mnie nie wróci.

    Dlaczego ta książka jest taka szczególna? Jest to zbiór esejów, dla których punktem wyjścia jest malarstwo. Każdy rozdział to obraz albo kilka obrazów i historia osnuta wokół nich. Wędrujemy po muzeach świata, po galeriach, stajemy przed tym obrazami – dosłownie, bo w książce mamy reprodukcje opisywanych dzieł – dostajemy opowieść.

    I nie ma tu nic z suchego akademickiego wykładu. Są barwne anegdoty, swoisty bieg z zadyszką przez style, epoki, twórców, miasta, historię…. Dostajemy historię prawdziwą albo i nie, rzeczową lub sentymentalną, poetycki melanż wyobraźni i faktów, zrodzony w głowie pisarza.

    Pisarstwo Łysiaka jest barwne, pociągające, brawurowe; jest w nim erudycja i wiedza, swada i wdzięk. Cóż, że autor momentami szarżuje, ocierając się o patos i sentymentalizm, momentami histerycznie – i tak się to czyta! Bo ma to pisanie styl, aurę i koloryt i stajemy się emocjonalnymi zakładnikami Łysiakowego pisarstwa. Jeśli się lubi malarstwo i sztukę, ma się wyobraźnię i wrażliwość – że o podatności na manipulację, jakże piękną, nie wspomnę – wsiąka się w tę książkę bez reszty. Książka jest bardzo emocjonalna i osobista, ale jest także kopalnią wiedzy i informacji, podanych w błyskotliwy sposób i jest doskonałym punktem wyjścia do dalszych własnych studiów nad malarstwem i historią.

    Dziś już nie czytam książek Waldemara Łysiaka. Nie jestem w stanie wchłonąć dawki homofobii, nienawiści, antysemityzmu i spiskowych teorii dziejów, które autor nam aplikuje. Nie trawię histerycznego tonu kombatanckiej megalomani i wykuwania własnego, coraz bardziej męczącego mitu. Brakuje mi Łysiaka – czarodzieja słowa, Łysiaka – poety w prozie, Łysiaka – zachwyconego światem opowiadacza. SZKODA.

    Izabela Jankowska