Nowa płyta Zakazu Wjazdu

    25

    Gotowy jest już nowy album świdnickiego zespołu Zakaz Wjazdu. Termin wydania wciąż nie został ostatecznie ustalony, ale możemy uchylić rąbka tajemnicy. Wszystkie utwory z nowej płyty, a nawet piosenkę przygotowaną na kolejny krążek, można usłyszeć na koncertach. Nowa płyta już krąży, bo kapela posiada już wytłoczone, gotowe wydawnictwo. Mnie udało się zdobyć egzemplarz i przesłuchać w zaciszu domowym.

    Zakaz Wjazdu  od lat gra prawdziwego rock’n’rolla, który bardzo często przenosi nas w cudowne lata 80, 90. Wpływy Guns’n’Roses, Toto i tego typu kapel słychać z daleka. Inspiracja z wcześniejszych lat oraz nowoczesne umysły muzyków mogą dać naprawdę dobrą mieszankę. Znam ten zespół już od dawna, zanim wokalistą został Daniel „Demia” Piórek. Dlatego też sam byłem ciekawy, jak album wyjdzie, bo to właściwie pierwsze nagrania z tym wokalistą. Pierwszy utwór na płycie to apel. Apel do słuchającego, uczęszczającego na koncerty tłumu, po prostu „Let’s rock tonight”. Zaczyna się ciekawą gitarą Piotra Krakowskiego i każdy kto wie, kto to jest, ma świadomość, że to nie byle jaki gitarzysta. Gdy wchodzi wokal, słychać bardzo ciekawą, lekko ochrypłą barwę głosu, której bardzo dobrze się słucha. Niestety, już w pierwszej zwrotce słychać, że wokal jest pozostawiony sam sobie, bez żadnej pomocy, bo miejscami jest dość nieczysto. Jednak dla niektórych ta naturalność może być nawet zaletą. W refrenie utworu słychać, że Daniel inspiruje się nie tylko wokalistami rockowymi, ale także artystami uprawiającymi nieco ostrzejsze rzemiosło. Wykrzyczane „Let’s rock tonight” jest wręcz wyrwane z cięższego brzmienia. Rozburza mi to trochę koncepcję utworu. Kolejny jest “Motor”. Trochę na wzór „Harley mój”, ale oczywiście w innym klimacie. To naprawdę pozytywna, pełna wiatru we włosach i zapachu spalin piosenka. Ciekawy pomysł z refrenem w języku angielskim. „Mr. killer” to jeden z moich ulubionych rockowych numerów z tej płyty. Ciekawa kompozycja i gdybym rozumiał wszystkie słowa, to pewnie dobry tekst. Odnoszę wrażenie, że wokalista, gdy ma do zaśpiewania wysokie, dynamiczne dźwięki, nie może  do końca  zapanować  nad wyraźną wymową. W każdym razie rapowany fragment oraz Piotr Krakowski w roli starszej Pani w „Mr. Killer” to strzał w dziesiątkę. Kolejny utwór „Być albo nie” nie podoba mi się. Mimo dobrej kompozycji, wykrzyczany wokal i niewyraźne śpiewanie sprawiają, że czuję się zaatakowany . Z innych szybkich numerów znalazłem jeszcze „Ona” (dobre solo gitary) czy „Bez Reguł”, na który składa się genialny tekst i bujający groove, tylko nie rozumiem po co tu to solo okropnie brzmiącego klawisza na nierówno zagranych (czyżby sztucznych?) bębnach. Dobrze, że zaraz Krakus pojawia się ze swoją gitarą i ratuje sytuację.

    Zdecydowanie mocną stroną są w albumie ballady, choć nie jest ich tyle, co tych szybszych utowrów. Za to „Kochaj mnie teraz” to piękna, głęboka piosenka, do której zespół nakręcił klip i promuje tym samym ów album. Jednak najbardziej poruszył mnie „Krzyk”. Wstęp utworu jakby z innej planety, zastanawiałem się, czy nie przełączyłem na inną płytę. Świetny pomysł. To jedna z ostrzejszych ballad, jakie słyszałem i gdy zaczyna się refren, przechodzą mnie ciarki. Genialny utwór z własnym i tylko „zakazwjazdowym” klimatem. Oczywiście „Tylko w Twoich rękach” to numer, o którym muszę coś napisać. To najpiękniejsza ballada tego zespołu, obok „Powietrza” zaśpiewanego przez poprzednią wokalistkę Asię Barczyk. Natomiast „Pozwól” to jeden z dwóch utworów w pełni napisanych przez Daniela. Czuć tu prawdziwe uczucia, o których wokalista śpiewa prosto z serca. Dobry, akustyczny, klubowy klimat. Ostatni utwór „Pomiędzy świtem a nocy zniknięciem” to dobra kropka nad „i”.

    Album zespołu Zakaz Wjazdu uważam za w miarę udany, bo znajdują się na nim dobre kompozycje, świetne teksty Ani Bielawskiej, choć czasem mam wrażenie, że można było znaleźć kilka ciekawszych pomysłów aranżacyjnych. W każdym razie jest naprawdę przyzwoicie. Jedyną rzecz, której nie da się wybaczyć przy słuchaniu tej płyty, to realizacja Mateusza Chmielewskiego ze studia „Dżdżownicy z wielką rozpędzoną tubą”. Utwory czasem brzmią jak z innej parafii, jakby nie były na tej samej płycie. Brak jakiejś spójności. Dziwi mnie też, że w wielu miejscach nie jest wyrównana perkusja oraz wokal. Brzmienie klawisza i gitar  pozostawia wiele do życzenia. Mimo że znam realizatora, jestem zdziwiony jego obojętnym podejściem do realizacji. Nie jest to dobra dla niego wizytówka. Jednak polecam serdecznie album Zakazu Wjazdu, bo mimo tej komputerowej i elektronicznej otoczki, która często nie zależy od wykonawcy, muzyka broni się sama.

    Kamil Franczak