Strona główna Magazyn Kuchnia Czary Penelopy: Placuszki z czarnego bzu

Czary Penelopy: Placuszki z czarnego bzu

4

W minione niedzielne popołudnie całą rodzinką wyruszyliśmy za miasto na zbiory kwiatów czarnego bzu. Zawsze odwiedzamy tę samą łąkę – NASZĄ ŁĄKĘ. Jest niezwykła z wielu powodów – prócz otaczających ją, dorodnych krzewów bzu, rosną tam całe połacie koniczyny, wśród której 4-ro i 5-cio listne okazy naprawdę nie należą do rzadkości. Ale po co kwiaty czarnego bzu? Co roku o tej porze smażę z nich niezwykle aromatyczne i przepyszne placuszki oraz robię z nich sok.

Gdy dotarliśmy na miejsce, dziewczynki wbiegły na łąkę i rozpoczęły gorączkowe poszukiwania czterolistnych koniczynek, krzycząc co chwile: Mam! Ja też mam! My zaś powoli przesuwaliśmy się naprzód w kierunku majaczącego na wzgórzu bzu. Śmiech dzieci mieszał się z brzęczeniem owadów i śpiewem ptaków. Powietrze było aż gęste od zapachów łąki, a gdy dotarliśmy do bzu – wręcz oszałamiające. Wiatr łagodnie kołysał trawy i zioła… Słowem było sielsko- anielsko. Wielkie, oślepiające bielą baldachy kwiatów wyglądały niczym anteny satelitarne łapiące każdy promień słońca. Zdobycie kwiatów nie było jednak proste, bowiem na straży krzewów stoją zastępy metrowych pokrzyw oraz ostrych jeżyn. Poradziliśmy sobie jednak z nimi. Prócz cudownych i pachnących kwiatów zerwaliśmy też bukiet aromatycznego dzikiego rumianku i spory zapas czterolistnego szczęścia, które musi nam wystarczyć do następnego roku 😉

Tym razem nie spotkaliśmy naszego starego znajomego – bociana, który rok temu zaledwie kilka metrów od nas majestatycznie spacerował sobie po łące.  Może za rok ?

Placuszki z kwiatów czarnego bzu

12 kwiatów czarnego bzu

1 jajko

1,5 szklanki mąki pszennej

1 łyżka mąki kukurydzianej (ciasto będzie bardziej chrupiące, lecz nie jest to niezbędny składnik)

woda mineralna gazowana (ile ciasto zabierze, ma powstać niezbyt gęsta konsystencja)

szczypta soli

cukier puder do posypania placuszków

olej/masło do smażenia ( ja użyłam delikatnego oleju ryżowego)

Sos:

Zmiksować szklankę truskawek z łyżką cukru.

Przygotowanie placuszków:

Jajko ubijamy, dodajemy kolejno pozostałe składniki, ubijając dalej. Gdy ciasto osiągnie pożądaną konsystencję, zostawiamy, aby „odpoczęło” na ok. 20 minut.

Przed smażeniem sprawdzamy, czy w kwiatach nie ma mieszkańców, ale kwiatów nie płuczemy pod wodą!! Każdy kwiat trzymając za łodyżkę moczymy w cieście, pozwalamy by nadmiar ciasta opadł i kładziemy na rozgrzany tłuszcz. Pieczemy placuszki aż się zarumienią, wtedy je odwracamy, lekko dociskamy widelcem, aby łodyżki zatopiły się w cieście. Gdy są gotowe, przekładamy na talerz wyściełany ręcznikiem papierowym, by wchłonął nadmiar tłuszczu. Placuszki posypujemy cukrem pudrem. Przekładamy na półmisek, podajemy z sosem truskawkowym (chociaż bez sosu również smakują wybornie.)

Wydawało mi się że zrobiłam ich sporo, a jednak musiałam dorobić kolejną porcję córeczkom na kolację;)

Sok z czarnego bzu

20 – 40 baldachów czarnego bzu

1 kg cukru

3 – 4 wyszorowane cytryny

20 g kwasku cytrynowego lub sok z 1 cytryny

1 litr wody

Ważne!

Kwiaty zbieramy w suchy, słoneczny dzień (najlepiej takie kwiatostany, które są w początkowej, a nie w końcowej fazie kwitnięcia). Zrywajcie  je delikatnie i równie delikatnie układajcie je w worku. Pamiętajcie, by nie zrywać zbyt wielu kwiatostanów z tego samego drzewa!! Po przyniesieniu ich do domu rozkładamy delikatnie kwiaty bzu na blacie, by umożliwić ewentualnym ich mieszkańcom ewakuację 😉 Nie polecam potrząsania baldachami, pozbywamy się bowiem wtedy nie tylko robaczków, ale i pyłku kwiatowego (wstępnych oględzin kwiatów dokonajcie zanim je zerwiecie – czy np. nie są oblepione mszycami) Zostawiamy jak najmniejsze części zielonych gałązek (to one mogą nadać syropowi gorzki smak).
Kwiaty umieszczamy w dużym wyparzonym słoju, przekładamy plastrami wyciśniętej (do kwiatów oczywiście) cytryny. Przygotowujemy zalewę: zagotowujemy wodę z cukrem i kwaskiem (lub sokiem z cytryny). Wrzątkiem zalewamy kwiaty (wszystkie muszą być zakryte syropem), przykrywamy i odstawiamy na 4 – 6 dni, delikatnie mieszając zawartość naczynia mniej więcej raz dziennie. Następnie dokładnie filtrujemy syrop i przelewamy do wyparzonych butelek; jeśli chcemy przechowywać go dosyć długo, radzę syrop spasteryzować. Po otwarciu syrop przechowujemy w lodówce. Z tak przyrządzonego soku można robić pyszną letnią lemoniadę. Wystarczy rozcieńczyć go wodą mineralną, dodać plasterek cytryny lub limonki i raczyć się jej niepowtarzalnym smakiem.

Nalewka z kwiatów czarnego bzu

Najpierw robimy sok, który wykonujemy dokładnie wg przepisu jak wyżej, a następnie:

Po 4 – 6 dniach (trzeba pilnować, aby sok nie zaczął fermentować) od nastawienia soku, sok z kwiatów bzu zlewamy do garnka przez sito wyłożone gazą, mieszamy z litrem spirytusu i dodajemy sok z limonki. Nalewkę przelewamy do litrowych butelek  i odstawiamy na 4 tygodnie, co 3 – 4 dni wstrząsając każdą z butelek. Następnie zostawiamy nalewkę na 2 tygodnie, aby się sklarowała i zlewamy ją znad osadu. Osad przesączamy przez bibułę i łączymy z nalewką. Można ją pić od razu, ale jest znacznie lepsza, jeśli postoi 4 tygodnie. A jeśli doczeka zimy, wierzcie mi, będzie genialna! Po pierwsze aromat nalewki przywoła wspomnienia upalnego lata, a po drugie, kieliszek takiej naleweczki dla zdrowotności, pomoże nam zwalczyć przeziębienie. Jest to bowiem świetny środek napotny.

P.S.

Wybierzcie się koniecznie za miasto w poszukiwaniu tych kwiatów. Aby mieć pełnowartościowy, zdrowy produkt, trzeba oczywiście pofatygować się pieszo w oddalone od dróg zakątki. Zapewniam jednak, że z wielu względów naprawdę warto troszeczkę się wysilić.

Penelopa Rybarkiewicz-Szmajduch