Tkanie życia: Jan Kalinowski

    25

    Wywiad z, niekoniecznie, tylko jednym pytaniem.

    Świdniczanin od ponad pół wieku. Z urodzenia i zamieszkania. Od wielu lat związany z jednostką specjalną Ochotniczej Staży Pożarnej w Świdnicy, a od dwóch lat prezes OSP. Jego odwiecznym wrogiem jest nuda. Pewnie dlatego wszędzie go pełno, szczególnie w miejscach, w których może służyć swoją pomocą i radą. Jest wielkim pasjonatem sportów motorowych we wszelkiej odmianie – od wyścigów rowerowych, po motorowe, a na rajdach samochodowych kończąc. Zazwyczaj wszędzie tam zajmuje się logistyką i łącznością. Ukończył Technikum Elektryczne w Świdnicy, ma dwie córki i tę samą, kochającą żonę, która jest jego ideałem kobiety i dobrym duchem. Zna swoje wady i do tych najbardziej doskwierających zalicza porywczość. Nie walczy jednak z nimi, po prostu je akceptuje. Wychodzi z założenia, że człowiek idealny byłby bezbarwny. Lubi działanie i organizowanie imprez sportowych, bo świetnie się w tym czuje i sprawdza. Poza tym daje mu to możliwość przebywania na łonie natury, która uwielbia. Pewnie dlatego angażuje się w działalność w Lidze Ochrony Przyrody. Wszystko, co robi, sprawia mu prawdziwą przyjemność i radość, stąd zawsze poświęca się temu bez reszty i nie wyobraża sobie innego zajęcia. Pomagając innym nie oczekuje satysfakcji finansowej i wystarczy mu najzwyklejsze „dziękuję”. Od niedawna jest p.o. Komendanta Medycznej Służby Maltańskiej. Prowadzi nieodpłatną wypożyczalnię sprzętu rehabilitacyjnego przy remizie strażackiej OSP.

    Wielokrotnie brał udział w niebezpiecznych akcjach, ale jakoś nigdy nie odczuwa w takich sytuacjach lęku. Uważa, że jeśli będzie zdrowy i sprawny, to ze wszystkim sobie poradzi. Zawsze jest pełen optymizmu i wiary w siebie. Bez tego nie byłby sobą i chyba trudno mu wyobrazić sobie siebie jako amatora przesiadywania w fotelu przed telewizorem. Janek Kalinowski to autentyczny człowiek czynu, bez reszty oddający się temu, co jest jego pasją. Prócz bycia strażakiem, jest także ratownikiem drogowym. I tam niesienie pomocy odbiera jak swoją misję i powinność względem innych. W środowisku strażaków – zawodowców nie zawsze docenia się rolę strażaków – ochotników, wyznaczając im rolę pomocniczą, co jest jakby ujmą dla ich pasji i zaangażowania. Ale to wcale im, w szczególnie naszemu bohaterowi, nie przeszkadza. Najważniejsze jest jego zdaniem działanie, a nie stanie obok w roli widza. Czasami śmieje się, że może zapomnieć umrzeć, bo jest taki „głodny” nowych wyzwań i niesienia pomocy.

    Czy żyjąc na tak dużych obrotach można mieć czas na jakieś przyziemne marzenia? A jeśli tak, to, jakie one są?

    – Tak oczywiście. Z tych przyziemnych i zrealizowanych najbardziej cieszącym mnie marzeniem było zdobycie super auta, którym mógłbym się ścigać. I to, co niemożliwe, stało się faktem. Sprowadziłem z za oceanu świetne pięćsetkonne Mitsubishi Lance Evolution i bardzo się z tego cieszę. A inne? Cóż, tu odzywa się moje umiłowanie natury. Moim marzeniem jest, by świdnickie parki stały się miejscem wypoczynku i zostały doprowadzone do tego takiego stanu, który pozwoli mieszkańcom na spędzanie w nich każdej wolnej chwili.

    Wacław Piechocki