Przypadki Katarzyny Groniec

    0

    Debiutowała na deskach teatru Studio Buffo, gdzie grała jedną z ról w słynnym musicalu „Metro” Janusza Stokłosy i Janusza Józefowicza. Obecnie reprezentuje niezależną scenę muzyczną i jest jedną z najbardziej szanowanych artystek w tym kręgu. Charakteryzuje się nietypową barwą głosu, ogromnymi zdolnościami wokalnymi oraz niepowtarzalnym klimatem piosenek i występów. Nie ukrywam, że jeszcze kilka lat temu nie zwracałem na nią uwagi, a na jej koncercie zasypiałem, kompletnie nie rozumiejąc o co chodzi. Teraz już wiem, co było powodem. Po prostu, do muzyki Kasi Groniec trzeba trochę dojrzeć i chcieć ją zrozumieć.

    Ze względu na to, że kilku moich znajomych jest fanami Groniec, słuchałem od czasu do czasu jej piosenek. Oburzałem się, że ktoś próbuje w ogóle mnie namówić do tego, by wsłuchać się w jej teksty i muzykę. Pamiętam jednak, jak zainteresowała mnie płyta „Przypadki”. Był to jeden z tych dni, w którym człowiek nie ma siły na nic i nie chce się ruszyć z miejsca. W dokładnie takim stanie mój przyjaciel postanowił pokazać mi nową wówczas płytę Kasi. To było niesamowite uczucie, bo z totalnego zniesmaczenia faktem, iż znów ktoś próbuje mnie nakłaniać do czegoś, czego nie chcę robić i to w dodatku w takim momencie, w którym nawet nie chce mi się otwierać ust, by odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie, poczułem się jak w jakiejś cudownie kołyszącej łódce. Takie uczucie spowodował utwór „Podobno gdzieś istnieje”, który rozpoczyna się delikatnym wstępem klawiszowym i ciepłym, snującym się wokalem artystki. Tekstu nie da się przegapić, od razu skupia całą uwagę na sobie. Zachciało mi się słuchać dalej całego krążka. Później już tylko utwierdzałem się w przekonaniu, że to jednak jest artystka, którą warto się zainteresować. Takie utwory jak „Będę z Tobą”, „Pytania do Ka”, „Tamta kobieta”, czy „Code”, wyciskają wręcz z oczu łzy. Każda z nich opowiada o czymś innym i jest zupełnie odrębna muzycznie ale jest tak liryczna i tak głęboka, że do dziś mam ciarki, gdy słyszę pierwsze dźwięki. Kasia Groniec potrafi również wzbudzić lęk. Na przykład utwór „Czas”, ze względu na kompozycję i sposób śpiewania tekstu. Czuję, że gdyby wpleciono tę kompozycję w soundtrack horroru, pasowałaby idealnie. Podobnie jest z utworem „Nie zabijaj”, z tym, że tutaj Kasia prezentuje monolog osoby, która właśnie umiera poprzez utonięcie. Muzyka, tekst i świetna gra aktorska Kasi sprawiły, że nie mam ochoty słuchać tego utworu dwa razy. Po prostu tak mnie przeraża, że muszę mieć jakiś czas na otrząśnięcie się z tego stanu. Album „Przypadki” zawiera jeszcze utwory ze sporą dawką humoru, który wywołuje uśmiech od ucha do ucha. Chociażby utwór „Poniedziałek”, w którym Groniec usilnie przekonuje, że kocha poniedziałki i marzy, żeby codziennie był ten dzień tygodnia. Natomiast utwór „Internet” mimo humorystycznie napisanego tekstu nie do końca jest wesoły, bo opowiada o miłości platonicznej, która stała się obsesją dla podmiotu lirycznego.

    Krótko mówiąc, „Przypadki” to dla mnie jedna z najlepszych płyt Kasi, chociażby ze względu na to, że prawie wszystkie teksty napisała sama, a muzyką zajął się Piotr Dziubek. Nie każda płyta jest w pełni jej autorskim dziełem. Dzięki tak utalentowanym twórcom i muzykom, którzy wystąpili na tej płycie, śmiało mogę powiedzieć, że w porównaniu do polskiej tandety muzycznej, ta płyta jest naprawdę wiele warta.

    Kamil Franczak