Cóż warte są wspomnienia?

    1

    Późnym wieczorem oglądałem, przez zupełny przypadek, koncert pamięci trzech nieżyjących poetów: Jonasza Kofty, Adama Kreczmara i Jacka Janczarskiego. W Podziemiach Kamedulskich kościoła na Bielanach w Warszawie ponad 7 lat temu ich utwory wykonywali znani artyści. Na pozbawionej scenografii scenie (jedyny element to wielkie drzwi od szafy) pojawił się Jacek Poniedzielski. I powiedział coś, co zostanie mi w pamięci na bardzo długo – „Wspomnienia są przepustką do przyszłości”. Pewnie dlatego przejąłem się tym, bo kilka tygodni temu czytałem „Kafkę nad morzem” Haruki Murakami. I tam natknąłem się bardzo interesujące zdanie – „Często się zdarza, że dopiero przyszłość pokazuje nam, ile coś było warte… Wspomnienia ogrzewają człowieka od środka. Ale jednocześnie siekają go gwałtownie na kawałki… Są wspomnienia, których nie da się zatrzeć. Zostają w człowieku jak nieruchome głazy.”

    Jak się okazuje wspomnienia, to potężna rzecz. Towarzyszą nam przez całe życie. Wspominamy chwile dobre, radosne, ale bliskie są także te, które zostawiły smutek i żal. Dobrze jest pamiętać o tych wszystkich bliskich, zapomnianych, kochanych, poznanych przypadkiem, a utraconych przez urwaną korespondencję, czas, zrządzenie losu, zmianę meldunku czy kartę zgonu. W chwilach zadumy, smutku, a także radości i uśmiechu na twarzy.
    Czym są wspomnienia, czy istnieje stała i podręcznikowa definicja tego stanu? Nie. Ze względu na sytuacje, uczucia, które nami kierują, wcześniej wspomnianym stanem ducha, aktualną formą umysłu i wydarzeniami towarzyszącymi nam na co dzień wspomnienia zyskują różne znaczenie.

    Wspomnienia są naturalnym terapeutą każdego z nas. Odbudowującym nasze samopoczucie w chwilach przygnębienia, kiedy z każdej strony atakowani jesteśmy nieprzyjemnościami i tzw. przeciwnościami losu. Pozwalają na chwilę zapomnieć o aktualnym stanie rzeczy, bądź jeszcze bardziej rozświetlić pogodę naszego ducha. Nierzadko przypominają, że życiem należy się cieszyć i wskazują nam prawdę o nim.

    Ukazują nasze słabości, bojaźni, przywiązanie do innego człowieka. Pozwalają zrozumieć, kto dla nas jest naprawdę ważny, jakie wydarzenia miały ogromny wpływ na nas samych. Bo czy nie jest tak, że wspomnienia są okazaniem tęsknoty za drugim człowiekiem oraz wydarzeniami, które już się za nami? Czy wspomnienia nie odzwierciedlają naszych pragnień, kiedy to po stracie ukochanej osoby pozostają nam po niej tylko obrazy w pamięci, do których staramy się powrócić jak najczęściej? Czy wspomnienia nie zastępują nam przykrych chwil związanych z tą samą rzeczą? Czy wierny kibic dla ukojenia swojego żalu po fatalnej grze swojej drużyny nie wspomni poprzedniego pojedynku, kiedy to wraz z tłumem zapaleńców wybuchł salwą radości po ostatnim gwizdku sędziego?

    Wspomnienia są piękne, ale także okrutne. Przez długi czas potrafimy wspominać przykrości, które nam wyrządzono. Paradoksalnie niekiedy wywołują uśmiech na twarzy, ponieważ co było już minęło, a my porzuceni przez bliską nam osobę aktualnie mamy przyjaciela wierniejszego, lepszego i stokroć bardziej oddanego. I te najwspanialsze wspomnienia czasem powodują, że chęć bytu zostaje na chwilę zatarta. Uświadamiamy sobie, że to, co było już nie powróci. Że to, co nadawało życiu sens odeszło bezpowrotnie.

    Jednak w przypadku wspomnień każdy z nas decyduje, jaka ich pula będzie przeważać. Na wspomnienia pracujemy całe życie. Własnym zachowaniem, postępowaniem. Wspomnienia nie są urojonymi i wymyślonymi przez nas umysł sytuacjami, tylko wierną kopią naszego życia. Żyjmy tak, aby na łożu śmierci duma rozpierała nas i naszych bliskich, abyśmy w pełni świadomie odtworzyli te wydarzenia z naszego życia, które składać się będą na piękne wspomnienia. Aby ostatnie słowa, jakie wypowiemy brzmiały: dobrze przeżyłem swoje życie.

    Ten felieton o wspomnieniach nie straci swojej aktualności. A dzień przed 10 kwietnia będzie swoistym memento dla tych, których bliscy rok temu odeszli w niezwykle tragicznych okolicznościach na rosyjskiej ziemi.

    Wacław Piechocki