Tkanie życia: Jerzy Gaszyński

    11

    Wywiad z, niekoniecznie, jednym pytaniem.

    To właśnie on – Jurek Gaszyński, jest twórcą miejsca pamięci po najsłynniejszym lotniku pierwszej wojny światowej, Manfredzie von Richthofenie. Dzięki “Baronowi” to kolejne miejsce, po wspaniałym Kościele Pokoju i równie pięknej katedrze, do którego mogą przyjeżdżać turyści. Jurek doprowadził do powstania fundacji i robi wszystko, by pamięć o „Czerwonym Baronie” była żywa i promowała Świdnicę. Postanowił zbudować replikę jego samolotu i konsekwentnie to realizuje. Dzięki niemu w grudniu 2007 roku w naszym mieście gościli dziennikarze amerykańskiej agencji prasowej Associated Press. W wyniku tej wizyty powstał wywiad i materiał filmowy o związkach legendarnego lotnika i Świdnicy. Napisany wówczas artykuł pojawił się w prasie światowej. Zamieściły go największe dzienniki oraz portale na świecie, m.in. Herald Tribune, Washingtonpost, The Times, Santa Barbara News – Press, The Guardian, The News Observer, Newsweek, PR Inside, Miami Herald, Times Daily, The Hindu. Przyznam, że gdy dowiedziałem się o tym, nie mogłem wyjść z podziwu. Skromny i nie narzucający się nikomu facet doprowadził do tego, że przez parę chwil niemal na całym świecie mówiło się o Świdnicy. I to wszystko bez państwowych pieniędzy i wsparcia zawsze chętnych do wypinania piersi polityków i notabli. Taki jest ten siwy facet. Zawsze ceni sobie niezależność i woli liczyć na siebie. Nie ma parcia na tzw. szkło, choć był pionierem lokalnej telewizji. Jest twórcą wielu filmów z przeróżnych akcji poszukiwawczych, m.in. w Książu, emitowanych przez stacje telewizyjne. Słowa uznania od Andrzeja Wajdy dostał za swój film z kilkudniowego pobytu Mistrza w Świdnicy, w związku z premierą jego filmu „Panna Nikt”. Jurek Gaszyński to świdniczanin z krwi i kości. Urodzony i zakochany w tym mieście bez reszty. Wszystko, co robi jest związane z budowaniem lokalnego patriotyzmu i dumy z miasta. Szanuje jego historię i ludzi, którzy ją tworzyli. Wszystkich – bez względu na czas i narodowość. Choć pewnie nie wszystkim to się podoba, on jest wierny swojej świdnickości. Najnowszym jego pomysłem jest symbol pamięci – Studnia Narodów. Ma powstać w centralnym punkcie miasta przy placu Grunwaldzkim i upamiętniać dawnych mieszkańców Świdnicy. Pomysł znalazł uznanie władz. W studni nie będzie wody, bo będzie to budowla symboliczna. Ma przypominać świdniczan wszelkich nacji, którzy przez wieki tworzyli miasto – jego historię, kulturę i tożsamość. Przygotował projekt, znalazł firmę, która wykonałby kamieniarkę. Inna firma zaoferowała mu bezpłatną iluminację. Chciałby, aby na otwarcie Studni Narodów przyjechali do Świdnicy prezydenci trzech państw, które przez wieki były obecne w mieście – Polski, Niemiec i Czech. Może wówczas miasto znalazłoby się na ustach wszystkich. Jurek Gaszyński nie ma w sobie nic ze znudzonego życiem mieszczucha. Jest zafascynowany mediami i Internetem. Był przed ośmiu laty twórcą pierwszego miejskiego portalu internetowego – dziennik.swidnica.pl, który działa do dzisiaj. Pracował jak fotoreporter w prasie lokalnej i regionalnej. Z uporem zabiegał o reaktywowanie świdnickiej piłki siatkowej kobiet i udało mu się. Dzisiaj, po latach rzucił wreszcie palenie, choć wydawało się, że wszyscy to zrobią, ale nie on. Cenię go bardzo za niebanalne spojrzenie na życie i wierność poglądom. Uważa się za szczęśliwego i spełnionego człowieka.

    Czy mając na głowie budowę samolotu „Czerwonego Barona” i Studnię Narodówi można mieć jeszcze jakieś zwariowane marzenia? A jeśli tak, to jakie?

    – Może one nie są zwariowane i nierealne, ale marzy mi się, by doczekać chwili, że pojęcie świdniczanin nie będzie tylko nic nieznaczącym określeniem miejsca, w którym się urodziliśmy i żyjemy. Byśmy my, mieszkańcy tego miasta, czuli duchową więź z tymi, którzy mieszkali w nim i je budowali 200, 300 i 600 lat temu. Byśmy czuli się jak u siebie w domu z najbliższą rodziną. No i mam jeszcze jedno konkretne marzenie związane z baronem Manfredem von Richthofenem. Kiedy już zbudujemy jego samolot i postawimy go na łące w muzeum naszego kolegi Stanisława Gabrysia w Witoszowie, marzy mi się na tej wielkiej łące koncert. Taki, w którym zagrałby zespół Sabaton. Szwedzka grupa rockowa znana z tego, że jak żadna inne potrafi propagować chlubne zwycięstwa polskiego oręża. Właśnie to chciałbym zobaczyć – grający na transporterach i innym sprzęcie Sabaton.

    Wacław Piechocki