Smutny świat seriali

    9

    Nie jestem człowiekiem, który spędza dużo czasu przed telewizorem. Oglądam zazwyczaj tylko to, co mnie interesuje, czyli serwis informacyjny, program muzyczny i ewentualnie dobry film. Czasem też zdarza mi się zobaczyć jakiś polski serial typu „M jak miłość” czy „Klan” . Tych seriali mamy bardzo dużo i ciężko się trochę w nich połapać. Zauważyłem też, że podobają mi się głównie te, które są kupionym formatem z zagranicy. Na przykład przygody niani Frani, w którą wcieliła się Agnieszka Dygant. Nigdy nie zastanawiałem się dlaczego tak jest, jednak myślę, że znalazłem już odpowiedź.

    W ostatnim czasie ze względu na opinię znajomych, zacząłem oglądać seriale, które zdobyły ogromną rzeszę widzów w USA. Obejrzałem „Modern Family”, „Flash Forward. Przebłysk jutra” oraz „Heroes”. Wiem, że to nie jest jakaś zawrotna ilość, jednak wystarczyły mi tylko te trzy tytuły, by zauważyć dlaczego nie zagłębiam się specjalnie w polskie produkcje. Każdy z tych seriali amerykańskich ma tak napisany scenariusz, że koniec odcinka wiąże się z załamaniem widza, bo nie można doczekać się już kolejnego. Świetnie stworzone postacie, każda inna i na swój sposób charakterystyczna. Każdy wątek poboczny staje się bardzo kluczowym dla tego głównego.

    W serialach „Flash Forward. Przebłysk jutra” i „Heroes” widz zmuszony jest do intensywnego myślenia. Nieuważne oglądanie spowoduje, że kolejne odcinki mogą stać się niezrozumiałe. Próbowałem znaleźć w polskich serialach jakiś odpowiednik. I tak myślałem, „Detektywi”? A może „Fala zbrodni”? Odmówiłem sobie jednak dalszych poszukiwań już po tych dwóch przykładach. „Modern Family” to serial, który opowiada o modelach współczesnej rodziny. Niby brzmi znajomo, przecież w „M jak miłość” też tak jest. Lecz oglądając „Modern Family” chce się poznawać każdą postać osobno, chce się śledzić ich przygody, bo są tak ciekawe i charakterystyczne. A cóż ciekawego i charakterystycznego prezentują polskie seriale? Właściwie wszystkie, dosłownie wszystkie, prezentują to samo. Nieszczęśliwa miłość, zdrada, nieoczekiwana ciąża, bezrobocie itd. Jedynie w ostatnim czasie „39 i pół” wydawało się być naprawdę dobrym pomysłem. Tam już zaczęły pojawiać się jakieś ciekawsze pomysły na rozwój akcji. Co więcej, kiedy pojawiło się wrażenie, że to co najlepsze zostało już z niego wyczerpane, serial się skończył. Nie trzeba było użerać się z tymi samymi postaciami, które przez 5 lat emisji mają te same problemy i te same kompleksy. Szczerze mówiąc nawet moim rodzicom już po prostu nie chce się oglądać takiego serialu jak „Klan”, czy „M jak miłość”, bo ile można?

    W czym w takim razie jest rzecz? Mamy złych i mało kreatywnych scenarzystów w kraju? Nie wierzę, że tak jest. Podejrzewam, że wielu z nich chętnie by napisało coś niekonwencjonalnego. Jednak wyraźnie widać, że stacje telewizyjne wolą produkować seriale, które są na jedno kopyto. Zwróćmy uwagę, że już nawet tytuły zaczynają się do siebie upodabniać. Chociażby dwa nowe seriale Polsatu-u i TVN-u, „Linia życia” oraz kolejny równie zaskakujący tytuł „Przepis na życie”. Dobrze pan Rynkowski zaśpiewał o polskiej rzeczywistości: „Życie, życie jest nowelą…”. Jedyne co bym zmienił, to nowelę na telenowelę.

    Kamil Franczak