Na co komu tolerancja?

    4

    Natchnęło mnie z tą tolerancją, gdy po raz kolejny zostałem wystawiony do wiatru przez mojego młodego kolegę. Od ponad roku umawiamy się na pogaduchy i konsekwentnie – tylko umawiamy. Gdy tylko coś zaczyna się konkretyzować, koleżka niby już jest gotowy i nagle…. milknie. Na nic zdają się telefony. A to jest w Katowicach, a to w Krakowie, a to nagrywa płytę w Berlinie. Brakuje jeszcze w tym zestawie miejsc nawiedzanych Juchnowca Kościelnego, Tąpadeł, czy innego Lichenia.

    Facet nie jest komiwojażerem i nie sprzedaje odkurzaczy, ani rumuńskich dywanów. Po prostu aktywnie realizuje się na płaszczyźnie wszelakiej. Jako że jest młody i kreatywny, to podobno normalne. Nienormalne jest chyba, że nie potrafi spełnić raz danego słowa lub poczynionego bez przymusu ustalenia. Ot, taka mała niedogodność, a wkurza jak cholera. Mnie w każdym razem przestało już to bawić. Stąd owe rozmyślania o mojej osobistej tolerancji.

    Do tej pory wydawało mi się, że „cierpliwa wytrwałość” z łaciny tolerantia to znane mi pojęcie. Potrafiłem zżymać się, gdy ktoś w moim towarzystwie złorzeczył starszym braciom w wierze, czy kochającym inaczej. Ale było mi obojętne, czy będziemy w naszym domu gościć zaprzyjaźnionego geja mojej Notorycznej Narzeczonej i obserwować z rozbawieniem, jak oczyszcza naszą lodówkę z zapasów i pozostawia w niej tylko światło. Było mi obojętne, że moja córka wśród swoich przyjaciół ma też kolegę o miękkich ruchach. Taki już urok naszych współczesnych czasów. Ale kiedy wracając do wcześniejszych ustaleń, przyszło mi robić za wystawionego do wiatru pomyślałem, że nie. Nie będę trenował „cierpliwej wytrwałości”, „wytrzymałości”, ani innego wynalazku socjologicznego z zakresu badań nad kulturą i religią. Moja tolerancja nie będzie niczym sztandar liberałów frazesem bez pokrycia. Moja tolerancja będzie nietolerancją na wszystko, co mnie irytuje i złości. Nie może być tak, że jedni wyznaczają sobie jakieś normy i narzucają je innym. Wolę zostać zwolennikiem tradycyjnego fundamentalizmu, który krytykuje tolerancję, widząc w niej formę moralnego relatywizmu. Pewnie nadal będę szanował odmienności rasowe, religijne i seksualne, ale tylko do czasu, aż nie będę one wpływały na moje samopoczucie. Bo jeśli znów …. otrzymam mail-a czy inny sygnał o niemożności to ogolę głowę, wdzieję glany i zrobię sobie dziarę – „Twoja Matka klaskała u Rubika!”

    Wacław Piechocki