To nie jest kraj dla … kochających książki

    3

    Prawie pół wieku temu byłem świadkiem rozmowy pewnego znanego w mieście człowieka, który wówczas trzymał w ręku świdnicki nieformalny rynek walutowy. Zapytany, jakie książki ostatnio czytał – uśmiechnął się tylko i powiedział, że jedyną, jaką kiedykolwiek czytał była książeczka oszczędnościowa Pekao. Jakoś nie zrobiło to na mnie wtedy wrażanie. Dopiero kilka dni temu dosłownie osłupiałem, kiedy przeczytałem wiadomość dotyczącą badań społecznego zasięgu czytelnictwa w Polsce. W listopadzie ubiegłego roku przeprowadziła je pracownia Badań Czytelnictwa Biblioteki Narodowej we współpracy z TNS OBOP. „Przynajmniej jednokrotny kontakt z książką w ciągu ostatniego roku zadeklarowało 44 proc. badanych Polaków, czyli o 6 proc. więcej niż w 2008 roku. – Może to być efekt rozszerzenia w badaniu kategorii książek o albumy i poradniki – studzi radość Tomasz Makowski z Biblioteki Narodowej. – Bardzo przygnębiający przy tym badaniu, okazał się stan czytelnictwa osób z wyższym wykształceniem (…) 20 proc. osób z wyższym wykształceniem, na stanowiskach kierowniczych, tych, którzy budują mosty, leczą nas, od których zależy w dużym stopniu nasze życie, nie przeczytało w ciągu miesiąca tekstu dłuższego niż trzy strony – dodaje.”

    Podobno w porównaniu z poprzednimi badaniami Biblioteki Narodowej w najnowszym rozszerzono definicję “książki”, włączając do niej albumy, poradniki, encyklopedie, słowniki a także książki w wersji elektronicznej. Wg zleceniodawców badania, odnotowane w najnowszym badaniu zwiększenie czytelnictwa o 6 proc. w stosunku do roku 2008 może być związane właśnie z tą zmianą kryteriów. Stąd wzrostu faktycznego raczej nie ma.Początek formularza

    Dół formularza

    Bardzo przygnębiający przy tym badaniu okazał się stan czytelnictwa osób z wyższym wykształceniem, szczególnie przy odpowiedziach na pytanie dotyczące przeczytania w ostatnim miesiącu tekstu dłuższego niż trzy strony maszynopisu lub trzech “screenów” komputera. 20 proc. osób z wyższym wykształceniem, na stanowiskach kierowniczych, tych, którzy budują mosty, leczą nas, od których zależy w dużym stopniu nasze życie, nie przeczytało w ciągu miesiąca tekstu dłuższego niż trzy strony – mówił dyrektor Biblioteki Narodowej, Tomasz Makowski.”

    Grupa osób z wyższym wykształceniem deklaruje też dość niskie ogólne czytelnictwo książek – 25 proc. osób z tej grupy przyznało, że przez cały rok nie wzięło do ręki ani jednej książki, także w wersji cyfrowej. Jeszcze w 2000 roku 98 proc. proc. osób z wyższym wykształceniem deklarowało czytanie (rozumiane, jako kontakt z przynajmniej jedną książką w ciągu roku). Teraz deklaruje to tylko 75 proc. To ogromna zmiana. Wynika z tego, że duża część osób z ukończonymi studiami nie uzupełnia swojej wiedzy. Jedynie 12 proc. badanych czyta w ciągu roku więcej niż sześć książek. Można powiedzieć, że co 10 z nas czyta częściej niż raz na dwa miesiące. To trudne do uwierzenia, ale takie są wyniki badań. Odsetek osób czytających w roku więcej niż 6 książek jest stały od kilku lat. Moli książkowych jest u nas 12 proc. Oczywiście bardzo liberalnie traktując to pojęcie, bo może niekoniecznie osoba czytająca raz na dwa miesiące, jest molem książkowym. To mała grupa, ale stabilna, co jest złą wiadomością, bo powinna się ona zwiększać.

    Na początku lat 90. czytelnictwo w Polsce sięgało 72 proc. – taki odsetek badanych zadeklarował kontakt w ciągu roku z choć jedną książką. Ten odsetek regularnie spadał osiągając w 2008 roku najniższy poziom – 36 proc. W tym roku nieznacznie wzrósł do 44 proc. Uważamy, że nie musimy czytać. Najgorsze jest jednak to, że przestajemy się wstydzić, że nie czytamy.

    Zatrważająco prezentują się liczny dotyczące młodzieży. Wystarczy zwrócić uwagę na stan czytelnictwa wśród osób uczących się. 33 proc. uczniów powyżej 15 roku życia podało, że w ciągu roku nie przeczytało żadnej książki, a 27 proc., że nie przeczytało w ciągu miesiąca tekstu dłuższego niż trzy strony. Im dalej tym gorzej. Licealiści czytają mniej od gimnazjalistów, a studenci – mniej od licealistów. Wydawałoby się, że ta tendencja odwróci się wśród emerytów, którzy mają dużo czasu na czytanie. Tak jednak nie jest. Najniższe czytelnictwo jest właśnie wśród emerytów i rencistów.

    Najnowsze badanie BN odbyło się na dwukrotnie wyższej próbie niż w poprzednich latach. Tym razem zbadano 2 tys. osób i błąd statystyczny wynosi nie więcej niż 3 proc. W żaden sposób nie można, więc obciążyć ich ryzykiem błędu. Niestety prawda jest prozaiczna. Żyjemy w pośpiesznych czasach, w których nie przykłada się wagi do pogłębiania wiedzy, rozwoju i refleksyjności. Kierują nami emocje i są jedynym kryterium poznawczym. No i stąd ta powierzchowność, która króluje niemal na każdym kroku. Tak wybraliśmy i tacy jesteśmy. A ja cieszę się, że właśnie skończyłem kolejną książkę i znalazłem następną, która już od kilku dni mnie intryguje.

    Wacław Piechocki