Tkanie życia: Wioletta Urban

    0

    Wywiad z, niekoniecznie tylko, jednym pytaniem.

    Kilka lat temu uważała się za ostrożną i cierpliwą, której największym atutem jest niezależność. Dzisiaj na pytanie – kim jest? – bez namysłu odpowiada – Szczęśliwą babcią! Choć gdy się ją zna,  brzmi to dość kuriozalnie i prowokacyjnie. Taka babcia?!! Nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu! Chęć podróżowania i poznawania jest chyba dominująca. Od urodzenia związana ze Strzegomiem, w którym mało kto jej nie zna. To m.in. dzięki niej niewielkie miasteczko, jakim jest Strzegom,  stało się niekwestionowaną letnią stolicą folkloru Dolnego Śląska. Przyjeżdżają tu zespoły i soliści z niemal wszystkich kontynentów. Ma wiele wyuczonych zawodów i gdyby nie robiła tego, co lubi mogła być np. krawcową, przedszkolanką, rolnikiem dyplomowanym. Od blisko 20 lat animatorka  strzegomskiej kultury z wykształceniem uniwersyteckim w tym zakresie. Dyrektorka  miejscowego centrum kultury, współtwórczyni  i dobra dusza sztandarowej imprezy, o której wspominaliśmy – Międzynarodowego Festiwalu Folkloru. Lubi zwierzęta i zawsze szczyci się, że przez pewien czas była  współwłaścicielką siedmiu kotów i trzech psów. Ale boi się, jak każda kobieta – myszy i pająków. A także tego, że może zabraknąć tych osób, które kocha. Jest niezwykle konsekwentna i z uporem realizuje swoje zamierzenia. W pracy i życiu prywatnym stara się być perfekcyjna, pewnie dlatego od siebie i innych wymaga solidności i oddania. Ceni mądrość, odpowiedzialność, solidność i zaufanie. Ideałem kobiety jest  dla niej jej mama, którą ceni za godne zachowanie się w każdej sytuacji, ambicję i wierność zasadom. Podziwia w niej to, że nie ulega wpływom otoczenia, a raczej otoczenie korzysta z jej wpływu. Wioletta Urban szanuje szczerość i zdolność do poświęceń. Jest bardzo wymagająca w doborze przyjaciół. Decyduje zawsze pierwszy kontakt. Lubi długie spacery nad brzegiem morza, bo on działa na nią niezwykle inspirująco, a szum uspokaja. Ogromną frajdę sprawiają jej prezenty. Zarówno te, które otrzymuję, jak i te darowane innym. Prawdziwe szczęście to jej rodzina i praca, w której się spełnia i uwielbia ją robić. Ma w sobie wiele spokoju i ciepła. Pewnie dlatego czuje się bez reszty spełniona.

    Czy w takim poukładanym, pełnym miłości, szczęścia i dobrych emocji życiu jest czas na jakieś zwariowane marzenia?

    – Nie wiem, czy one mogą być zwariowane, ale są z całą pewnością związane z tym, co robię i jak spędzam wolny czas. Pewnie dlatego moje najbliższe marzenia dotyczą tego, co dzieje się w naszym Strzegomskim Centrum Kultury. Realizujemy jego wielką przebudowę. Będziemy mieli nową, obszerną bazę i marzy mi się, by młodzież mogła i chciała z niej korzystać. By czuła się współgospodarzem i współtworzyła kulturalną przestrzeń naszego miasta. Marzą mi się dalekie egzotyczne podróże. Najlepiej by były orientalne. Chciałbym zobaczyć majestatyczne budowle Dubaju i Tokio, i Chiny, i może cały Wschód. Póki co jeżdżę konsekwentnie i poznaję swoje najbliższe otoczenie, bo często bywa, że ciągnie nas za morza, a nie potrafimy zachwycić się swoimi pagórkami.

    Wacław Piechocki