Mafia, muzyka, futro i śniadanie do łóżka

    0

    Artysta, którego płytę tym razem odświeżyłem, to człowiek, który w polskim showbiznesie przeżył chyba najwięcej wzlotów i upadków. Co najlepsze teraz dobrze się ma i obecnie jest czołowym i szanowanym artystą w kraju. Gdy byłem mały, słuchałem pierwszych utworów znanego kiedyś zespołu Mafia. Mianowicie płyty „Gabinety”. To pełen rockowych brzmień album, w którym podejrzewam, że wielu nawet nie rozpoznałoby w nim Andrzeja Piasecznego.

    W międzyczasie współpracował z Robertem Chojnackim, przy jego solowym projekcie i wylansował takie hity, jak „Prawie do nieba”, „Niecierpliwi”, czy „Budzikom śmierć”. W dalszym ciągu tworzył z zespołem Mafia, jednak po wydaniu płyty „Mafia FM” i zagraniu paru koncertów, zdecydował się na solową karierę. W wyniku tej decyzji pojawiła się jego pierwsza solowa płyta, zatytułowana po prostu „Piasek”.  Swoją drogą to była jedna z pierwszych moich własnych płyt CD, które kupiłem w sklepie muzycznym. Udało się naciągnąć rodziców, bo ciekawość była naprawdę ogromna. Cóż, zawiodłem się. Jako ówczesny fan muzyki, w której udzielał się Andrzej, nie znalazłem tam już rockowych ani pop-rockowych utworów, a tandetny dance i kiczowaty pop, okraszony banalnymi tekstami. Fakt, płyta była hitem. Na szczęście jeszcze przed porażką na Eurowizji w 2000 roku, pojawiła się druga solowa płyta „Popers”. To album, o którym do dziś śmiało mogę powiedzieć, że jest moim ulubionym wśród wydawnictw tego artysty.

    Na tym krążku nie ma również rock’n’rollowych rytmów, ale też nie ma tandetnej elektroniki. Jeśli jest, to pasuje do utworu i reprezentuje dobry poziom, a w dodatku towarzyszą jej żywe instrumenty. „Popers” to mieszanka popu z muzyką taneczną, w którą wplątane są naprawdę piękne aranżacje, świetne wykonania i genialne partie sekcji dętej. Singlem promującym ten album była „Miłość podglądaczy”. Właściwie to najsłabszy utwór na tej płycie, który zalatuje jeszcze poprzednią płytą, chociażby ze względu na tekst. Muzyka jest o wiele lepsza, jednak nie zrobiła wrażenia na słuchaczach i singiel nie został hitem. Ogólnie ta płyta w porównaniu do pierwszej o wiele gorzej wypadła, jeśli chodzi o popularność. Teraz z perspektywy czasu widzę, że nawet 11 lat temu było podobnie, że gdy muzyk robił kiczowatą płytę, to była bestsellerem, a gdy chciał zacząć budować swoją pozycję jednak ambitnego artysty, spychano go na boczny tor. Szkoda, bo ta płyta to kopalnia ambitnych kompozycji. Polecam takie utwory, jak „QQ”, „Chleb imieninowy”, „Aniołami”,”Wzór cały twój”, „Znam swój czas” oraz wspaniały duet z Ewą Bem, w piosence „Pół mnie, ciebie pół”. Oprócz kompozycji Piasek postarał się z tekstami. Tu już są ciekawsze historie, lepiej opowiedziane, ubrane w piękne słowa.

    Ciekaw jestem, jaka była reakcja Piaska na odbiór jego płyty w Polsce. Może dlatego zdecydował się na desperacki krok, by wziąć udział w Eurowizji z tandetną piosenką „2 long”. Było jakieś prawdopodobieństwo, że gdyby w Kopenhadze się udało, to w Polsce zostałby bohaterem. Jednak stało się odwrotnie, a latające po scenie futro do dziś jest mu wypominane.

    Teraz Piasek jest w bardzo dobrym miejscu swojej kariery i ponownie zdobył zaufanie Polaków. Długo pracował na swój sukces i wiele razy powracał na rynek. Obecna współpraca z Sewerynem Krajewskim przyniosła najlepszy efekt. Utwory, które stworzyli razem, szturmują nas z każdej strony, w każdym radiu i telewizji. Jednak płyta, o której napisałem, była według mnie najbardziej jego. Słuchając jej można mieć wrażenie, jakby Piasek po prostu nagrał na luzie dobrą płytę. Tych piosenek mogę słuchać w kółko, a te obecne typu „Chodź, przytul, przebacz”, „Rysowane tobie”, czy „Śniadanie do łóżka”, wręcz mnie drażnią, mimo że są dobre.

    Kamil Franczak