To też Świdnica. Żyją bez wody!

    18

    Ma dopiero dwa lata, a już jest zapomniana przez magistrackich urzędników. Mowa o jednej z dwóch powstałych w roku 2008 ulic – Bocheńskiej i Wadowickiej. Można iść o zakład, że większość mieszkańców miasta nie ma zielonego pojęcia, w jakiej jego części one leżą. Obie są bocznymi ulicami Częstochowskiej. I znów przesadziłem z określeniem. Jakie to ulice? Bocheńska to raptem jeden numer (2) na połowie nowo wybudowanego domu. Bez nawierzchni, chodnika i jakiegokolwiek charakterystycznego elementu ulicy. Jeden numer połowy domu, bo druga jego część to już Częstochowska. To nie koniec absurdów. W tym samym domu dzieci z jednej połowy, mieszkające na Bocheńskiej, należą do jednego rejonu szkolnego. A te z części należącej do ulicy Częstochowskiej, do zupełnie innego. To, niestety, nie koniec wątpliwych atrakcji, które dane są mieszkańcom wspomnianych na początku ulic.

    – Żyjemy jak zapomniani przez decydentów „buszmeni” – uśmiecha się z bezsilności Edyta Płomińska, która od ponad roku mieszka na Bocheńskiej. – Nie mamy wody bieżącej, kanalizacji, sieci gazowej, telefonicznej, a ewentualne podłączenie do miejskiej sieci grzewczej to marzenie ściętej głowy. Mamy jedynie czyste powietrze i nadzieję, że ktoś w magistracie się opamięta i dojdzie do wniosku, że też jesteśmy mieszkańcami tego szacownego miasta i coś się nam należy. Bo na razie o wszystko musimy zabiegać sami.

    Kto miał pieniądze, założył sobie małą przydomową biologiczną oczyszczalnie ścieków. Mniej zaradni co miesiąc muszą zamawiać płatnego „szambo nurka”. Woda owszem jest, ale ze studni. Nie przynosi się jej jak za króla Ćwieczka wiadrami, jednak bez hydroforu nie ma szans na kąpiel i czy inne wodne „przyjemności”. Na Bocheńskiej i Wadowickiej nie ma stacjonarnych telefonów, bo TP-S.A. nie jest zainteresowana podciągnięciem tam linii telefonicznej. Nie wspominając o łączu radiowym. Co bardziej zaradni swój kontakt ze światem zewnętrznym mają dzięki Internetowi i telefonii komórkowej.

    Na Częstochowskiej, Bocheńskiej i Wadowickiej mieszka się może zdrowo, ale jeśli nie daj Boże trzeba tam dojechać komunikacją miejską, to przejście od przystanku „Kolonia” lub ulicy Wrocławskiej wymaga sporej odwagi. Ruchliwa droga krajowa 35 nie ma w tym rejonie przejścia dla pieszych. Wracające ze szkoły dzieci zmuszone są do sporego nadkładania drogi. Nie sprzyjają temu też pędzący od świateł do świateł kierowcy wszelakich pojazdów.

    – Marzy nam się, by wyposażono nasze ulice w niezbędną infrastrukturę techniczną, a tym samym poprawi nam się standard życia i oczywiście wartość użytkowa tego rejonu – mówi pani Edyta. – Coś podobno się planuje, ale jak zwykle mieszkańcy najmniej są informowani.

    Świdnica cierpi na brak terenów pod budownictwo jedno i wielorodzinne. Planuje się aktywizację rejonu nad Bystrzyckiej, od strony Kraszowic. Czy nie warto przyłożyć się do uzbrajania tych terenów, które mają największe szanse na zainteresowanie przyszłych prywatnych inwestorów?

    – Robimy to systematycznie w różnych częściach miasta – wyjaśnia Maria Kasprowicz, Dyrektor Departamentu Infrastruktury Technicznej Urzędu Miasta w Świdnicy. – W tym roku było to uzbrojenie działek przy ulicy Czereśniowej, a wcześniej działek pod budownictwo wielorodzinne na Krzywoustego. Rejon Częstochowskiej, Bocheńskiej i Wadowickiej do końca roku będzie miał gotowy plan sieci wodno-kanalizacyjnej. Reszta zależy od tego, czy to zadanie znajdzie się w przyszłorocznym budżecie miasta.

    Projekt budżetu rzeczywiście jest, próżno w nim jednak szukać zapisu o uzbrojeniu terenu wspomnianych ulic. Jeśli nowo wybrani radni będą chcieli dostrzec tą sprawę, to mają jeszcze szansę na wpisanie jej do przyszłorocznych zadań przed ostatecznym przyjęciem budżetu. Do pełnego szczęścia mieszkańców „zapomnianego” rejonu  Świdnicy brakuje jeszcze przychylności miejskich wodociągów. Jakoś przez ostatnie lata nie bardzo widzą w zarządzie na Wrocławskiej potrzebę współfinansowania budowy sieci, która przyniesie im zyski. Dziwna to logika, a raczej jej brak.

    wp