Idziemy do kina: Plan Maggie

Idziemy do kina: Plan Maggie

0
PODZIEL SIĘ

Mam trudności z wpisaniem „Planu Maggie” w jakąś konkretniejszą tendencję, i choć pewnie źródłem moja niewiedza, chciałbym wierzyć, że to film wymyka się jakiejkolwiek klasyfikacji.

Wyraźnie bowiem pretenduje do miana przełamującego pewne standardy obrazu, ale ta odmienność skomponowana jest z gatunkowych wzorców. Jakby twórcy pragnęli kanonicznymi środkami wyjść poza kanon ustalony na przestrzeni lat i ukształtować coś faktycznie świeżego z wymęczonych rozwiązań. Po części zamysł ten wychodzi, wszakże sprytnie twórcy utrzymują iluzję dziewiczości wniosków, jednak film jako wytwór kultury, nie może funkcjonować bez odpowiedniego kontekstu. W tym wypadku, cała plejada poprzedników produkcji skutecznie dekonstruuje jej nieco buńczuczne pojęcie o sobie.

Historie zagubionych intelektualistów od dawna snuje Woody Allen, granicę między fikcją a rzeczywistością oraz konotacje między nimi definiowali już Peter Weir, Charlie Kaufman czy Terry Gilliam, a akcent o niezależności kobiet przeziera w wielu współczesnych opowieściach, toteż kolejnego projektu Rebecci Miller nie ubezpiecza nawet obrana konwencja. Jej film więc, z większą lub mniejszą świadomością, jest swoistą renarracją tych myśli i refleksji, które zaobserwować mogliśmy w najróżniejszych dziełach popularniejszych twórców. „Plan Maggie” nie trudzi się odnajdywaniem własnego głosu, odtwarza pewne kwestie w konkretnych realiach, lecz nijak towarzyszy temu świeże spojrzenie. Skłamałbym jednak, gdyby to przetwarzanie miało charakter brutalnego naśladownictwa, bo seans przyjemny, ma kilka pomysłów na siebie.

Kiedy główna bohaterka, inteligentna i pewna siebie Maggie, spotyka nieszczęśliwego antropologa, ich relacja zawiera się w dynamicznym montażu, uniesieniach, błyskotliwej wymianie zdań, uroczo zakłopotanych spojrzeniach – forma doskonale oddaje pragnienie i idealizowanie drugiej osoby, chaos zauroczenia. Dopiero z czasem związek wpada w rutynę, całość zwalnia, zmierzając nieuchronnie ku konfliktowi racji, a my pozostajemy skonfundowani. Mogę zarzucać odtwórcze konkluzje, pewne nadęcie, ale wobec tak nieoczywistych portretów postaci trudno o obojętność – oparte o niuanse, konsekwentnie prowadzone, wybrzmiewają słabościami oraz niemocą, ludzkimi żądzami, brakiem rozwiązania.

Jeśli więc warto obejrzeć „Plan Maggie”, warto obejrzeć dla świetnej obsady, doskonałych, naturalnych dialogów i samego problemu, tak dobrze obudowanego prawdziwymi emocjami oraz dystansującą ironią. Pomaga zrozumieć, że nie potrzeba naprawdę odkrywczych sformułowań, by widzowi umilić dzień. Choć takich już trzeba, by umilić życie.

Kacper Poradzisz