Czary Penelopy: Marynowane mlecze

Czary Penelopy: Marynowane mlecze

0
PODZIEL SIĘ

Kupiłam ostatnio śledzie solone całe, pozbawione jedynie głów, za to wnoszące w bonusie mlecz. Kupując śledzie w takiej formie za każdym razem uświadamiam sobie, iż śledź to ryba. Zazwyczaj bowiem kupuję filety śledziowe, które pozbawione są jak wiadomo klasycznych rybich atrybutów.

marynowane-mlecze

Śledzie kupione w całości przysparzają więcej roboty – ale warto. Śledzie trzeba sprawić, pozbawić skóry, płetw, kręgosłupa i ości. Należy je dobrze wymoczyć przed dalszym marynowaniem. I w zasadzie to cała różnica. Mlecz natomiast uważany jest przez wielu za wyjątkowy rarytas i smakołyk. Mlecz można przetrzeć przez sito i z dodatkiem majonezu, śmietany, octu i czarnego pieprzu przygotować sos do śledzi lub tak jak ja to uczyniłam, przygotować mlecze jako niezależne danie, które robi się tak:

4 solone mlecze
1 duża cebula
olej
czarny pieprz
1 liść laurowy
kilka kulek ziela angielskiego
spora szczypta chilli

Mlecze umyłam, pozbawiłam luźnych błon i przez 12h moczyłam w zimnej wodzie. Po tym czasie mlecze wyjęłam z kąpieli. Dokonałam próby smakowej – powinny być lekko słone. Cebulę pokroiłam w drobną kosteczkę i dodałam do mleczy. Doprawiłam świeżo mielonym pieprzem, chili, zmielonym liściem laurowym i zielem angielskim. Zalałam olejem, zamknęłam w pojemniku, schowałam w lodówce i zapomniałam o nich na dwa dni. Powiem tak, cytując Johnnego Deppa z filmu „Czekolada”: bardzo dobre, ale nie moje ulubione. Idealnie pasują do zimnego, wytrawnego trunku w myśl starej zasady: śledzik lubi pływać!

Być może skusicie się na takie śledziowe danie na imprezę sylwestrową? Życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku i wielu wspaniałych odkryć kulinarnych.

Penelopa Rybarkiewicz-Szmajduch