Czary Penelopy: Karkówka

Czary Penelopy: Karkówka

0
PODZIEL SIĘ

Tegoroczną majówkę spędziliśmy w księstwie świdnickim. Co prawda prognozy pogody nie zapowiadały możliwości plenerowego grillowania, ale „karkóweczkę” przezornie zakupiłam. Pomyślałam sobie, że czy to na kuligu, czy na grillu, czy w ciepłym mieszkanku – karkóweczka „siądzie”. A że nic mnie nie goniło, zdecydowałam się na mięso długo pieczone w niskiej temperaturze.

Tak przygotowana karkówka nie ma nic wspólnego z pośpiesznie grillowanymi i niejednokrotnie przypalonymi plastrami mięsa z gotowej marynaty. Po prostu grillowe „ekstrasy” z marketu wzbudzają we mnie obawy i nie kupuję ich. Zawsze sama przygotowuję marynaty do mięs i sama je bejcuję. Świeże mięso, po umyciu i osuszeniu zostało otulone całą gamą przypraw. W tym aromatycznym towarzystwie spędziło 24h w lodówce. (Minimum leżakowania to 12h.)

Potrzeba:
1 kg karczku
2 ząbki czosnku (do szpikowania mięsa)
na mieszankę przypraw do zamarynowania mięsa:
1 łyżka papryki słodkiej mielonej
1 łyżka papryki wędzonej
1 łyżka soli
spora szczypta mielonego imbiru
1 łyżka brązowego cukru
1/2 łyżki mielonego czarnego pieprzu
spora szczypta mielonej gałki muszkatołowej
1/2 łyżki kolendry w ziarnach (roztarłam je w moździerzu)
1/2 łyżki gorczycy w ziarnach (roztarłam je w moździerzu)
szczypta cynamonu
1 łyżka mielonego kminku
spora szczypta chilli

Mięso dokładnie umyłam i osuszyłam. Ostrym nożem ponakłuwałam mięso w wielu miejscach, a w powstałe kieszonki powkładałam plasterki czosnku. Składniki marynaty dokładnie wymieszałam w małym słoiczku. W pojemniku, w którym zamierzałam marynować mięso, umieściłam karkówkę i grubo obsypałam przygotowanym miksem przypraw, dociskając je dokładnie do mięsa. W słoiczku zostało mi trochę przyprawy. Nie zmartwiło mnie to specjalnie. Opisałam go i schowałam do szafki- przyda mi się następnym razem. Mięso zostało zamknięte w pudełku i umieszczone w lodówce. Jak wspomniałam spędziło tam spokojnie 24h. Mięso wyjęłam z pudełka, ponownie osuszyłam, ponieważ puściło trochę soków. Podsypałam mokre miejsca świeżą mieszanką przypraw i na 3 łyżkach ryżowego oleju, na mocnym ogniu obsmażyłam mięso z każdej strony. Użyłam do tego żeliwnego garnka, w którym planowałam później upiec karkówkę. W mięso wbiłam termometr do pieczenia nastawiony na 80 stopni. Garnek z dokładnie obsmażonym mięsem i termometrem trafił do piekarnika nagrzanego do 110 stopni. Piekłam bez przykrycia. Gdy temperatura mięsa osiągnęła 80 stopni- termometr dał mi o tym znać, a ja miałam pewność, że mięso jest idealne.

Mój jedno-kilogramowy kawałek mięsa piekł się około 4h. Większy kawałek z całą pewnością będzie potrzebował dłuższego czasu. Może to być nawet 8-9godzin. Oczywiście można mięso w ten sposób upiec i bez termometru. Długie gotowanie lub pieczenia działa pozytywnie na walory smakowe. Mięso smakuje zupełnie inaczej. Śmiem twierdzić, że „wymiata”. Po wyjęciu z pieca pozostawiłam mięso, aby sobie odpoczęło a soki się związały. Po 10 minutach pokroiłam je w plastry i podałam je na obiad z pure ziemniaczano-marchewkowym oraz fasolką szparagową. Oczywiście nie zjedliśmy całego kawałka. Resztę zjedliśmy następnego dnia na zimno jako wędlinkę z chrzanem i kiszonkami.
Cóż. W sumie to chyba mało atrakcyjnej pogodzie zawdzięczamy naprawdę smaczny obiad. No i tradycji stało się zadość. Weekend majowy z karkówką w tle zaliczony!

Smacznego!
Penelopa Rybarkiewicz-Szmajduch