Strona główna 0_Slider Fakty, sens życia i zęby pani Jadzi. Mariusz Szczygieł w Świdnicy

Fakty, sens życia i zęby pani Jadzi. Mariusz Szczygieł w Świdnicy [FOTO]

0

Dla jednych jest wziętym reporterem i znawcą czeskiej duszy, dla innych – niezwykle ciepłym człowiekiem, który potrafi zagadać do każdego na przystanku. W czwartek, 27 sierpnia, Mariusz Szczygieł po raz czwarty odwiedził Świdnicę. Na skwerze z dzikami tuż obok Miejskiej Biblioteki Publicznej w ramach II Świdnickiego Festiwalu Literackiego iKROPKA zgromadziły się tłumy czytelników, by posłuchać o sztuce pisania, miłości do ludzi i szukaniu sensu w świecie pełnym absurdu. Rozmowę poprowadziła Aleksandra Kulak.

​Mariusz Szczygieł – reporter, pisarz non-fiction, dziennikarz roku Grand Press (2013) oraz laureat Europejskiej Nagrody Książkowej za kultowy „Gottland” i podwójnej Nagrody Literackiej Nike za tom „Nie ma” – z właściwym sobie wdziękiem od pierwszej minuty skrócił dystans. Choć na co dzień mieszka w Warszawie, a jego dusza – jak sam powtarza – bawi w Pradze, w Świdnicy czuje się wyjątkowo dobrze.

​Zachwyt nad stodołą, która okazała się pałacem

​Zanim autor spotkał się z czytelnikami na skwerze z dzikami, znalazł chwilę, by zwiedzić największą perłę architektury w mieście. Choć w Świdnicy gościł już po raz czwarty, dopiero teraz udało mu się wejść do wnętrza zabytkowej świątyni. Wizyta w Kościele Pokoju wywarła na nim ogromne wrażenie, o czym sam wspominał przy okazji wyliczania powodów swojego znakomitego humoru.

​– Mimo że jestem w Świdnicy po raz czwarty w życiu, nie byłem wcześniej w słynnym Kościele Pokoju. Dzisiaj znalazłem czas, przyjechałem wcześniej, dokładnie wszystkiego wysłuchałem, obejrzałem, obfotografowałem i jestem przeszczęśliwy! – podkreślał gość festiwalu.

​Wątek ten powrócił w rozmowie z publicznością, gdy jedna z uczestniczek spotkania podzieliła się swoimi wrażeniami z architektury świątyni, zwracając uwagę na niezwykłą konstrukcję obiektu – z zewnątrz skromnego, przypominającego wręcz stodołę z gliny i belek, a wewnątrz olśniewającego bogactwem form.

Reklama

​– A wie pan, że to jest takie małe oszustwo ze strony ewangelików? – tłumaczyła uczestniczka spotkania. – Ponieważ oni mieli taką zasadę wyznaczoną po wojnie trzydziestoletniej, że mogą zbudować świątynię poza murami miasta w kształcie stodoły… A oni zrobili w kształcie stodoły, a w środku pałac! Bo co do tego środka już nie ustalono, co ma być. Fantastycznie potrafili się odnaleźć.

​Mariusz Szczygieł przytaknął swojej rozmówczyni.

– Właśnie, inteligentni ludzie! Jeszcze te rzeźby, które są drewniane, a wyglądają z daleka tak, jakbyśmy sobie wyobrażali, że są kamienne czy marmurowe… Niesamowite wrażenie! – zachwycał się autor.

​Szkoła Hanny Krall i zęby pani Jadzi

​Obszerną część spotkania poświęcono sztuce opowiadania prawdziwych historii, warsztatowi reporterskiemu oraz książce „Fakty muszą zatańczyć”. Szczygieł z właściwą sobie lekkością wspominał swoje młodzieńcze początki pod skrzydłami legendy polskiego reportażu – Hanny Krall.

​– Zostałem wychowany w ogromnej dyscyplinie słowa. Niekiedy mówię za dużo, ale kiedy piszę – nie. Moja pierwsza nauczycielka reportażu, Hanna Krall, zawsze pytała: „Panie Mariuszu, czy świat potrzebuje od pana aż tylu słów?”. I zawsze głupio było odpowiedzieć, że tak, bo to byłoby takie pyszne, narcystyczne… No więc mówiłem: „Pani Haniu, no to proszę skreślać, proszę skreślać”. A więc jestem wychowany nie tyle na skróty, ile na skrótach.

​To właśnie od Krall nauczył się szukania tzw. „nadwyżki” – ukrytego sensu, który z prostej historii robi głęboką opowieść o człowieku. Szczygieł podkreślał, że dobry reportaż musi mieć puentę, która zapada w pamięć. Jako przykład podał autentyczną anegdotę z dawnej fabryki.

​– Bywa i tak, że puentę znam, zanim napiszę pierwsze zdanie. Zbieram historię i wiem, do jakiego zdania muszę doprowadzić tekst. Kiedyś w fabryce telewizorów Curtis robotnica powiedziała do drugiej: „Jadzia, tu u nas na hali jest już tak ładnie, że ty musisz sobie zęby wstawić”. To była genialna puenta! Pokazywała aspiracje tych ludzi, chęć wejścia w nowy, lepszy świat.

​Białystok, reżyser i Chardonnay 

​Uczestnicy spotkania mogli przekonać się, że Mariusz Szczygieł jest reporterem dosłownie w każdej sekundzie życia. Nawet podróż pociągiem do Świdnicy zamieniła się dla niego w gotowy materiał na opowieść.

​– Prowadzenie samochodu przerasta moją wytrzymałość psychiczną i intelektualną. Przyjechałem pociągiem. Planowałem, że będę słuchał podcastów z Mietkiem Szcześniakiem – bo jutro nagrywam z nim program – oraz dokończę czytanie „Tygodnika Powszechnego” i miesięcznika „Znak”. Ale uniemożliwiło mi to czterech facetów w przedziale. Dwóch z nich było z Białegostoku. Wyciągnęli wino w I klasie i spytali, czy nie będzie przeszkadzało.

​Szybko wyszło na jaw, że w tym samym przedziale podróżuje jeszcze jedna osobistość ze świata kultury.

​– Okazało się, że jechał z nami znany reżyser… Gdy panowie z Białegostoku – biznesmeni, którzy niedawno odkryli pociągi zamiast limuzyn – rozpoznali reżysera i mnie, powiedzieli: „O, to pogadamy!”. Wyciągnęli z termosu dobrze schłodzone Chardonnay i duch puszczy… Piliśmy to wino i rozmawialiśmy o wszystkim. Fantastyczna podróż! Cieszyli się, że w przedziale można jeszcze tak po prostu porozmawiać. Życie jest tak ciekawe i tyle się w nim dzieje, że naprawdę nie trzeba niczego zmyślać!

​Pisarz przyznał, że ma niegasnący „apetyt na ludzi”, co czasem bywa komiczne, a czasem wzruszające – cechę tę odziedziczył zresztą po swoim 93-letnim ojcu.

​– Cierpię, kiedy nie mogę do nikogo zagadać! Idę ulicą, deszcz przestał padać, a idzie pani z rozpiętą parasolką. I co, mam przejść obojętnie? Nie! Mówię: „Przepraszam panią, deszcz przestał padać, po co pani ta parasolka?”. Mój tata z kolei rozdawał cukierki na przystankach autobusowych. Ludzie nie chcieli brać, a on mówił: „Ale proszę wziąć, ja już jestem staruszek, a czym się żywią starzy ludzie? Przecież nie dziećmi, tylko cukierkami!”. I takie głupotki opowiadał. Czuję, że ta cecha u mnie będzie się tylko pogłębiać.

​Po co czytamy reportaże i jaki jest sens życia?

​Gdy z publiczności padło pytanie o rolę reportera we współczesnym świecie oraz o kwestię szczęścia i sensu egzystencji, Mariusz Szczygieł przeszedł do głębszych, egzystencjalnych refleksji.

​– Po co reportaż? Właśnie po to, żeby na chwilę porzucić swoje życie i pożyć życiem kogoś, kogo nie znamy, kogo nie poznaliśmy, ale możemy się z nim utożsamić. Reportaż jest po to, żeby być przez chwilę kimś innym, żeby spojrzeć czyimiś innymi oczami na świat. Żebyśmy rozumieli innych ludzi.

​Zapytany o to, jak odnajduje się w świecie bez gotowych recept metafizycznych, podzielił się z licznie zgromadzonymi Świdniczanami swoją osobistą filozofią.

​– Życie jest pozbawione sensu, ale szczęśliwy jest ten, kto nada swojemu życiu sens. Jako człowiek, który nie wie, co jest za nami i co nas czeka… szukałem sensu i go znalazłem. Jesteśmy w pewnym absurdzie życia. Podsuwa nam ono tyle dylematów… I tak sobie pomyślałem, że jedynym sensem, jak dla mnie, jest to, żebyśmy przynosili sobie nawzajem ulgę. Jak już jesteśmy w tym bagnie – jak to ujęła moja koleżanka – to żebyśmy w tej chwili przynosili sobie nawzajem ulgę, bo to jest jedyne, co możemy dla siebie zrobić. A w jaki sposób? Po prostu miłością, empatią, jakością relacji, sztuką, muzyką, pomocą drugiemu człowiekowi, po prostu dobrym słowem.

Prowadząca wywołała także temat kolejnych planów wydawniczych reportera, nawiązując do krążących pogłosek o jego nowym projekcie. Mariusz Szczygieł zdradził świdnickiej publiczności, nad czym obecnie pracuje.

​– Myślę o książce o trzech lub czterech kobietach w wieku mojej mamy, które w jakiś sposób uzupełniały moją relację z nią – o Hannie Krall, Zofii Czerwińskiej, mojej mamie i tłumaczce moich książek na czeski, Helenie Stachovej. Tytuł mógłby brzmieć: „Wszystko o moich matkach”. Chciałbym pokazać, że jedna matka czasem nie wystarcza i szukamy dodatkowych wzorców.

Po rozmowie  Mariusz Szczygieł cierpliwie, egzemplarz po egzemplarzu, wpisywał dedykacje, rozmawiał ze swoimi czytelnikami i pozował do pamiątkowych zdjęć. Świdniczanie po raz kolejny udowodnili, że kochają dobrą literaturę, a Mariusz Szczygieł – że bycie miłym po prostu niezwykle się w życiu opłaca.

Agnieszka Szymkiewicz
fot. Michał Nadolski, asz

Reklama
Poprzedni artykułNowy zawodnik w Świdnicy. W CV występy w II i III lidze