Strona główna 0_Slider Po tragicznym upadku nad rzeką uratowana Ukrainka pisze list. „Dziękuję Polsce i...

Po tragicznym upadku nad rzeką uratowana Ukrainka pisze list. „Dziękuję Polsce i Polakom za człowieczeństwo”

0

16 sierpnia doszło do wypadku, który mógł się skończyć tragicznie. Spacerująca z mężem nad brzegiem rzeki Bystrzycy kobieta spadła z muru oporowego i uderzyła się w głowę, tracąc przytomność. Mimo że świadkowie maja zastrzeżenia co do reakcji pierwszego zespołu ratownictwa medycznego i sprawa wciąż jest przedmiotem wyjaśnień, sama poszkodowana pisze list, w którym wszystkim – strażakom, ratownikom medycznym i policjantom, dziękuje za ratunek.


Do wypadku doszło na tyłach centrum handlowego przy ul. Kliczkowskiej w Świdnicy. Pierwszy zespół ratownictwa medycznego pojawił się szybko po zgłoszeniu świadków, którzy wraz z mężem próbowali ratować kobietę, jednak odjechał. Dlaczego – to jest przedmiotem wewnętrznej kontroli.

Pomocy pierwsi udzielali policjanci i strażacy, którzy wydobyli poszkodowaną na brzeg. Kolejny zespół ratownictwa przewiózł kobiete do szpitala, gdzie lekarze opatrzyli rany i pomogli odzyskać przytomność.

Dzisiaj poszkodowana przysłała list, który publikujemy w całości:

DZIĘKUJĘ WAM ZA MOJE ŻYCIE”

Szanowni Pracownicy Państwowej Straży Pożarnej, Zespole Ratownictwa Medycznego, Lekarze, Chirurdzy, Pielęgniarki i cały Personelu Medyczny!

Piszę te słowa ze łzami w oczach. Ale dziś nie są to łzy strachu ani bólu — to łzy nieskończonej wdzięczności. Nie wiem, czy w ogóle istnieją słowa, którymi można naprawdę podziękować ludziom za uratowane życie. Chyba nie. Ale bardzo chcę spróbować wyrazić choć część tego, co teraz czuje moje serce.

Reklama

16 sierpnia 2026 roku, około godziny 19:24, podczas spaceru wzdłuż rzeki Bystrzycy w Świdnicy, za centrum handlowym przy ul. Kliczkowskiej, moje życie w jednej chwili podzieliło się na „przed” i „po”. Spadłam z wysokiej skarpy oporowej do koryta rzeki, doznałam poważnego urazu głowy i praktycznie straciłam przytomność. Prawie nic nie pamiętam z tych strasznych minut. W pamięci pozostały jedynie pojedyncze dźwięki, syreny, głosy… A od tego momentu moje życie znalazło się już w rękach zupełnie obcych mi ludzi — polskich ratowników i medyków, którzy zrobili wszystko, abym mogła ponownie otworzyć oczy, zobaczyć swoją rodzinę i zaledwie cztery dni później obchodzić swoje urodziny — 20 sierpnia.

W pierwszej kolejności chcę nisko pokłonić się polskim strażakom i ratownikom — Straży Pożarnej. Tego, co dla mnie zrobiliście, nie można nazwać po prostu wykonywaniem obowiązków służbowych. Zeszliście do mnie, ewakuowaliście mnie z trudno dostępnego miejsca, udzieliliście pierwszej pomocy i zrobiliście wszystko tak szybko, sprawnie i profesjonalnie, że ludzie, którzy widzieli tę akcję ratunkową, później opowiadali o niej z ogromnym podziwem.

Dla kogoś tamtego wieczoru po prostu wykonywaliście swoją pracę, a dla mnie walczyliście o cały mój pozostały świat. O każdy mój kolejny świt. O możliwość ponownego przytulenia bliskich. O możliwość usłyszenia głosu córki. O możliwość wzięcia na ręce mojego małego wnuka.

Nigdy nie zapomnę Waszej odwagi, Waszej determinacji i tego niezwykłego spokoju, z jakim robiliście wszystko, co było konieczne w chwili, gdy moje własne życie dosłownie zależało od innych ludzi.

Po Was moje życie wzięli w swoje ręce medycy. I tutaj ponownie spotkałam niezwykłych ludzi. Osobne słowa mojej najgłębszej wdzięczności kieruję do chirurgów. Nie wiem, jak podziękować człowiekowi, którego ręce ratują twoje życie. Dla mnie ręce chirurga, który mnie operował, na zawsze pozostaną złotymi rękami.

Być może dla lekarza była to kolejna operacja, kolejny dzień pracy, kolejny pacjent. Ale dla mnie i mojej rodziny za drzwiami sali operacyjnej rozstrzygało się wszystko. Dziękuję Państwu za wiedzę, za kunszt, za opanowanie, za każdą podjętą decyzję, za to, że zrobiliście wszystko, co było możliwe, abym pozostała tutaj. Nie tylko przeprowadziliście operację — przywróciliście mnie do życia.

Z całego serca dziękuję lekarzom, pielęgniarkom i całemu personelowi szpitala — każdemu człowiekowi, który był przy mnie. Za profesjonalizm, ale jeszcze bardziej — za człowieczeństwo. Za uwagę, cierpliwość, dobre słowa, troskę i za to bezcenne poczucie, że nie jestem sama.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której bardzo chcę powiedzieć. Jestem Ukrainką. Ostatnie lata nie były łatwe dla naszych narodów. Słyszymy różne słowa, czytamy różne publikacje, widzimy spory i czasami może się wydawać, że między Polakami a Ukraińcami pojawia się jakaś ściana. Ale ja nie chcę mówić o publikacjach ani o głośnych słowach. Chcę mówić o tym, co sama zobaczyłam i poczułam.

Naród polski już od pierwszych dni pełnoskalowej wojny w Ukrainie pokazał całemu światu, jak ogromne może być ludzkie serce. Polskie rodziny otwierały drzwi swoich domów zupełnie obcym Ukraińcom. Ludzie przyjmowali kobiety, dzieci i osoby starsze, pomagali, karmili, ogrzewali, dawali dach nad głową i możliwość choć na chwilę poczuć się bezpiecznie wtedy, gdy wielu z nas dosłownie walił się cały świat.

My, Ukraińcy, tego nie zapomnieliśmy i nie zapomnimy. Ale wcześniej wiedziałam o tym, słyszałam o tym, widziałam to wokół siebie. A teraz poczułam to na własnej skórze.

Po tym, co wydarzyło się ze mną 16 sierpnia, czuję to polskie człowieczeństwo już nie tylko sercem — czuję je każdą komórką swojego ciała, każdą kroplą krwi, która dziś nadal płynie w moich żyłach. Ponieważ żyję. I żyję między innymi dzięki Wam.

W najstraszniejszym momencie mojego życia nikt nie zapytał, kim jestem, skąd pochodzę ani jaki mam paszport. Nikt nie dzielił ludzi na Polaków i Ukraińców. Zobaczyliście przed sobą człowieka, który potrzebował pomocy. Człowieka, którego trzeba było uratować. I uratowaliście mnie.

Właśnie dlatego dziś mogę powiedzieć z całego serca: dla mnie Polacy to Naród przez wielkie „N”. Nie dlatego, że dziś chcę wypowiedzieć piękne słowa wdzięczności, lecz dlatego, że w jednym z najstraszniejszych momentów mojego życia zobaczyłam Wasze serca nie w słowach, lecz w czynach.

Zobaczyłam odwagę polskich ratowników, złote ręce polskich chirurgów, profesjonalizm polskich medyków, ciepło i troskę pielęgniarek oraz, co najważniejsze, zwykłą ludzką dobroć, która nie pyta o narodowość.

Kilka dni po tragedii, 20 sierpnia, miałam urodziny. Wcześniej ta data oznaczała dla mnie dzień, w którym wiele lat temu przyszłam na świat. Teraz nabrała zupełnie innego znaczenia. Ponieważ w tym roku otrzymałam możliwość narodzić się po raz drugi. I te drugie urodziny podarowaliście mi Wy.

Podarowaliście mi nie rzecz, nie kwiaty i nie słowa. Podarowaliście mi najcenniejszą rzecz, jaką w ogóle można podarować człowiekowi — czas. Czas, by żyć. Czas, by kochać. Czas, by widzieć swoją rodzinę. Czas, by śmiać się i płakać. Czas, by budzić się rano i widzieć nowy dzień. Czas, by jeszcze wiele razy powiedzieć bliskim, że ich kocham. Czas, by zobaczyć, jak dorasta mój mały wnuk.

A mojej rodzinie podarowaliście coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze. Oddaliście mojej córce Yanie jej mamę, mojemu ośmiomiesięcznemu wnukowi Nazarkowi — jego babcię, mojemu mężowi — ukochaną kobietę i żonę, mojemu zięciowi — teściową, a nam wszystkim razem — możliwość dalszego bycia rodziną.

Być może pewnego dnia mój mały Nazar stanie się dorosłym człowiekiem. I na pewno opowiem mu tę historię. Opowiem o polskich strażakach i ratownikach, którzy zeszli nad rzekę po jego babcię, o medykach, którzy walczyli o jej życie, o chirurgu o złotych rękach, dzięki któremu jego babcia mogła wrócić do domu, przytulić go i pewnego dnia zobaczyć, jakim dorosłym mężczyzną się stanie.

I chcę, aby ten list przeczytali nie tylko ludzie, którzy bezpośrednio mnie ratowali. Chcę, aby przeczytali go Polacy i Ukraińcy. Ponieważ dziś zbyt łatwo jest dzielić ludzi słowami. Zbyt łatwo napisać coś złego, zasiać nieufność, sprawić, by dwa bliskie narody patrzyły na siebie przez pryzmat pojedynczych konfliktów.

Ale istnieją rzeczy, które są znacznie silniejsze niż jakiekolwiek słowa. To czyny. To wyciągnięta ręka. To człowiek, który idzie ratować drugiego człowieka, nawet nie znając jego imienia.

Moja historia jest właśnie taka. Nie ma w niej Polaka ratującego Ukrainkę. Jest w niej przede wszystkim człowiek, który znalazł się między życiem a śmiercią, oraz inni ludzie, którzy wyciągnęli do niego ręce i przywrócili go do życia.

Właśnie takimi czynami buduje się prawdziwe mosty między ludźmi i narodami — nie oświadczeniami i nie głośnymi hasłami, lecz dobrem, które jeden człowiek czyni dla drugiego.

Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie w pełni podziękować Wam za to, co zrobiliście. Chyba za życie nie da się powiedzieć „dziękuję” wystarczająco wiele razy. Ale wiem jedno: dopóki bije moje serce, będzie w nim żyła wdzięczność dla Was.

I teraz każdego roku 20 sierpnia, zdmuchując świeczki na swoim urodzinowym torcie, będę myśleć nie tylko o dniu, w którym się urodziłam. Będę wspominać również 16 sierpnia 2026 roku. Będę wspominać Was — ludzi, dzięki którym mogę nadal liczyć swoje kolejne urodziny.

Dziękuję Wam za moje życie. Dziękuję za moją rodzinę. Dziękuję za Waszą odwagę. Dziękuję za Wasze złote ręce. Dziękuję za Wasze ogromne serca. Dziękuję Polsce i narodowi polskiemu za człowieczeństwo, które teraz czuję każdą komórką swojego ciała i każdą kroplą swojej krwi.

Niski ukłon dla każdego, kto tamtego wieczoru walczył o mnie. Niech całe dobro, które każdego dnia dajecie innym ludziom, wraca do Was i Waszych rodzin stokrotnie.

I niech zawsze pamiętacie: za mundurem ratownika, za białym fartuchem lekarza, za kolejnym wezwaniem i kolejnym pacjentem czasami pozostaje cała rodzina, która dzięki Wam może dziś przytulić swojego bliskiego.

Moja rodzina może. Dzięki Wam.

Z nieskończoną wdzięcznością, najgłębszym szacunkiem i łzami szczęścia — Svitlana Hryshchenko, 20.08.1972

Reklama
Poprzedni artykułPięć świdnickich ulic do remontu. Prace pochłoną blisko 2,6 mln złotych