Strona główna 0_Slider Zamiast posypać głowę popiołem i przeprosić, dalej biją w obywatela i lokalny...

Zamiast posypać głowę popiołem i przeprosić, dalej biją w obywatela i lokalny portal

0

Miejski fanpage „Świdnica Rynek z Tradycjami” pod postem z linkiem do artykułu Swidnica24.pl „Władze Świdnicy zawiniły, a winą chcą obarczyć mieszkańca” zamieścił niepodpisany komentarz, deprecjonujący informacje zawarte w materiale prasowym, a przede wszystkim ponownie wybielające urząd miejski i jego kierownictwo. Urząd Miejski zamieścił to natomiast w formie oświadczenia. Śpieszymy z wyjaśnieniem – ten tekst trafił do redakcji wcześniej wraz z wnioskiem o sprostowanie. Urzędnicy (nie wiadomo którzy, bo nie ma podpisu) tak właśnie przestrzegają prawa – zamiast poczekać na odpowiedź (redakcja ma na to 3 dni) wrzuca sobie tekst na platformie społecznościowej. I to jest kolejna odsłona naszej walki o prawdę i zdrowy rozsądek.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH


Obywatel przyszedł do urzędu, a tam nikogo

Czy zdarza się Państwu załatwiać sprawy w Urzędzie Miejskim w Świdnicy lub w jakimkolwiek innym urzędzie samorządowym? Zapewne tak. Urząd jest instytucją publiczną, dostępną dla każdego. Każdy obywatel ma prawo przyjść, wejść do wydziału i załatwić swoją sprawę. Poza wydziałami szczególnie chronionymi, jak na przykład wydział spraw obywatelskich, który ma specjalne zabezpieczenia, do pozostałych dostęp jest swobodny. W wydziale powinni być urzędnicy, którzy czuwają nad dokumentami, mieniem i którzy obywatela przyjmą i załatwią sprawę, z którą przyszedł.

15 stycznia o godz. 12.45 Marek Kowalski, mieszkaniec Świdnicy i właściciel dwóch firm, w tym Swidnica24.pl, przyszedł załatwić sprawę w wydziale gospodarki przestrzennej i architektury Urzędu Miejskiego w Świdnicy, w którym sprawy ze względu na charakter prowadzonej od wielu lat działalności (niezwiązanej z portalem) załatwiał bardzo często. Ku jego zaskoczeniu nie było nikogo w żadnym z pomieszczeń. Na drzwiach nie było też żadnej informacji, że wydział nie pracuje lub tabliczek z zakazem wstępu. Wszystkie drzwi – na korytarz oraz do poszczególnych pokoi, były otwarte.

Powiadomił o tym sekretarkę wiceprezydenta Krystiana Wereckiego (sekretariat znajduje się tuż obok), która poszła wraz z nim i stwierdziła, że faktycznie nikogo nie ma, dodając, że prawdopodobnie wszyscy są na pracy zdalnej. Były natomiast ślady po obecności robotników w postaci drabin i puszek. Od kilku tygodni, a może miesięcy w całym urzędzie trwała wymiana okien w ramach termomodernizacji Urzędu Miejskiego i Urzędu Stanu Cywilnego.

Marek Kowalski nagrał telefonem krótki filmik, pokazujący w jakim stanie bez nadzoru pozostawiono cały wydział. Jako redaktor naczelna Swidnica24.pl zadecydowałam o jego publikacji w portalu Swidnica24.pl. Mieszkańcom należy się wiedza o tym, w jaki sposób chronione jest wspólne mienie i dokumenty. A ten obowiązek należy do kierownika urzędu, czyli w tym przypadku do prezydent Beaty Moskal-Słaniewskiej.

W pierwszej odpowiedzi, udzielonej przez rzeczniczkę Urzędu Miejskiego Magdalenę Dzwonkowską 16  stycznia znalazło się zdanie: „Informuję, że opisana sytuacja miała charakter jednostkowego incydentu, wynikającego z chwilowego niedopatrzenia ze strony zewnętrznej firmy remontowej.”

Rzeczniczka nie podała, czy wydział pracował, czy nie, nie wskazała na żadną odpowiedzialność ze strony kierownika urzędu, nie podała też, na jakiej podstawie firma remontowa przejęła obowiązki dotyczące ochrony dokumentów i mienia, pozostawionego w pomieszczeniach wydziału. Ani dlaczego na czas remontu nie zostały z pomieszczeń zabrane i zaplombowane dokumenty. Czy taki brak odpowiedzialności dotyczył tylko tego jednego wydziału, czy wcześniej wymiana okien odbywała się podobnie – bez żadnego nadzoru albo pod nadzorem robotników?

Winna – trochę mniej – zdaniem rzeczniczki była firma remontowa, a zdecydowanie bardziej redakcja Swidnica24.pl, która zamieściła nagranie i opisała bałagan organizacyjny i brak jakichkolwiek zabezpieczeń ze strony urzędu i jego kierownika. Najbardziej natomiast obywatel Marek Kowalski, który miał czelność przyjść do urzędu w godzinach pracy i oczekiwać, że w wydziale będą urzędnicy. Marek Kowalski z telefonu od policjantki z Nowej Rudy dowiedział się, że ma być rozpytany w związku z zawiadomieniem złożonym do prokuratury przez miasto, a podejrzenie dotyczy art. 267 kk, czyli uzyskiwania informacji w sposób nieuprawniony za pomocą podsłuchu, urządzeń ze specjalnym oprogramowaniem lub urządzeń wizualnych oraz udostępniania ich innym osobom. O tym właśnie napisałam w artykule zatytułowanym „Władze Świdnicy zawiniły, a winą chcą obarczyć mieszkańca”. I tu zdarzyły się cuda.

Cuda i prawo prasowe

Dokładnie 45 minut po publikacji na mój adres e-mail został przysłany przez Magdalenę Dzwonkowską, rzeczniczkę Urzędu Miejskiego w Świdnicy wniosek o opublikowanie sprostowania. Cudem jest tempo: od 9 lat na odpowiedzi, na pytania zadawane pani rzecznik, czekam zazwyczaj dni 14. Czasem muszę się upominać poprzez sąd. Równie szybko zareagował zastępca prezydenta Świdnicy, który to samo pismo wysłał w wiadomości do Marka Kowalskiego.

Zgodnie z ustawą Prawo prasowe redakcja ma trzy dni na to, żeby opublikować sprostowanie lub odmówić publikacji. Nie zdążyłam podjąć decyzji i odpowiedzieć, gdy tajemnicza ręka z urzędu wrzuciła treść sprostowania jako komentarz na FB Swidnica24.pl, nie opisując, co to jest. To samo opublikowano na stronie miasta jako oświadczenie. Czuję się więc zwolniona z obowiązku, jakie nakłada prawo prasowe, by odnieść się do treści sprostowania dopiero dzień po jego opublikowaniu, ponieważ stało się ono publicznie dostępnym komentarzo-oświadczeniem.

Co urząd zrobił, a co powinien

Sprawę pozostawienia bez żadnego nadzoru wydziału we wszystkich publikowanych dotychczas materiałach urzędnicy sprowadzają do ochrony danych osobowych lub pozyskiwania informacji. Nikomu przez myśl nie przeszło, że mogło dojść do znacznie poważniejszych zdarzeń w otwartych na oścież, pustych biurach. Ale zostańmy przy RODO.

W mojej publikacji z 12 maja wskazałam, że reakcja urzędu była spóźniona o 99 dni, bowiem dopiero 24 kwietnia na stronie Urzędu Miejskiego zostało opublikowane „Zawiadomienie o naruszeniu ochrony danych osobowych”. W komentarzo-oświadczeniu urząd zarzuca mi nieprawdę, wskazując, że mieszkańcy byli informowani „już” 19 stycznia. 19 stycznia na stronie urzędu pojawił się komunikat o „incydencie”. Nie wskazano, jaki wydział stał otworem, a mieszkańcy otrzymali ogólnikowe wskazania, co powinni zrobić. (tekst nadal znajduje się na stronie UM).

19 stycznia informacja UM zaczyna się tak: „W związku z prowadzonymi pracami remontowymi i czasową nieobecnością pracowników w jednym z wydziałów Urzędu, doszło do sytuacji, w której powstała luka w zabezpieczeniach fizycznych. Tę okoliczność wykorzystał przedstawiciel lokalnego portalu informacyjnego Świdnica24.pl, który wszedł bez uprawnień i nadzoru do pomieszczeń biurowych i dokonał nagrania wideo dokumentacji oraz sprzętu służbowego.”

To jest kłamstwo. Marek Kowalski w tym dniu był w urzędzie jako przedsiębiorca w sprawie niezwiązanej w żaden sposób z portalem Swidnica24.pl. Nie wszedł „bez uprawnień”, bowiem do tego wydziału dostęp ma każdy obywatel i każdy miał prawo tam wejść. Obowiązkiem urzędników było być na miejscu lub pozamykać drzwi i zostawić kartkę, że „nieczynne”. Tyle. Ani słowa o tym w żadnym z pism miasta. Czytamy jedynie „o bolesnej lekcji”. Bardzo się cieszę, że nasza publikacja wywołała refleksję, zapowiedziano szkolenia (czy także dla kierowniczki  urzędu, nie powiadomiono), ba, nawet zostały wymienione lub założone zamki we wszystkich szafkach w całym urzędzie. Tę należytą (nareszcie) ochronę dokumentów Świdniczanie zawdzięczają naszej publikacji.

Nie zgadzam się, by winą obarczać Marka Kowalskiego, który nagrał opustoszały wydział. Nagranie jest publicznie dostępne i każdy może zobaczyć, co na nim widać. To przede wszystkim kierownictwo urzędu ponosi odpowiedzialność za to, że do takiej sytuacji doszło. Pozostaję przy tym stanowisku wbrew temu, co zostało zawarte w komentarzo-oświadczeniu, że władze miasta próbują przerzucić odpowiedzialność na obywatela i media. Nie są tu potrzebne żadne dochodzenia, a po prostu zdrowy rozsądek i właściwe traktowanie swoich obowiązków.

W piśmie urząd podaje, że podjął działania informacyjne i proceduralne, prowadzone we współpracy z Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Jakie? 6 maja Marek Kowalski w drodze dostępu do informacji publicznej wniósł liczne pytania, dotyczące m.in. realizacji obowiązku wynikającego z art. 33 RODO o zgłoszeniu naruszenia ochrony danych w ciągu 72 godzin do prezes UODO, o przeprowadzone audyty, m.in. z monitoringu wewnętrznego, informacji o „zabezpieczeniach fizycznych”, a także przeprowadzonych szkoleniach. I tu cuda w tempie reagowania się skończyły. Na wysłanie sprostowania wystarczyło 45 minut. Do dzisiaj prezydent miasta Beata Moskal-Słaniewska nie udzieliła odpowiedzi na pytania z 6 maja.

Dzisiaj Marek Kowalski w drodze dostępu do informacji publicznej skierował do prezydent Świdnicy kolejne wnioski, chcąc uzyskać informacje, jak w ogóle mogło dojść do pozostawienia wydziału bez żadnego nadzoru i kto za to poniósł odpowiedzialność.

Do tematu będę wracała.

red. nacz. Swidnica24.pl
Agnieszka Szymkiewicz

Poprzedni artykułZbliża się kolejna zbiórka odzieży i tekstyliów. Tym razem na Zarzeczu