Strona główna 0_Slider Kulisy samorządu: Samorządowy Trumpizm

Kulisy samorządu: Samorządowy Trumpizm

0

Jego słowa u jednych wywołują zdumienie i oburzenie, u innych zachwyt. Jedno jest pewne – nie znosi sprzeciwu, a osoby, które uzna za wrogów, tępi bez zahamowania. 47. prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki to styl władzy, w dojrzałych demokracjach dotychczas niespotykany. Obserwujący polskie samorządy autor felietonów w cyklu „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy” wskazuje na wiele podobieństw, oczywiście w skali mikro. I o tym jest najnowszy odcinek.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH

Grafika ilustracyjna, źródło: pixabay

Samorządowy Trumpizm

Są na świecie politycy, którzy nie tyle dzielą opinie, co dzielą społeczeństwo na pół. Jednym z nich jest Donald Trump – postać z amerykańskiego snu i koszmaru jednocześnie.

Człowiek, którego można słuchać z mieszaniną zdziwienia i fascynacji, trochę jak tego weselnego wujka, który po trzecim kieliszku staje na środku sali i oświadcza światu swoją „jedyną prawdę”. Bez filtra. Bez refleksji. Bez tej lampki, która normalnym ludziom zapala się między myślą a ustami i mówi: „Poczekaj, to nie ten moment”. Trump tej lampki nie ma. I właśnie dlatego stał się fenomenem.

Wbrew pozorom nie chodzi o samą kontrowersyjność. Ani o agresywną retorykę. Najbardziej zdumiewające – i zarazem najbardziej niepokojące – jest absolutne poczucie uprawnienia do mówienia i robienia wszystkiego, co akurat przyjdzie mu na myśl. To sposób bycia, w którym brak skrępowania staje się siłą polityczną. A publiczna kompromitacja przestaje być porażką – staje się stylem, narzędziem komunikacji, formą dominacji nad otoczeniem.

Psychologowie od lat analizują ten fenomen. Wskazują na wysoką dominację, nadmierną potrzebę uznania, impulsywność i niski poziom empatii. Co ciekawe: te cechy nie muszą przeszkadzać w zdobywaniu poparcia. Wręcz przeciwnie. Dają wrażenie „autentyczności”, „twardego przywództwa”, „mówienia, jak jest” – nawet jeśli to „jak jest” ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

I choć może się wydawać, że to problem gdzieś daleko, za oceanem, prawda jest mniej komfortowa. W polskim samorządzie też mamy swoich Trumpów. Dowód?

Zapraszam na sesję rady gminy, powiatu czy miasta. Na sali jest mikrofon, transmisja online i publiczność – mała, ale wierna. I nagle pojawia się ON. Zwykle od lat u władzy. Czasem świeżo wybrany. Zawsze przekonany, że ma rację, nawet jeśli nie ma faktów.

To lokalny wójt, burmistrz, prezydent albo starosta, który:
– nie zna słowa „autocenzura”
– nie wstydzi się powiedzieć rzeczy, od których pracownikowi merytorycznemu przewraca się żołądek
– traktuje sprzeciw nie jako element demokracji, tylko jako zdradę
– a krytykę – jako atak na jego majestat
– i zawsze, ale to zawsze mówi: „ja wiem lepiej”.

Brzmi znajomo? On też ma w sobie tę niepokojącą cechę: kompletny brak wewnętrznego hamulca. I tę przekonującą – przynajmniej część mieszkańców – pewność siebie, dzięki której może opowiadać największe niedorzeczności z miną człowieka, który odkrył koło na nowo.
I w małej skali działa to tak samo jak w USA. Jedni go uwielbiają, inni się go boją, jeszcze inni próbują przeczekać burzę. A urząd zaczyna funkcjonować nie według procedur, tylko według nastrojów jednego człowieka.

Trump i samorządowy „efekt lustra”

Amerykanie są podzieleni. Prawie połowa twierdzi, że Trump to silny lider, który „odbuduje kraj”. Druga połowa uważa go za zagrożenie dla demokracji. Naukowcy, media i polityczni analitycy mówią wprost: jego styl rządzenia to polityka polaryzacji. Nie jednoczenia. Nie dialogu. Nie szukania wspólnego języka.

Czy ta fragmentacja społeczna brzmi znajomo? Czy nie widzimy tego samego na poziomie gminy – tylko w mniejszej skali? Polska lokalna też pęka na zwolenników i przeciwników lokalnych Trumpów. Na tych, którzy klaszczą, gdy „mówi, jak jest”, i na tych, którzy po prostu chcą, by urząd działał normalnie: spokojnie, zgodnie z prawem i w atmosferze szacunku.

I ważne pytanie: Czy tacy ludzie są niebezpieczni?

W dużej skali – bez wątpienia. Trump pokazał, że polityk pozbawiony zahamowań może zachwiać fundamentami instytucji, podważyć zaufanie do państwa, usprawiedliwić przemoc polityczną, osłabić system kontroli i równowagi, wywołać wojnę…..podnieść ceny paliw na polskich stacjach.

W małej skali – w samorządzie – skutki są inne, ale bardzo konkretne:
– pracownicy boją się podejmować decyzje
– radni rezygnują albo milkną
– urzędnicy tracą motywację;
– a „układ”, prawdziwy czy wyobrażony, staje się ważniejszy niż zdrowy rozsądek.

To nie jest abstrakcja. Za dużo czytam wiadomości od Państwa. To codzienność wielu urzędów. Władza w rękach człowieka pozbawionego refleksji zawsze staje się narzędziem kontroli, a nie służby. To dlaczego ludzie takich liderów wybierają? Bo charyzma bywa mylona z kompetencją. Pewność siebie – ze sprawczością. A brak wstydu – z autentycznością.

Trump, jak i jego lokalne odpowiedniki, rozumieją to doskonale. Dlatego mówią wszystko to, czego inni nie odważyliby się powiedzieć. Nie dlatego, że są odważni. Dlatego, że nie czują granic.

Nie ma nic złego w silnym przywództwie. Problem zaczyna się wtedy, gdy siła nie ma w sobie ani krzty odpowiedzialności. I kiedy urząd – ten wielki, w Waszyngtonie, i ten mały, w polskiej gminie – przestaje być instytucją, a staje się sceną dla jednego człowieka.

/Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy/

Poprzedni artykułMyślała, że pomaga siostrze. Straciła blisko tysiąc złotych
Następny artykułRuszyła budowa świetlicy w Milikowicach [FOTO]