Strona główna 0_Slider Chora przestrzeń bez systemu. O sytuacji zwierząt, schronisk i planach czipowania rozmawiamy...

Chora przestrzeń bez systemu. O sytuacji zwierząt, schronisk i planach czipowania rozmawiamy z Adrianą Kaszubą

0

Koszmarna sytuacja w dwóch schroniskach – w Bytomiu i Sobolewie – wstrząsnęła opinią publiczną w Polsce, a konsekwencją są m.in. kontrole we wszystkich schroniskach dla zwierząt w Polsce. Temat porzucanych, katowanych i upychanych w patoschroniskach zwierząt wraca systematycznie, ale czy jest szansa na rozwiązanie narastającego problemu? Wiceminister rolnictwa zapowiedział dzisiaj stworzenie centralnego rejestru zwierząt domowych i obowiązkowego czipowania kotów oraz psów. – Bez rozwiązań systemowych niewiele się zmieni – podkreśla Adriana Kaszuba, prezeska Fundacji Mam Pomysł, która od blisko 10 lat prowadzi schronisko dla bezdomnych zwierząt w Świdnicy.


– Jak jest w tej chwili sytuacja schroniska przy ul. Pogodnej w Świdnicy?

– Jest i dobrze, i niedobrze. Dobrze, bo mamy kilkadziesiąt kojców ogrzewanych, gdzie możemy przenosić starsze psy bez podszerstka. Zamieniamy zwierzęta w kojcach, by ochronić te najsłabsze. Te, które mieszkają na zewnątrz, mają ocieplane budy wykładane słomą lub kocami polarowymi. Można u nas zobaczyć także psy w ubrankach, które otrzymaliśmy od darczyńców. Jest ich bardzo dużo i jesteśmy za wszystko bardzo wdzięczni, bo możemy sobie dość dobrze radzić w sezonie zimowym, ale nic nie zastąpi zwierzętom prawdziwego domu.

Bardzo się cieszę, że odzew na naszą prośbę o domy tymczasowe okazał się dużo większy niż przed rokiem. Kilkanaście psów w styczniu znalazło taki dom tymczasowy i już wiemy, że większość zostanie tam na stałe. Po sezonie wrócą dwa, ale za tę opiekę jesteśmy bardzo wdzięczni także dlatego, że będziemy o nich wiedzieli więcej – jak się zachowują w domu, jaki mają stosunek do ludzi, a to ułatwi przyszłą adopcję. I mocno podkreślam, że nie oczekujemy od domów tymczasowych, by deklarowały adopcję, a dziękujemy za opiekę i pomoc w socjalizowaniu psów.

Mamy też apel do właścicieli psów zagubionych – zatroszczcie się o oznakowanie psa. Jeśli nie ma czipa ani żadnej adresówki przy obroży, nie mamy jak odnaleźć właściciela i często psy pozostają w schronisku zupełnie bez potrzeby. Nasi kierowcy chętnie odwiozą je do domu, tylko trzeba wiedzieć, dokąd. Mamy także mnóstwo interwencji podejmowanych ze strażami miejskimi czy gminami w sprawie zwierząt pozostawianych na mrozie w złych warunkach.

Do wczoraj mieliśmy dobrą sytuację, jeśli chodzi o koty, bo było ich zaledwie 20, ale przyjechały razem z psem i świnką morską z interwencji kolejne, ponad 20.

Sytuacja jest pod kontrolą, ale my, zarówno pracownicy, jak i wolontariusze, z trudem patrzymy na to, że psy muszą być w schronisku. Najlepiej byłoby im w domu, także tymczasowym. Natomiast cały czas mile widziani są wolontariusze, dla których wkrótce ogłosimy nabór i szkolenie. Wolontariusze u nas przede wszystkim zajmują się psami, których jest zdecydowanie więcej. Taki spacer jest bardzo cenny, bo psy dzięki niemu mogą się ruszać, swobodnie biegać, pozbyć się stresu. Jest też cała gama możliwości pomagania na inne sposoby, jak adopcja wirtualna czy pomoc rzeczowa. Ta fala pomocy jest obecnie ogromna – to jest bezcenne.

Wszyscy są bardzo mile widziani, a każdy może nas odwiedzić i zobaczyć, jak wygląda schronisko, w jakich warunkach przebywają nasze zwierzęta.

– Na trudną zimową sytuację nakłada się także to, co dzieje się w całej Polsce po nagłośnieniu patologicznej sytuacji w schroniskach w Bytomiu i Sobolewie. Zostały zarządzone kontrole we wszystkich schroniskach w Polsce. Tutaj kontrolerzy już dotarli?

– Dla mnie to są patoschroniska! Serce mi pęka i jest to dla nas ogromnie obciążające, że my robimy wszystko, co można, by jakkolwiek ulżyć bezdomnym i krzywdzonym psom, tym niechcianym kotom, a w tym samym momencie pojawia się jedno, drugie, kolejne miejsce, gdzie dochodzi do tak drastycznych sytuacji. Kontrole są dobre, są potrzebne. Nowym zdarzeniem jest to, że jest ich aż tyle i że są przeprowadzane na taką skalę. Natomiast każde schronisko jest kontrolowane dwa razy w roku. Powiatowe inspektoraty weterynaryjne zawsze kontrolują schroniska. Byłam wolontariuszką w schroniskach od 2009 roku i nawet gdy przepisy nie były jeszcze takie jak obecnie, zawsze takie kontrole były.

Mamy również wizytacje z gmin, z którymi współpracujemy. Były także kontrole związane z upałami czy mrozami. Są więc duże kontrole, ale i cała masa mniejszych, doraźnych. Nie jest to żadne novum.

Jak wypadła ostatnia kontrola?

– Nie stwierdzono żadnych uchybień. Wiemy, że będą kolejne kontrole, które już zostały zapowiedziane – wybiera się do nas sporo gmin, część już była. Nie stwierdzono na ten moment żadnych nieprawidłowości w prowadzeniu dokumentacji, warunków ani opieki nad zwierzętami.

– Co się w takim razie mogło stać, skoro jest tak dużo kontroli, że funkcjonują patoschroniska?

– To jest problem systemowy. Nie ma rozwiązania systemowego, a mam na myśli kastrację i czipowanie z rejestracją. Kotów i psów bezdomnych w Polsce jest za dużo – ja to zawsze powtarzam i będę powtarzać do upadłego. Trudno mi powiedzieć, jak wyglądały kontrole w Sobolewie czy Bytomiu. Wiem, jak jest w naszym powiecie czy województwie – są prowadzone bardzo rzetelnie, czasem aż przewracamy oczami, o jakie szczegóły kontrolerzy się dopominają, ale wierzę, że jest to w słusznym celu.

Po całej tej aferze pozostaje pytanie – co dalej? Sobolewo zostało zamknięte i bardzo dobrze, tylko zostało kilkadziesiąt gmin bez schroniska. Nie wiemy, ile jest schronisk w Polsce, jaka jest ich wydolność, a ile jest tworów typu przytuliska czy prywatne azyle. Co się stanie ze zwierzętami? Ich jest tak dużo, jest taki napór, że pewnie przymyka się oko na sytuacje nie tylko niedostatecznej opieki, ale wręcz znęcania się. Mamy w Polsce półśrodki, a nie mamy środków. Przecież nawet nie wiemy, ile w Polsce mamy psów i kotów! Są tylko szacunki, a nie ma rzetelnej informacji – mamy tyle a tyle psów i kotów, te są w domach, te w schroniskach, te w fundacjach. Mamy niekontrolowany obrót zwierzętami, z których wiele po nieprzemyślanych adopcjach znów trafia do schroniska lub azylu, skąd znowu są wydawane. My jako schroniska mamy obowiązek czipowania i rejestracji psów, ale nie mają takiego obowiązku osoby prywatne.

Wszystkim nam chodzi o to samo – by schronisko było punktem tymczasowym, interwencyjnym, a nie po to, by wyręczać właścicieli, którzy bezmyślnie przygarniają zwierzęta, a potem się ich pozbywają, bo wiedzą, że jest schronisko. Dlatego też my przy adopcjach przykładamy ogromną wagę do tego, by jak najlepiej zabezpieczyć zwierzę. Zarzuca się nam, że podchodzimy radykalnie, bo są ankiety adopcyjne czy spacery zapoznawcze. To jest właśnie po to, by człowiek ocenił swoje możliwości, a pies czy kot nie zostały porzucone.

– Dzisiaj wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak zapowiedział wprowadzenie obowiązkowego, jednolitego Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów, zarządzanego przez ARiMR. System ma być kompatybilny z unijnym, a czipowanie i rejestracja będą obligatoryjne dla wszystkich psów (oraz schronisk), co ma ułatwić kontrolę ich dobrostanu. Decyzje o ostatecznym kształcie projektu zapowiedziano na koniec stycznia 2026 r. Czy pani zdaniem da się realnie wprowadzić taki system w Polsce i egzekwować?

– Na pewno da się, tylko trzeba to zrobić mądrze. Jest kilka projektów – od prac nadzwyczajnej komisji ds. ochrony zwierząt w Sejmie, przez Izbę Lekarsko-Weterynaryjną po Ministerstwo Cyfryzacji. Należałoby wprowadzić na tyle realny czas przejściowy i zaangażować służby na szczeblu lokalnym, organizacje pozarządowe, by wszystkie miejscowości objąć monitoringiem. Bo co z tego, że wprowadzimy obowiązek, jeśli nikt tego nie zweryfikuje i nie sprawdzi. I kolejna rzecz – kara za brak rejestracji czy czipa nie może być nierealna do wyegzekwowania. Już w przypadku ustawy o ochronie zwierząt egzekwowalność jest kiepska. Potrzebna będzie także kampania informacyjna i edukacyjna, bo wielu ludziom wydaje się, że to będzie jakaś inwigilacja, a z danymi z czipa nie wiadomo, co będzie zrobione. Trzeba to wszystko wyjaśnić.

Natomiast korzyści będą ogromne! Taki mały przykład – w naszym schronisku jest wiele psów, co do których podejrzewamy, kto jest ich właścicielem, ale nie możemy nic zrobić, bo nie ma tego jak udowodnić! A porzucenie psa w Polsce jest przestępstwem. Czip i rejestracja w jednej bazie danych pokażą każde przemieszczanie psa, jego historię i ludzi za niego odpowiedzialnych. Znam co najmniej 15 kierowników schronisk i wszyscy mamy to samo zdanie – czekamy na takie rozwiązanie, by w końcu składać skuteczne zawiadomienia o porzuceniu, o znęcaniu się. Nikt się tego już nie wyprze, bo będzie jasne, że ten pies w tym domu, w tym gospodarstwie należał do konkretnej osoby i ona się już tego nie wyprze.

Wiem, że to na początku może wiązać się ze wzrostem porzuceń, stąd moje przekonanie, że potrzebna jest najpierw edukacja i szeroka akcja informacyjna. Nie o to chodzi, by natychmiast wszystkich karać! Pewnie dojdzie do porzuceń, ale przy dzisiejszej liczbie zabłąkanych, niechcianych, przerzucanych przez ogrodzenia schronisk zwierząt nie ma innej, cywilizowanej, etycznej drogi.

– W piątek będzie pani uczestniczyła w posiedzeniu nadzwyczajnej sejmowej komisji ds. ochrony zwierząt. Czego będzie dotyczyło?

– Zaplanowano prezentację raportu z Sobolewa i Bytomia. Musimy pamiętać, że słowa mają wielką moc. Tu u nas spotykamy się z ogromną życzliwością, mamy przefantastyczną lokalną społeczność, która, gdy ma wątpliwości, zawsze przychodzi, odwiedza nas, sprawdza. Natomiast faktem jest, że schroniska oberwały rykoszetem po tym, co zostało ujawnione w patoschroniskach. Nie dziwię się temu, bo widząc obrazki, które zobaczyłam na własne oczy, zrobiły na mnie ogromne, przygnębiające wrażenie, mimo że przez lata opieki nad zwierzętami widziałam mnóstwo tragicznych sytuacji. Jestem jak najbardziej za tym, żeby sprawdzać, czy zwierzętom nie dzieje się krzywda, ale wykorzystywanie patologicznych sytuacji do nagonek prywatno-personalnych, co niestety się wydarzyło – na to się nie godzę. Kontrola jak najbardziej, jestem pewna, że dobre schroniska nie mają się czego bać, natomiast uczulam, by w dobie dezinformacji sprawdzajmy, zanim wydamy osąd. Pojedźmy do schroniska, zobaczmy, zapytajmy. Pracownik zawsze odpowie na pytanie – nie nakręcajmy linczu czy hejtu. My też jesteśmy ludźmi i nie mamy pancerza.

Moim marzeniem jest, by schroniska nie były potrzebne. I co najwyżej istniały malutkie, gminne, na sytuacje awaryjne. Na razie musimy się poruszać w tej chorej przestrzeni bez systemu.

– Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Szymkiewicz

Poprzedni artykułOd Maluszka po Peterbilta. Samochody marzeń w miniaturze
Następny artykułCeny wody i ścieków w górę. Wkrótce zaczną obowiązywać nowe stawki