Strona główna Artykuł sponsorowany Windy nie działają. Poczucie odpowiedzialności też – alarmuje Radna Sylwia Osojca-Kozłowska

Windy nie działają. Poczucie odpowiedzialności też – alarmuje Radna Sylwia Osojca-Kozłowska

0
fot. nadesłana

„Od czterech lat nie działają windy na dworcu Świdnica Miasto, które są własnością Gminy Miasto Świdnica i za które odpowiada miasto, nie kolej. Opiekuje się nimi, podobnie jak budynkami Centrum Przesiadkowego i infrastrukturą z nimi związaną Miejski Zarząd Nieruchomości. Pod koniec lutego br., po spotkaniu z grupą mieszkańców, interweniowałam w sprawie wind po raz kolejny składając w tej sprawie interpelację.  Niesprawność tych dźwigów uważam za poważny problem społeczny, ale i wizerunkowy naszego miasta.

To nie jest drobiazg.

To realna bariera dla osób z niepełnosprawnościami, seniorów, rodziców z dziećmi czy podróżnych z bagażem.

To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, a która pozostaje nierozwiązana przez MZN i władze wykonawcze Świdnicy od lat.

Próbuję zrozumieć, w czym tak naprawdę tkwi problem, bo nie wierzę, że chodzi tylko i wyłącznie o brak pieniędzy wśród bieżących wydatków miasta we w obecnym i 4 poprzednich budżetach, gdyż w przypadku przeznaczenia tych wind – środki można było zdobyć wielokrotnie gdyby tylko ktoś chciał – wystarczyło poskładać wnioski o dotacje w obszarach dostępności.

Dlaczego więc od tylu lat nie udało się przywrócić sprawności dwóch wind?

Czy mamy do czynienia z istotną wadą techniczną?

Błędem projektowym?

A może problemem eksploatacyjnym, który wymaga specjalistycznego podejścia?

Brałam i to pod uwagę, ale wychodzę z założenia, że gdyby tak było, to władza wykonawcza reprezentowana przez prezydent miasta głośno, by o tym mówiła. Inwestycje wszak zaczynali jej poprzednicy. Tymczasem o wadach systemu nie słychać, ale jako radni słyszymy czasami od zarządzających, że to „ludzie nie potrafią z tych wind korzystać”.

Byłabym w stanie to nawet przyjąć, ale… obsługa windy nie jest czynnością wymagającą szczególnych kompetencji. Jest to przecież urządzeni, z którego na co dzień korzystają osoby pełnosprawne jak i osoby posiadające niepełnosprawności.

Wielkiej filozofii w tym nie ma…

W interpelacji złożonej pod koniec lutego bieżącego roku pytałam wprost o konkretne kwestie:

  • dlaczego przez cztery lata nie podjęto skutecznych działań naprawczych,
  • kto ponosi odpowiedzialność za ten stan rzeczy,
  • jakie koszty poniesiono na utrzymanie i naprawy wind,
  • kiedy zostaną one przywrócone do pełnej funkcjonalności,
  • oraz czy działania miasta zmierzające do przekazania infrastruktury PKP nie są w istocie próbą przerzucenia odpowiedzialności.

Z odpowiedzi, jaką uzyskałam od prezenta miasta, dowiaduję się, że miasto od lat prowadzi rozmowy z PKP PLK w sprawie przejęcia wind, ponieważ znajdują się one w infrastrukturze kolejowej, a po zakończeniu trwałości projektu w 2020 roku powinny zostać przekazane kolei.

Do dziś jednak do tego nie doszło.

Jednocześnie jasno wynika z odpowiedzi, że działania miasta koncentrują się na tym, aby to PKP przejęło obowiązek utrzymania wind.  Nie na tym, aby mieszkańcy mogli z nich korzystać tu i teraz.  I to zasadnicza różnica.

Bo podpisanie w tej sprawie porozumienia miasta z PKP – nawet jeśli do tego w końcu dojdzie – nie rozwiąże problemu mieszkańców.

Doskonale wiemy, jak funkcjonuje kolej w praktyce. Istnieje więc bardzo realne ryzyko, że windy nadal nie będą działać – zmieni się jedynie podmiot, na który będzie można przerzucić odpowiedzialność. I wtedy gdy mieszkańcy będą apelować, a radni interweniować będziemy słyszeć w odpowiedzi: „to nie nasze, to PKP, to kolej nie dba, nie naprawia”.

W odpowiedzi na moją interpelację wskazano również alternatywę – przejście naziemne przez tory. Byłam je ostatnio obejrzeć (bo sama nie korzystam), a czasami mieszkańcy piszą czy mówią, że jest ono niebezpieczne, nierówne i trudne w użytkowaniu.

Myślę, że problem jest jednak w czym innym… Przy niesprawnych windach na peronach brakuje czytelnego oznakowania, które jasno wskazywałoby właściwe przejście.

Bo niektórzy myślą, iż chodzi o te bliższe, tuz przy windach, które oficjalnie nie jest żadnym przejściem i nie da się przez nie przejechać żadnym wózkiem. Wskazane przez urząd przejście znajduje się przy końcu peronu. Nie jest superówne, ale można przez nie przejechać wózkiem i z bagażem. Ale to  jest rozwiązanie tymczasowe… Nie zastąpi wind, które na peronach w Świdnicy mamy, a które nie działają!

Cała ta sytuacja pokazuje coś bardzo niepokojącego o naszym mieście dobrym do życia:

– zamiast rozwiązać problem, próbujemy go przesunąć.

– zamiast przywrócić sprawność urządzeń, które miały służyć mieszkańcom – szukamy sposobu, by przestały być „nasze” (choć tu akurat rozumiem dążenia władzy wykonawczej, ale to wszystko trwa od lat…).

Póki co windy na peronach należą do mienia Gminy Miasto Świdnica.

I nie działają.

A gdy wreszcie urząd przekaże to mienie PKP PLK i tym samym usunie go ze swoich ewidencji to czy problem znikanie? Czy będą go nadal mieć mieszkańcy potrzebujący skorzystać z wind?

Mieszkańca nie obchodzi czy windą zarządza dyrektor MZN-u, czy dyrektor PKP PLK. Mieszkaniec chce mieć sprawną windę, z której będzie mógł korzystać wtedy, gdy tego potrzebuje.

Dokładnie tak samo, jak to bywa w przypadku dróg przebiegających przez miasto – dla mieszkańca liczy się ich stan i funkcjonalność, a nie to, kto formalnie jest ich zarządcą.

Najwyższy czas już przestać zwlekać, przepychać się papierami z PKP i sprawić, by te windy działały. Chyba nas na to stać, skoro chcemy zadłużać miasto, by budować Park Wodny za ponad 80 mln złotych.”

Sylwia Osojca-Kozłowska
Niezalezna radna rady Miejskiej Świdnicy
Po więcej moich działań i informacji zapraszam na
https://www.facebook.com/radnaosojca

/Artykuł sponsorowany/

Poprzedni artykułJak działają samorządowcy? Skorzystaj z naszej rubryki
Następny artykuł„Bezpieczna trzydziestka piątka”. Policjanci podsumowują dwutygodniową akcję [FOTO]