Strona główna 0_Slider Niespodziewany gość w środku nocy. Szczur wyszedł z muszli klozetowej

Niespodziewany gość w środku nocy. Szczur wyszedł z muszli klozetowej

8

W środku nocy usłyszałam dźwięk opuszczanej deski na muszli klozetowej. Była godzina ok. 1.30, a że mieszkam sama, poczułam się zaniepokojona. Poszłam do łazienki i zamurowało mnie. On też zamarł – opowiada pani Elżbieta, mieszkanka jednego z budynków w Świdnicy. Seniorka nie przestraszyła się i poradziła sobie z niespodziewanym gościem, ale zastanawia się, gdzie w takich sytuacjach szukać pomocy.

Mieszkanie pani Elżbiety znajduje się na parterze. – Wcześniej czytałam o takich sytuacjach, ale nie spodziewałam się, że i mnie się przydarzy – mówi po kilkugodzinnej walce ze szczurem. Zwierzę wyszło z rury kanalizacyjnej i myło się, gdy świdniczanka weszła do łazienki. – On siedział na desce klozetowej, ja stałam w drzwiach i patrzyliśmy na siebie. Nagle gwałtownie skoczył, zaczął jak piłka odbijać się od ścian. Zamknęłam szybko drzwi i zaczęłam się zastanawiać, co teraz zrobić. W internecie nie znalazłam żadnej pomocnej informacji, kto mógłby mi pomóc, kogo wezwać.

– Takie sytuacje, niestety, zdarzają się. My jako administratorzy budynków mamy obowiązek wykładać trutki na gryzonie w listopadzie, ale jeśli mieszkańcy zgłoszą problem, deratyzacja zostanie przeprowadzona ponownie – mówi Iwona Wiśniowska z Agory, firmy zarządzającej m.in. budynkiem, w którym mieszka pani Elżbieta. I dodaje: Administrator nie ma obowiązku podejmowania interwencji w mieszkaniach, ale my to robimy. Podobna sytuacja zdarzyła się na osiedlu Zawiszów, gdzie szczur także wyszedł z toalety. Lokatorzy zawsze mogą zwrócić się do profesjonalnych firm deratyzacyjnych.

Był jednak środek nocy, kiedy żadna firma nie pracuje, a pani Elżbieta nie chciała zostawić szczura biegającego po łazience. – Najpierw poczytałam o tym zwierzęciu, ubrałam się odpowiednio, zabezpieczyłam ręce rękawicami i poszłam go złapać. Mimo że łazienka jest malutka i nie ma w niej wielu sprzętów, było to bardzo trudne. Szczur jest  skoczny i sprytny. Ostatecznie udało mi się go włożyć do słoika i zakręcić wieczko, w którym zrobiłam niewielkie otwory – seniorka opisuje zmagania z gryzoniem. Dodaje, że nie jest osobą strachliwą i miała do czynienia z wieloma zwierzętami w swoim życiu. – Martwi jednak to, że w podobnej sytuacji ludzie, którzy odczuwają paniczny lęk, mogą mieć poważny problem – mówi.

Nieproszony gość w domu pani Elżbiety to najprawdopodobniej szczur śniady. Ten gatunek jest najbardziej rozpowszechniony, a z punktu widzenia człowieka jest groźnym szkodnikiem. Rozmnaża się błyskawicznie, jest wszystkożerny. Niszczy żywność, meble, przewody elektryczne, a przede wszystkim roznosi choroby, m.in. histoplazmozę, chorobę Weila czy gorączkę szczurzą. – Nie zdajemy sobie sprawy, że sami przyczyniamy się do przyrostu populacji szczurów – podkreśla Iwona Wiśniowska. – Nie chodzi tylko o wyrzucanie żywności koło śmietników, ale np. o wylewanie resztek zupy do toalety. W ten sposób  dokarmiamy szczury żyjące w kanalizacji.

Pani Elżbieta nie zdecydowała się na wezwanie firmy deratyzacyjnej. Szczura, któremu zdążyła nadać imię, postanowiła zostawić przy życiu. W słoiku wyniosła go daleko poza obszar zabudowań i wypuściła.

/asz/
Zdjęcia nadesłane przez czytelniczkę