Strona główna 0_Slider Czują się oszukani i zlekceważeni. Sąsiedzi “dziury” w Zaułku Świętokrzyskim mają dość

Czują się oszukani i zlekceważeni. Sąsiedzi “dziury” w Zaułku Świętokrzyskim mają dość

12

Nie mamy nic wspólnego z polityką, nie jesteśmy przeciwko władzom miasta. Mamy dość życia w spalinach, w kurzu i brudzie – mówią mieszkańcy kamienic na świdnickim Rynku, od numeru 19 do 25. Są rozgoryczeni niezrealizowanymi obietnicami, zaniedbaniami i fatalnym sąsiedztwem Zaułka Świętokrzyskiego, który stał się kością niezgody między właścicielem a miastem.

Na placu kurz, w tle procedury, sąd i ugody

W 2007 roku, za 543 tys. złotych spółka kupiła 14 działek znajdujących się przy ulicy Różanej. Według planu miała tam powstać zabudowa usługowo-mieszkalna, jednak przedsiębiorca chciał wybudować w tym miejscu galerię handlową. Miasto w umowie zastrzegło sobie prawo odkupu nieruchomości w okresie 5 lat, jeśli nabywca nie rozpocznie budowy w ciągu lat dwóch. Do maja 2007 roku BrP przedstawił koncepcję budowy i złożył wniosek o wydanie decyzji warunków zabudowy, bowiem dla tego terenu nie było planu zagospodarowania przestrzennego. 18 września weszła w życie ustawa o sklepach wielkopowierzchniowych, która zdaniem miasta nakładała obowiązek sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego. Miasto zawiesiło postępowanie w sprawie decyzji o warunkach zabudowy. Przygotowania do budowy zostały zastopowane.

Wkrótce po nabyciu gruntów, leżących w ścisłym centrum Świdnicy pomiędzy Rynkiem a ulicą Różaną, firma zwróciła się z wnioskiem o sprzedaż dodatkowych gruntów. Niewielkie działki miasto wyceniło na ogromną, jak na tamten czas, kwotę ok. 850 złotych za metr. BrP nie zgodził się z takimi szacunkami, wskazując, że pierwotna cena sięgała zaledwie 104 złotych za m2. Sprzedaż gruntów przeciągała się wraz z wydłużającym się procedurami przy sporządzaniu planu zagospodarowania przestrzennego. Negocjacje z miastem przeciągnęły się aż do 2010 roku i ówczesne władze Świdnicy postanowiły je zerwać oraz skorzystać z prawa odkupu gruntu. Sprawa trafiła do sądu gospodarczego. W drodze mediacji obie strony zawarły ugodę, na mocy której Blackrock Properties zobowiązał się do zakupu dodatkowych działek za kwotę 1,8 miliona złotych i rozpoczęcia budowy w terminie 5,5 roku licząc od 7 czerwca 2012 roku. Akt notarialny gwarantował miastu naliczenie kary za niedotrzymanie terminu – za pierwszy rok opóźnienia milion złotych, za każdy kolejny kwartał 250 tysięcy, a maksymalnie całość kary może wynieść 3,5 mln złotych. 7 lipca 2015 roku miasto aneksowało umowę z firmą, dając jej dodatkowe 3 lata na doprowadzenie inwestycji do stanu zerowego. Żadne prace nie zostały wykonane.

7 czerwca 2018 roku władze miasta wezwały inwestora do przedstawienia stanu zaawansowania inwestycji. Zamiast tego deweloper wystosował wniosek o wydłużenie terminu o 4 miesiące, deklarując rozpoczęcie w tym czasie budowy według zupełnie nowego projektu. Świdnickie starostwo wydało pozwolenie na budowę, jednak miasto złożyło odwołanie w związku z brakiem decyzji lokalizacyjnej na zjazd z drogi publicznej. Równocześnie, z racji niezrealizowania stanu “zerowego” naliczona została pierwsza rata kary w wysokości 1 miliona złotych. Blackrock Properties kwoty tej nie zapłaciło. 11 października 2018 roku magistrat skierował wniosek egzekucyjny do komornika sądowego, który tego samego dnia wydał dokument zajęcia wierzytelności i tym samym rozpoczął postępowanie egzekucyjne przeciwko dłużnikowi m.in. z nieruchomości przy Zaułku Świętokrzyskim.

Pomimo podjętej przez Blackrock Properties próby wstrzymania egzekucji nałożonej kary na drodze sądowej i wygranej w pierwszej instancji, na 6 kwietnia 2020 roku została wyznaczona data pierwszej licytacji komorniczej. Wartość terenu w Zaułku Świętokrzyskim oszacowano na 3 mln 152 tys. złotych, zaś cenę wywoławczą ustalono na poziomie 2 mln 364 tys. złotych. Na nieruchomości ustanowiona została hipoteka umowna na kwotę 3 mln 600 tys. złotych oraz hipoteka przymusowa w wysokości blisko 61 tys. złotych z tytułu podatku od nieruchomości. Przed rokiem Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał korzystny wyrok dla spółki, na mocy którego miasto powinno odstąpić od egzekwowania kary. Jednak miasto nie odpuściło. Skierowało do Sądu Najwyższego wniosek o kasację wyroku. Wniosek został przyjęty do rozpatrzenia. Na drodze sądowej miasto uzyskało zawieszenie wykonania wyroku do czasu rozpatrzenia kasacji. W tym samym czasie samorząd wystąpił do sądu z pozwem o unieważnienie umowy z 2015 roku, co w razie wygranej byłoby jednoznaczne z wywłaszczeniem spółki z części gruntu. Spółka z tym się nie zgadza i zamierza walczyć o swoje prawa.

Tymczasem w ścisłym centrum miasta straszy niezagospodarowany teren z resztkami fundamentów po poprzednich właścicielach i dwoma na wpół zrujnowanymi kamienicami.

Mieszkańcy są rozgoryczeni

– Na początku, jak mieli zaczynać tu budowę, zwrócili się do nas, mieszkańców, żeby im udostępnić troszkę terenu, bo oni mają za mało, a w zamian za to mieli zrobić chodniczek, drogę dojazdową. Zgodziliśmy się. Nic nie jest zrobione, i my sami nic nie możemy zrobić, bo nie wiadomo, co jest czyje – skarży się jeden z mieszkańców, który wraz z kilkunastoma innymi osobami postanowił porozmawiać o narastającym  od kilkunastu lat problemie.

– Z naszego punktu widzenia to jest ziemia niczyja – mówi kolejna z mieszkanek. – Normalnie każdy inwestor każdej nieruchomości to ma zaznaczone granice swojej posiadłości. To proszę poszukać graniczników, które pokazują, która część jest własnością pana Skoniecznego. My nie wiemy. Właściciel nie spełnia swoich obowiązków. Ja się osobiście czuję bardzo winna, bo sama agitowałam wśród mieszkańców do tego pomysłu. Uważałam, że warto, że będziemy mieć porządek, a dziś tego ogromnie żałuję.

Mieszkańcy twierdzą, że poprzez zarządcę budynków zwracali się do prokurenta Blackrock Propertis o uregulowanie oznaczenia granic działek. W ubiegłym roku na wniosek zarządcy zostało zorganizowane spotkanie z przedstawicielami Urzędu Miejskiego w Świdnicy. W piśmie, podsumowującym wizję lokalną dyrektor wydziału komunikacji w UM Maciej Gleba stwierdzi, że faktycznie działki nie zostały oznaczone, ale pomiary “na oko” nie wskazały, by różnice w porównaniu ze stanem faktycznym były duże. Uznał, że nie ma podstaw do toczenia w tym zakresie sporu z Blackrock Properties. W podsumowaniu podkreśla, że właściciel gruntu udostępnia dojazd wszystkim wspólnotom od Rynek nr 2 do 30 oraz części wspólnot z ulicy Łukowej i Trybunalskiej.

Jak udało się ustalić, na to spotkanie z maja 2020 roku Paweł Skonieczny nie był zapraszany. Wcześniej prośby miały być do prokurenta BRP kierowane, on jednak twierdzi, że nie otrzymał żadnych pism. – Zapewniam, że jestem gotów uregulować kwestię właściwego oznaczenia granic działki – zadeklarował. 1 marca zarządca wspólnoty w tej sprawie wystosował do spółki pismo. Sporna kwestia dotyczy wspólnoty mieszkaniowej Rynek 22.

Granice działek nie są największym problemem. Mieszkańcy skarżą się na kurz i spaliny z setek samochodów, które korzystają z parkingu, utworzonego w miejscu niezagospodarowanych działek. – Miał istnieć na trzy miesiące, a funkcjonuje już trzy lata. Latem nie ma mowy o otwarciu okien. Wszyscy staramy się dbać o nasze kamienice, zostały zrobione elewacje także od podwórza. To naprawdę były duże koszty, a teraz wszystko pokrywa kurz.

Mieszkańcy do listy problemów dodają, że niezagospodarowany teren rozciąga się na sąsiednie działki. Dochodzi kwestia niszczejącego budynku dawnej szkoły nr 1 przy ul. Różanej i podwórek, za które już BRP nie odpowiada. – Taki stan przyciąga jednak osoby, które tutaj zwożą odpady. Jest brzydko i brudno – skarżą się lokatorzy kamienic w samym sercu miasta.

Prokurent BRP wyjaśnia, że teren należący do spółki wydzierżawił prywatnej osobie w zamian za utrzymanie porządku. Dodaje także, że chciałby zrealizować plany inwestycyjne. – Cudotwórcą nie jestem. Gdyby miasto mnie nie blokowało, już bym budował – zapewnia.

Szybkiego rozwiązania problemu trudno się spodziewać. Sąd Najwyższy nie wyznaczył jeszcze termin rozpatrzenia kasacji, a przed stronami sporu jeszcze kolejny, być może wieloletni, proces.

Agnieszka Szymkiewicz
Fot. mn