Strona główna 0_Slider Uliczka „czerwonych latarni” i panienki lekkich obyczajów podążające za armiami. Prostytucja w...

Uliczka „czerwonych latarni” i panienki lekkich obyczajów podążające za armiami. Prostytucja w dawnej Świdnicy

0

Tematyka ludzkiej seksualności, w szczególności w aspekcie historycznym, przeżywa dziś prawdziwy renesans. Powstają liczne prace dotyczące tematów, których dawniej unikano „jak ognia”, czyniąc z nich zakazany owoc i zamykając je za grubą zasłoną milczenia – pisze Sobiesław Nowotny na łamach Świdnickiego Portalu Historycznego. Jak wskazuje, w świdnickich archiwaliach można napotkać liczne informacje dotyczące prostytucji w mieście.

Dom publiczny – obraz Joachima Beuckelaera z poł. XVI wieku (mat. Świdnickiego Portalu Historycznego)

Pierwsza znana wzmianka na temat istnienia w naszym mieście domów publicznych pochodzi z 1375 r. W najstarszej księdze miejskiej (zwanej quaternus), którą zaczęto spisywać w 1321 r. z nakazu księcia świdnickiego Bernarda Statecznego, spisano kopię dokumentu, który rada miejska wydała celem ograniczenia liczby lupanarów, jak nazywano w owym czasie domy publiczne, a które zapewne w dość dużej liczbie stały przy ówczesnej ulicy Żydowskiej (obecna Budowlana). Interesujące jest przy tym, iż procederem tym zajmowała się głównie ludność żydowska. Radni miejscy wyraźnie zakazywali zakładania nowych lupanarów w domostwach stojących w obrębie tej ulicy – „zarówno u góry, jak i na dole, jak również w pobliżu murów miejskich”. Zapis ten jest szczególnie interesujący, gdyż dość obrazowo opisuje miejsce, gdzie uprawiano seks za pieniądze – odbywał się on wprost na ulicy („na dole”), jak i w budynkach należących do Żydów („u góry”) oraz przy murach miejskich, a zatem w okolicach skrzyżowania dzisiejszej ulicy Budowlanej i ulicy Żeromskiego, gdzie w średniowieczu ciągnęły się umocnienia miejskie – przytacza Nowotny.

Nie wiemy, jak bardzo dochodowe było to wówczas zajęcie i kto korzystał z usług cór Koryntu, pracujących na tej świdnickiej uliczce „czerwonych latarni”. Pewne jest jednak, iż zatrudnione tu panienki z całą pewnością musiały być chrześcijankami, gdyż Kościół jeszcze w początkach XIV wieku wprowadził surowe zakazy uprawiania stosunków seksualnych z ludnością żydowską i cygańską (kto łamał ten zakaz musiał się liczyć z karą ekskomuniki!). Zatem właściciele lupanarów najmować musieli do pracy wyłącznie kobiety wyznania chrześcijańskiego. Zakaz rady miejskiej z 1375 r. wskazuje na to, iż proceder prostytucji musiał być nie lada problemem i był zjawiskiem dość szerokim. Prawdopodobnie u jego podstaw leżały obawy o przenoszenie chorób drogą płciową, co przy ówczesnych dość prymitywnych metodach leczenia, mogło negatywnie wpływać na kondycję mieszczan zajmujących się rzemiosłem (problem zarażania własnych żon i kochanek oraz rozprzestrzeniania się tych chorób w społeczeństwie). Być może głębszych motywów wydania zakazu upatrywać się należy w zmianie polityki, do jakiej doszło po śmierci ostatniego Piasta z linii świdnicko-jaworskiej – księcia Bolka II Małego, który zmarł w 1368 r. Jak wiadomo książę, który wielokrotnie zapożyczał się u świdnickich Żydów, roztaczał nad nimi szczególną opiekę, zezwalając im nawet, na co pośrednio wskazuje wspomniany dokument, na prowadzenie domów publicznych w jego stołecznym mieście – pisze historyk.

Jak zaznacza, wielkim błędem byłoby uznanie, że procederem stręczycielstwa i prostytucji zajmowali się jedynie przedstawiciele ludności żydowskiej, która wypędzona została ze Świdnicy w 1454 roku. – Nie posiadamy zbyt wielu źródeł dotyczących tematu obyczajowości i seksualności w okresie dojrzałego średniowiecza dla Świdnicy lub są one nadal zbyt słabo zbadane, aby na ich podstawie wyciągać jakieś daleko idące wnioski. Na zasadzie porównawczej z innymi ośrodkami miejskimi stwierdzić można, iż proceder ten odbywał się w owym czasie zapewne w kilku łaźniach istniejących w tym czasie w mieście. Były to tzw. prywatne izby łaziebnicze, których właściciele, oprócz usług z zakresu pielęgnacji ciała i higieny, dostarczali też uciech cielesnych, zatrudniając tam mniej lub bardziej obeznane w swym fachu panienki do towarzystwa. Sama atmosfera tych miejsc, gdzie nagość ciał rozpalała zmysły, skłaniała ku chęci skosztowania zakazanego owocu. Z usług tych korzystali najczęściej rzemieślnicy i młodzi czeladnicy różnych zawodów – statuty niektórych cechów świdnickich, nakazywały swym członkom, a zatem mistrzom cechowym i uczniom, czyli czeladnikom, odwiedziny łaźni przynajmniej raz w tygodniu – dodaje.

Wygnanie ladacznic ze Świdnicy 2 sierpnia 1808 r. (źródło: Heinrich Schubert „Bilder aus der Geschichte der Stadt Schweidnitz”)

Zdaniem świdnickiego historyka, zupełnie nowy rozdział w dziejach prostytucji, która rozwinęła się do nieznanej dotychczas skali, otworzył czas wojny trzydziestoletniej (1618-48). – Okres ten charakteryzował się licznymi przemarszami różnych armii obu wojujących stron. Po raz pierwszy bodaj w historii europejskiej żołnierze walczący pod sztandarami katolickiego cesarza i protestanckich książąt i stanów zabierali ze sobą na wojnę całe rodziny, które maszerowały wraz za postępującymi wojskami. Za wojskiem postępowały oczywiście liczne prostytutki z różnych okolic, liczące na szybki zysk od żołnierzy i oficerów, którym zamierzały udzielać swych wdzięków – opisuje Nowotny.

Największą liczbę prostytutek Świdnica widziała w okresie oblężenia miasta 1632/33 r. Wówczas to wraz z oblegającymi miasto wojskami cesarskimi przybyły tu całe tabuny markietanek, rozlokowując się w obozie, ciągnącym się wzdłuż rzeki Piławy od Makowic aż po Panków i Śmiałowice (centrum obozu ze sztabem Albrechta von Wallensteina znajdowało się w Pszennie). Przypieczętowały one los zarówno żołnierzy, rodzin żołnierskich, postępujących za armią, jak i mieszkańców miasta, gdy na jego terenie rozpoczęła się epidemia zarazy, przywleczonej tu przez wojsko. Według szacunków znanych w dotychczasowej literaturze na zarazę umrzeć miało aż 17.000 ludzi, skupionych na małej przestrzeni, gdzie choroba tym łatwiej zbierała swe śmiertelne żniwo – tłumaczy historyk.

Próby zlikwidowania procederu prostytucji drogą odgórnych urzędowych zakazów i nakazów, widowiskowych, lecz mało skutecznych procesji ladacznic, i poczynania zmierzające do napiętnowania i wypędzania z miasta pracujących tu cór Koryntu, musiały spalić na panewce – były one równie nieskuteczne, jak próby zmiany ludzkiej natury. Dotyczyły przecież zjawiska, które swymi korzeniami sięga czasów, w których pierwszeństwo brały najbardziej prymitywne ludzkie potrzeby, związane z chęcią zaspokojenia najważniejszych potrzeb fizjonomicznych, tj. jedzenia, picia i spełnienia seksualnego. (…) Władze miejskie Świdnicy już w latach 20. XIX wieku dostrzec musiały konieczność zaakceptowania i tolerowania tego zjawiska w obrazie miejskim Świdnicy. Oczywiście na zasadzie ściśle kontrolowanej, z udzieleniem koncesji na prowadzenie domu publicznego. Z jednej strony chodziło w tym wypadku o ochronę sanitarną mieszkańców miasta – prostytutki przenosiły groźne choroby weneryczne (kiłę, rzeżączkę), z drugiej zaś strony władze miejskie kierowały się względami czysto pragmatycznymi – miasto Świdnica było w tym czasie ciągle twierdzą, a żołnierzom tutejszego garnizonu, należało dać możliwość spełniania potrzeb seksualnych. Kierowano się tu prostą zasadą – lepiej, aby prości żołnierze zabawiali się z ladacznicami, niżby mieli deprawować dziewczęta z dobrych mieszczańskich rodzin. Pamiętać należy, iż dziewczyna z niechcianym dzieckiem, spłodzonym przypadkowo z jakimś żołnierzem, nie posiadającym w dodatku środków na utrzymanie rodziny, skazana była na degradację społeczną i ostracyzm – wskazuje Nowotny.

Z pełnym opracowaniem dotyczącym dziejów prostytucji w Świdnicy można się zapoznać na łamach Świdnickiego Portalu Historycznego (cz. 1), (cz. 2), (cz. 3).

/Świdnicki Portal Historyczny, opr. mn/

Poprzedni artykułUsunęli tony śmieci z rzeki [FOTO/VIDEO]
Następny artykułŚwidnica wczoraj i dziś. Ul. Kliczkowska