Strona główna 0_Slider Mieszkańcy skarżyli się na odór z zakładu Adler. Specjaliści wskazali przyczynę

Mieszkańcy skarżyli się na odór z zakładu Adler. Specjaliści wskazali przyczynę

11

Swąd palonego tworzywa od wielu lat zatruwa życie mieszkańców dzielnicy Zacisze. – Kaszlemy, płaczemy, nasze dzieci ciągle chorują – blisko 200 osób, podpisało się jesienią 2019 roku pod skargą na świdnicki zakład Adler Polska. Szczegółowy przegląd ekologiczny wskazał, jaki jest powód uciążliwości.

Mieszczący się przy ul. Bystrzyckiej 9 w Świdnicy zakład rocznie produkuje 9 tysięcy ton włóknin termoizolacyjnych i dźwiękochłonnych, detali samochodowych izolacyjnych, detali samochodowych przestrzennych kształtowanych na gorąco, szarpanki włókienniczej i wyrobów izolacyjnych. Podczas procesu produkcji uwalnia się wiele składników żywic, które mają bardzo ostry, duszący zapach. I właśnie na ten odór, który odczuwalny jest przede wszystkim na ulicy Wiśniowej i przyległych, poskarżyli się mieszkańcy.

Czytaj: Odór nie daje im normalnie żyć. Blisko 200 podpisów pod skargą na świdnicki zakład

Spotkanie z mieszkańcami w 2019 roku

Odór pojawia się okresowo, bardzo często w nocy albo nad ranem. To zapach palonego plastiku, ale nie zapach jest najgorszy – opisują mieszkańcy ulic Wiśniowej, Kątnej, Zacisze, a nawet oddalonej o kilkaset metrów ulicy Strzelińskiej. Do chóru dołączają działkowcy z ogrodów “Aronia”. – W ustach robi się słodko, z oczu płyną łzy, pojawia się kaszel i duszności – wyliczają, dodając, że w najgorszej sytuacji są dzieci i osoby starsze. Firma przekonywała, że dba o środowisko i ma wszystkie niezbędne pozwolenia.

Mieszkańcy poskarżyli się do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, który przekazał sprawę do starostwa w Świdnicy.  Z informacji, przekazanej portalowi Swidnica24.pl przez starostwo w 2019 roku wynikało, że firma Adler ma wszystkie wymagane pozwolenia. W związku z pismem WIOŚ i skargą mieszkańców starosta zlecił zakładowi wykonanie przeglądu ekologicznego. Opracowanie trafiło do starostwa 2 marca 2020 roku.

Co zostało zbadane?

Przegląd wykonała LEMITOR Ochrona Środowiska spółka z o.o. Badania objęły działające w zakładzie linie produkcyjne włókniny i prasy do produkcji wyrobów finalnych. Pomiary dotyczyły m.in. emisji amoniaku, chlorowodoru, formaldehydu, fenolu – związków o cechach odorowych. Dla wszystkich substancji wykonano obliczenia modelowe rozprzestrzeniania się, uwzględniające najbliższą zabudowę mieszkalną.

Na zmiany nie było nowego pozwolenia?

W opracowaniu wskazano, że firma Adler posiada aktualne pozwolenie na emisję pyłów i gazów do powietrza, wydane przez starostę świdnickiego w 2011 roku z mocą obowiązywania do roku 2021. Autorzy przeglądu wskazują jednak, że część urządzeń  została wyłączona z eksploatacji, a dwie prasy przeniesiono. Wydane w 2011 roku pozwolenie nie obejmuje tych zmian. Z treści opracowania wynika, że firma Adler  dopiero przygotowuje wniosek o pozwolenie emisji do powietrza pyłów i gazów na nowe i zmienione urządzenia, a newralgicznymi źródłami emisji o największej uciążliwości są dwie przeniesione prasy.

Zamiast w górę, wszystko leci do ziemi

Za znaczną odczuwalność odoru odpowiedzialny jest sposób usuwania pyłów i gazów. Jak wskazali autorzy przeglądu ekologicznego, dwa newralgiczne źródła emisji są zadaszone i znajdują się poniżej świetlika w dachu. Taki układ przy wiejących w tym rejonie wiatrach zachodnich sprawia, że emitowane gazy są “przyciskane” do gruntu po południowej stronie zakładu, co powoduje większe ich stężenie. W opracowaniu zostało podkreślone, że zasadą nadrzędną jest to, by źródła emisji były wyższe od najwyższego punktu na dachu. I to właśnie niskie położenie emitorów jest źródłem uciążliwości. Obliczenia wskazały, że podniesienie emitorów (kominów) o 4 metry zmniejszy uciążliwość zapachową dla okolicy o 50%. Zakład od tego powinien zacząć, ale – jak czytamy w opracowaniu – jeśli podwyższenie kominów nie przyniesie pożądanego efektu, konieczne będzie wykonanie prac ograniczających samą emisję.

Co nakaże starosta?

Przegląd ekologiczny jest obszernym dokumentem i wymaga wnikliwej analizy – mówi Janusz Marlinga,  dyrektor wydziału rolnictwa i ochrony środowiska w świdnickim starostwie. Zapowiada, że za około 3 tygodnie będzie wiadomo, czy zostanie wydana decyzja nakazujące wykonanie zmian.

Agnieszka Szymkiewicz