Strona główna 0_Slider Leśnicy i urzędnicy wszczęli postępowanie, drwale cięli dalej bez pozwoleń

Leśnicy i urzędnicy wszczęli postępowanie, drwale cięli dalej bez pozwoleń [FOTO]

8

Mimo że Nadleśnictwo Świdnica, Gmina Jaworzyna Śląska i Starostwo Powiatowe nie wydały zezwoleń, w Bagieńcu zostało wyciętych około 25 drzew w szczególnie cennym obszarze przyrodniczym. Drwale cięli dalej, mimo wszczętych już postępowań.

O barbarzyńskiej dewastacji podmokłego zagajnika w Bagieńcu, w gminie Jaworzyna Ślaska, informowaliśmy 17 grudnia. Żaden z organów, który ma upoważnienie na wydawanie zgód na wycinkę drzew, takich zezwoleń nie wydał, o czym zapewniali Marek Mazur z Urzędu Miejskiego w Jaworzynie Śląskiej, dyrektor Wydziału Rolnictwa i Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego Janusz Marlinga oraz nadleśniczy świdnicki Roman Bereźnicki. Gmina i nadleśnictwo wszczęły postępowania w sprawie nielegalnej wycinki. Mimo to prac nie zaprzestano.

Nie mogłam uwierzyć, jak zobaczyłam dzisiaj rano pilarzy w głębi tego zagajnika – mówi jedna z mieszkanek Bagieńca. – Jak to tak? Jak tak można?

Dzisiaj na miejsce przyjechali policjanci, Straż Leśna i przedstawiciel nadleśnictwa oraz przedstawiciele Urzędu Gminy Jaworzyna Ślaska. Pracujący na miejscu drwale nie potrafili powiedzieć nic na temat zezwolenia. Wyjaśnili, że obszar do wycinki wskazał im właściciel firmy z Dzierżoniowa, który dwa tygodnie temu zatrudnił ich do pracy w Bagieńcu. On sam po ponad godzinnym oczekiwaniu przyjechał na miejsce. Stwierdził, że nie ma zezwolenia, ale wszystkie dokumenty ma mężczyzna, z którym podpisał umowę. Umowa dotyczyła wycinki 40 drzew w okresie od 12 listopada 2019 roku do 30 maja 2020 roku, co już jest sprzeczne z przepisami, bowiem wycinki można prowadzić tylko do końca marca. Umowa nie zawierała informacji, czy zlecający jest właścicielem działki ani czy ma pozwolenia. Szef dzierżoniowskiej firmy, która usunęła drzewa przekonywał policjantów i urzędników, że zleceniodawca obiecywał mu dostarczyć kopię dokumentów, ale tego nie zrobił. Na pytanie, skąd wiedział, jakie drzewa ma ciąć, wyjaśnił: “Stanęliśmy tu i pokazał mi – o, do stamtąd tnij, tnij śmiało!”.

Mężczyzna, który zlecił wycinkę, to mieszkaniec Świebodzic. Do Bagieńca przyjechał dzisiaj bez żadnych dokumentów. Na pytania redakcji Swidnica24.pl, czy jest właścicielem działki i na jakiej podstawie podpisał umowę o wycince oraz gdzie ma zgodę Urzędu Gminy, nie chciał odpowiadać. Wg zapisów, dotyczących własności działki, z której wycięto drzewa, należy ona do mieszkańca Świdnicy.

Jak stwierdzili drwale, wycinka miała objąć znacznie większy obszar, także po drugiej stronie drogi powiatowej 3396D (tak zwanego łącznika). Zgodę na usunięcie drzew z prywatnych terenów może wydać wyłącznie wójt, burmistrz lub prezydent. – Burmistrz Jaworzyny Śląskiej dla tego miejsca w Bagieńcu na żadną z działek, ani przed, ani za drogą, zgody nie wydawał – podkreśla Marek Mazur z Urzędu Miejskiego w Jaworzynie Śląskiej. Leśnicy dodają, że nielegalna wycinka objęła także teren Lasów Państwowych. O tym, że drwale wkroczyli na działkę leśną, leśnicy informowali właściciela firmy wycinkowej ponad dwa tygodnie temu. Ich zakaz został zlekceważony. Nadleśnictwo Świdnica wszczęło własne postępowanie.

W 2009 roku, gdy powiat świdnicki przygotowywał się do budowy drogi 3396D, nazywanej łącznikiem autostradowym, Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska we Wrocławiu wydał decyzję, w której bardzo szczegółowo opisał, jakie warunki mają zostać spełnione w zakresie ochrony środowiska. Między innymi  z cieku między Bagieńcem a Bolesławicami konieczne było przeniesienie pod nadzorem botanika 700 kęp pierwiosnki lekarskiej oraz 150 sztuk listery jajowatej, a przy współpracy z entomologiem trzeba było zebrać wszystkie gąsienice mietlika trzmielinowca oraz plamca agreściaka. Jednocześnie prace budowlane miały być prowadzone na możliwie najmniejszej przestrzeni, ze szczegółowym wskazaniem, w jakiej odległości od drzew mogą stać maszyny.

Dolina została opisana jako obszar występowania chronionych gatunków roślin, jak wspomniana pierwiosnka i listera, ale także zimowit jesienny oraz zwierząt, takich jak żaba trawna, ropucha szara, mietlik trzmielinowiec, plamiec agreściak, gąsiorek, dzięcioł średni, dzięcioł zielony i świerszczak. W skali lokalnej obszar ten stanowi ostoję różnorodności biologicznej i jest najcenniejszym z obiektów stwierdzonych w całym przebiegu drogi. Do zleceń RDOŚ-u zastosowano się skrupulatnie. Ingerencja w ten obszar była minimalna. Co najmniej 1/4 tego cennego obszaru została zniszczona bezpowrotnie.

Za wycięcie drzew bez zezwolenia na terenie prywatnym grożą wysokie kary pieniężne. Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o ochronie przyrody i rozporządzeniem ministra środowiska z 3 lipca 2017 za nielegalne usunięcie drzewa naliczana jest opłata od 12 do nawet 210 złotych za każdy centymetr w obwodzie pnia na wysokości 130 cm, w zależności od gatunku drzewa.

Znacznie poważniejsze konsekwencje grożą za nielegalne wycięcie drzew na obszarze leśnym. Jeżeli wartość drzewa jest wyższa niż 75 złotych, mamy do czynienia z przestępstwem określonym w artykule 290 par. 1 kodeksu karnego, zagrożonym karą od 3 do 5 lat więzienia. Jak poinformował nadleśniczy świdnicki, po zakończeniu postępowania i ustaleniu rozmiarów szkody, sprawa wycinki w Bagieńcu trafi do prokuratury.

Agnieszka Szymkiewicz