Strona główna 0_Slider 10 godzin na SORze. Pacjent składa skargę

10 godzin na SORze. Pacjent składa skargę

16

Na niewłaściwą opiekę, brak informacji, opryskliwą obsługę poskarżył się pacjent Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Świdnicy. Mężczyzna po porażeniu prądem spadł z drabiny i szukał pomocy w szpitalu Latawiec. Skarga trafiła do dyrekcji i trwa przygotowywanie odpowiedzi.

List Czytelnika:

W dniu 09.08.2018 roku uległem wypadkowi na ogrodzie w którym zostałem porażony prądem w wyniku którego spadłem z drabiny z wysokości ok. 3 m. Na oddział SOR zostałem przywieziony o godzinie 15:50 przez moją żonę . Podczas rejestracji żona dokonała wszelkich formalności i kazali nam poczekać na poczekalni na lekarza . Po upływie 40 minut żona poszła dowiedzieć się jak długo to jeszcze potrwa ponieważ z rozciętej rany na brodzie leciała mi krew oraz robiło mi się słabo i duszno. Po chwili lekarz wezwał nas do gabinetu , zastały mi opatrzone i zszyte rany na buzi oraz na rękach , lekarz również zalecił zrobienie tomografu głowy oraz rtg nogi, która z minuty na minutę coraz bardziej puchła mówiłem również, iż podczas upadku został mi wybity bark który sam się nastawił ale to nie zostało skontrolowane. Do tej pory z tym personelem cała współpraca szła dosyć szybko i sprawnie, dopóki o godzinie 18:00 zostałem przewieziony na salę nr 4, tzw. salę obserwacji, w której miałem poczekać na wszystkie wyniki  i wtedy miało być postanowione, co dalej ze mną będzie. O godzinie 19 :00 zmieniła się obsada personelu i od tego momentu zaczął się „cyrk„ jaki wyrabia się w tym szpitalu, jak w ogóle można tak traktować pacjentów. Pani Krystyna, która pełniła dyżur tej nocy na tej sali, jak i na oddziale jest najbardziej niekompetentną osobą w pracy, jak i zarozumiałą i myślącą, że jest pępkiem świata. Skarga na tą Panią została zgłoszona u naczelnej. Gdy moja żona na samym początku poprosiła tą Panią o zmianę opatrunku, ponieważ przemakał, stwierdziła, że to tylko broda i mi nic nie będzie po uporze mojej żony zostało to w końcu zmienione. Po kilku godzinach nadal nie mieliśmy żadnych informacji odnośnie wyników które zostały zrobione przy przyjęciu na SOR. Gdy żona poszła do Pani pielęgniarki czy coś już wiadomo, Pani Krystyna odpowiedziała, że nic nie wiadomo, po czym stwierdziła, że czekamy na konsultacje z lekarzem neurologiem, gdy żona wyszła z gabinetu pielęgniarka dopiero wtedy zadzwoniła po lekarza neurologa, który po upływie 15 minut przyszedł do mnie i zrobił wywiad oraz mnie zbadał. Od tamtej pory nikt się mną nie zainteresował, gdy po upływie trzech godzin żona poszła się zapytać czy mogą zostać podane jakieś tabletki przeciwbólowe bo do tej pory nic nie otrzymałem, a była godzina 23:00, usłyszała, że nie wie czy może coś podać, w takim razie żona spytała się, gdzie może zastać lekarza, aby takiej informacji jej udzielił stwierdziła, że nie wie, jak w końcu żona nie wytrzymała i zapytała, od czego ta Pani tutaj jest, stwierdziła, że nie wie. Żona ponownie zapytała, gdzie zastanie lekarza zostało bezczelnie powiedziane „w sklepie „, odpowiedzi na poziomie dziecka, a nie kobiety dorosłej z tyluletnim stażem pracy. Doszło do wymiany zdań, po czym ta Pani bezczelnie powiedziała do mojej żony wynoś się oraz później używała słów typu gówniaro, świadkiem całej sytuacji był mój Tato, który w tym momencie był z nami na sali. Żona zakończyła zbędną dyskusję z Panią, która niczego nie rozumiała i powróciła do mnie, w międzyczasie słyszeliśmy tylko zbędne komentarze, które ta Pani sobie mówiła. Po dwóch godzinach doszło do kolejnej wymiany zdań, w której zainterweniował lekarz mówiąc, że jak się nam coś nie podoba, to mogę się wypisać na własne żądanie, to wyjaśniła żona doktorowi, jakby była fachowy personel, to nikt by nie doprowadzał do takich sytuacji, a my tylko pytaliśmy o jakiekolwiek informacje na temat stanu mojego zdrowia. Lekarz udzielił mi informacji, że chirurg doktor (…) jest w pokoju nr 13, o taką informację żona prosiła Panią Krystynę od kilku godzin a lekarz udzielił nam jej w kilka minut. Żona poszła do lekarza dowiedzieć się jakiś informacji. Doktor powiedział, że do 15 minut podejdzie do mnie z kartą informacyjną i będę mógł iść do domu. Lekarz udzielił mi bardzo podstawowej wypowiedzi na temat mojego stanu zdrowia, iż na drugi dzień będzie wszystko bardziej boleć, ponieważ jest to bardzo mocne stłuczenie, ale nie zostały mi przepisane do domu żadne leki przeciwbólowe, tylko na wyjście dostałem jeden zastrzyk przeciwbólowy, żadnej informacji na temat szwów, kiedy do ściągnięcia, po zwolnienie kazał się zgłosić na drugi dzień do sekretariatu SOR, ponieważ była już godzina 1:30 i nikt nam takiego zaświadczenia nie udzieli, powiedział, że wszystko wpisze w komputer i bez problemu zostanie nam to wydane, jednak do niczego takiego nie doszło, gdy żona udała się do sekretariatu Pan odesłał ją do lekarza rodzinnego ponieważ nie ma żadnego takiego zlecenia, a lekarza nie ma już na oddziale, a nikt inny takiej informacji mi nie udzieli. Bardziej fachową opieką mnie otoczył lekarz rodzinny niż szpital, który jest od takich sytuacji i na szpitalnym oddziale ratunkowym spędziliśmy 10 godzin po wypadku. Z dnia na dzień bolała mnie coraz bardziej lewa ręka oraz bark, który jak wyżej pisałem nie został skontrolowany w poniedziałek 13.08.2018 r. na własną rękę pojechałem zrobić prywatnie prześwietlenie barku podczas którego doszło do ponownego wypadnięcia barku ze stawu, żona szybko zawiozła mnie do szpitalnego oddziału ratunkowego w Świdnicy, po czym nikt nam tam nie udzielił pomocy dlatego, iż nie działam rentgen jedna wielka kpina żona wdała się ponownie w dyskusję z Panem na rejestracji ponieważ nawet nie zawołał żadnego lekarza aby mnie zobaczył cokolwiek powiedział na mów temat udzielił mi jakiekolwiek pomocy, na terenie Świdnicy nie mamy jednego rentgena tylko żeby szpital się tym zainteresował, a żona była gotowa jechać ze mną na takie prześwietlenie aby nie ciągnąć karetki i z takim zdjęciem wrócić do szpitala tylko jakby ktoś chciał nam pomóc a nie odsyłać na własną rękę do innych szpitali, jak to usłyszeliśmy nawet do Jawora Pan może jechać, teksty na poziomie krytyki tak dużego i znanego szpitala który zamiast o dobro pacjenta dba tylko o wygląd zewnątrz szpitala. Została mi udzielona pomoc w szpitalu Mikulicza w Świebodzicach, ręka została nastawiona i unieruchomiona, zostały zrobione zdjęcia barku przed i po oraz zostały nam przekazane wszelkie informacje i nie trwało to 10 godzin. Teraz jesteśmy na etapie leczenia chirurgicznego i ortopedycznego prywatnie.

PW (dane do wiadomości Redakcji)

Dyrektor szpitala Grzegorz Kloc wyjaśnia, że skarga trafiła do niego i w tej chwili trwa wyjaśnianie. – Z pierwszych ustaleń wynika, że zaopatrzenie medyczne było prawidłowe – mówi szef placówki. Zarzuty wobec opieki pielęgniarskiej będą wyjaśniane po powrocie pielęgniarki z urlopu. Do tematu wrócimy.

/red./