Strona główna 0_Slider Załoga czerwonego malucha dotarła na metę Złombolu

Załoga czerwonego malucha dotarła na metę Złombolu [FOTO]

1

Choć z przygodami i drobnymi usterkami, to czerwony maluch jednak poradził sobie z trasą ponad 2700 km i dotarł na metę w Hiszpanii. Fiatem 126p z 1993 roku podróżuje załoga z gminy Świdnica – Aleksandra Dudzic i Kamil Kiszczak, którzy biorą udział w tegorocznym charytatywnym rajdzie Złombol. Młodzi i pełni pasji ludzie zatrzymali się w urokliwym miasteczku Noja. Przed nimi jeszcze trasa powrotna.

Mieszkańcom Bystrzycy Dolnej udało się wystartować w tegorocznym rajdzie Złombol.  24-letni Kamil Kiszczak i 23-letnia Ola Dudzic, zachęceni filmami z poprzednich edycji wydarzenia, chcieli przeżyć własną przygodę na złombolowskiej trasie. W tym celu wyremontowali czerwonego maluszka, zapłacili wpisowe i pozyskali sponsorów. – Naszą załogę wsparło sześciu darczyńców i dzięki nim udało się uzbierać ponad 1650 zł. Środki gwarantowały nam możliwość uczestnictwa w rajdzie. W większości sponsorami byli nasi znajomi – przyznaje Ola Dudzic. Zebrane fundusze zgodnie z ideą Złombolu zostaną przekazane na potrzeby podopiecznych domów dziecka.

Rozpoczęcie charytatywnego rajdu było zaplanowane na 2 września. – Mieliśmy wyruszyć w piątek, 1 września, by na spokojnie się przespać i już z Katowic rozpocząć trasę Złombolu. Niestety, nie zdążyliśmy dobrze wyjechać ze Świdnicy, a nasz maluch miał poważną awarię. Poszła nam uszczelka pod głowicą. Zdecydowaliśmy się zawrócić i naprawić auto. Wstaliśmy o 4.00 nad ranem i tym razem bez niespodzianek dotarliśmy na Górny Śląsk – opowiada 23-latka. Na starcie Złombolu załoga czerwonego Fiata 126p zjawiła się przed godz. 11.00. W rajdzie w sumie wystartowało 530 ekip. – My podróżowaliśmy w konwoju wraz z czterema maluchami – mówi.

Trasa wiodła przez Czechy, Niemcy, Francję aż do Hiszpanii i jak relacjonuje Ola, nie brakowało na niej przygód. – Mieliśmy sporo usterek, ale poradziliśmy sobie z nimi wspierani przez pozostałe podróżujące z nami załogi – stwierdza. – Nasz Fiat przeżył luzy zaworowe, przepalone świece, brak mocy oraz problem z biegiem wstecznym i pierwszym – wymienia Kamil. – Poza tym wszystko jest w jak najlepszym w porządku i mamy nadzieję, że będzie tak do końca.

Przez pięć dni pokonali około 2700 km. – Po drodze spotkaliśmy mnóstwo życzliwych ludzi, w tym także Polaków, którzy, widząc nas w konwoju, nagrywali filmy i bili brawa. Zatrzymywaliśmy się głównie na stacjach paliw i wielu ludzi dopytywało się nas o wyprawę – relacjonuje dziewczyna. Prawie połowę trasy pokonali autostradami, a widoki mogli podziwiać od Francji, jadąc przez niewielkie miejscowości. – Prędkość Fiata nie jest zawrotna, do tego mało czasu na ukończenie rajdu i usterki – nie pozwalały nam na dłuższą trasę. Nasz maluch mógł jechać maksymalnie 70/80 km/h – zauważa. Całe dnie załoga z gminy Świdnica spędzała na jeździe, a na wypoczynek mogła sobie pozwolić, gdy zapadał zmrok. – Spaliśmy w kempingach – jednym – złombolowskim, a drugim – u prywatnego właściciela we Francji, ale także na plaży z wieloma ekipami oraz w maluchu na większym parkingu – opowiada.

Do Hiszpanii Oli i Kamilowi udało się dotrzeć wczoraj. – Auta po tylu dniach nieustannej jazdy dostawały w kość i co chwilę musieliśmy się zatrzymywać. Przejechaliśmy granicę Hiszpanii wczoraj i zostało nam dosłownie 300 km do mety. Droga ciągnęła się bardzo długo, ponieważ wiodła przez górzyste tereny i na dłuższą metę nie dawały sobie z nim rady silniki maluchów – opowiada. Mimo wszystko ekipa odniosła sukces i czerwonym maluszkiem przekroczyła metę po 21.00. – Odczuwamy ogromną radość i satysfakcję, że nam się udało. Wielu ludzi dziwiło się, że porywamy się na taką wyprawę właśnie maluchem – stwierdza Ola.

Meta w Hiszpanii wyznaczona była w Noi w Kraju Basków. – Widoki są pięknie. Noja jest małym, ale niezwykle urokliwym miasteczkiem. Do plaży mamy zaledwie kilka metrów od złombolowskiego kempingu, a pogoda dopisuje, choć niebo jest lekko zachmurzone – opowiada. Załoga zatrzyma się w Hiszpanii jeden dzień i w piątek wyruszy z powrotem do Polski. – Czeka nas kolejne ponad 2500 km. Podreperujemy samochody, chwilę odpoczniemy i w drogę – dodaje.

Tekst: Agnieszka Nowicka
Zdjęcia: Kamil Kiszczak i Aleksandra Dudzic