Strona główna 0_Slider Rocznica porozumień sierpniowych. Najbardziej żal im… solidarności

Rocznica porozumień sierpniowych. Najbardziej żal im… solidarności [FOTO]

21

Byliśmy wtedy jedno, bez względu na wykształcenie, na to, czy ktoś chodził do kościoła czy nie, bez względu na przeszłość. Byliśmy prawdziwie solidarni i tego nam dzisiaj najbardziej żal – mówili uczestnicy skromnej uroczystości na świdnickim Rynku. Kilkanaście osób odpowiedziało na zaproszenie, by ponad podziałami uczcić 37. rocznicę porozumień z sierpnia 1980 roku.

Zawarcie porozumień przez władze PRL z komitetami strajkowymi w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu Zdroju i Dąbrowie Górniczej stało się podwalinami NSZZ Solidarność. Najsłynniejsze porozumienie zawarto 31 sierpnia 1980 roku w Stoczni Gdańskiej, a jej sygnatariuszem był Lech Wałęsa.

Strajki z lata 1980 roku były inspiracją także dla świdniczan. Akcje protestacyjne przeprowadzono w PKS-ie i MPK. Prace przerwały także niektóre wydziały ŚFUP. W pozostałych zakładach panowała napięta atmosfera, pojawiały się plakaty popierające strajk w stoczni. We wrześniu zaczęły się zawiązywać komitety założycielskie Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych. Pierwsze już 4 września powstały w zakładach ZWAP i ZEM, kolejne zawiązały się w następnych zakładach i instytucjach do początków października. W największych świdnickich fabrykach akces do komitetów założycielskich związku złożyło od 61 do 90% załóg.

Inicjatorem spotkania na Rynku był Bolesław Marciniszyn, w 1980 członek Komisji Zakładowej Solidarności w ZEM-ie. – Chcieliśmy państwu przypomnieć tamte chwile, bo trzeba o nich pamiętać i podkreślać, że były bardzo ważne dla naszego kraju – mówił. – Wtedy wystąpiliśmy przeciwko ówczesnemu systemowi, bo nie dało się w Polsce tak żyć. Robotnicy Wybrzeża rozpoczęli te starania i strajki. Wszystkie zakłady w Świdnicy poparły te protesty. Dzięki temu zrywowi powstała Solidarność. Chcieliśmy państwu zostawić do własnej oceny – czy warto było wtedy zmieniać Polskę. My uważamy, że warto. Patrząc na nasze miasto, na nasz kraj, uważamy, że naprawdę było warto. 

Wśród uczestników dzisiejszego spotkania pojawił się Janusz Biliński, członek Komisji Zakładowej Solidarności w PKS-ie.

– To był czas, kiedy wszyscy się razem trzymali. Nie było takiego podziału jak teraz, to była Solidarność, która wszystkich łączyła – podkreślał Ludwik Tobiasz, w latach 80-tych szef komisji zakładowej Solidarności w Wagonach. – Żeśmy poczuli ten oddech wolności! Ta szara strefa komunizmu – czuliśmy, że to musi się zawalić, ale możemy to zrobić tylko razem. Ubolewam nad tym, że tak się dawni koledzy podzielili. Pan Kaczyński chce zawładnąć całą Solidarnością i tym, co zrobiła. Nie uważa już w ogóle  Wałęsy, mówi, że to jego brat śp. Lech Kaczyński tworzył Solidarność. Jasne, Kaczyńscy byli, ale to Wałęsa był głównym przywódcą i ja zawsze pójdę za nim! Na świecie nikt o Kaczyńskich nie słyszał. Wałęsa jest symbolem naszego zrywu. Miał człowiek błędy, ale on przejdzie do historii, nie Kaczyńscy. Ta partia dzieli nas, a przecież wszyscy jesteśmy patriotami. Nie ma lepszych i gorszych!

-Nasze pokolenie musi odejść. Rowy są tak głębokie, że trudne do zasypania. Nadzieja jest w młodych – stwierdził Janusz Biliński, członek Komisji Zakładowej Solidarności w PKS-ie. – Mało nas dzisiaj. Ja osobiście, stojąc tutaj, widziałem masę osób, które w 80-tym roku były z nami, były w Solidarności, ale do nas nie podeszły. To wynika stąd, że choć jesteśmy jednym narodem, to jesteśmy bardzo podzieleni.

/asz/
Zdjęcia Artur Ciachowski