Strona główna 0_Slider Ajentka sieciówki zatrudniała na czarno?

Ajentka sieciówki zatrudniała na czarno?

20

– Tak bardzo się cieszyłam! Po raz pierwszy miałam pracować na etat i dostawać co najmniej 2 tysiące złotych na rękę – mówi z żalem pani Sylwia i pokazuje wymuszone od pracodawcy pokwitowanie na wypłatę niewiele ponad tysiąca złotych. Jak twierdzi, pracowała 3 tygodnie bez żadnej umowy, szkoleń, ubezpieczenia. Sprawę bada Państwowa Inspekcja Pracy.

Pani Sylwia samotnie wychowuje dwoje dzieci, każdy grosz się liczy. W lutym w internecie znalazła ogłoszenie o pracy dla ekspedientki w sklepie spożywczym przy ul. Moniuszki w Świdnicy. – Byłam zachwycona! Etat! Pierwszy w życiu! – opowiada. Bez wahania 16 lutego stanęła za ladą, zawiadomiła także Powiatowy Urząd Pracy o tym, że właśnie podejmuje zatrudnienie, ale czeka jeszcze na umowę. Dzień wcześniej pracę podjęła jeszcze jedna młoda kobieta. Obie z marszu zaczęły obsługę kasy, klientów, przyjmowały towar, zamykały i otwierały sklep. – Od pierwszego dnia prosiłyśmy o obiecaną umowę, a pracodawczyni, pani Magda, zapewniała, że jutro przywiezie. Codziennie było “jutro”. Nie było żadnych szkoleń, poza kilkoma wskazówkami, których udzielił pan Karol, przyjaciel pani Magdy. Zresztą on nam mówił, że jego nazwisko przy jakiejś kontroli w ogóle nie może paść – opowiada świdniczanka. Młoda kobieta opisuje, jak była zmuszana do podejmowania pracy po zaledwie kilku godzinach snu, do noszenia bez żadnej pomocy ciężkich towarów, wreszcie do odpowiedzialności za kasę. – Na dowód mam sms od pracodawczyni, w którym grozi nam, że za każdy brak w kasie będziemy musiały oddać trzykrotność sumy – dodaje pani Sylwia.

Obie młode kobiety przepracowały w sklepie 3 tygodnie, codziennie prosząc o podpisanie umowy. Wreszcie zdecydowały, że chcą odejść. Po naciskach i interwencji jednej z matek, pracodawczyni zdecydowała się na wypłacenie po 10 złotych za każdą przepracowaną godzinę. Pani Sylwia dostała 1370 złotych. – Byłam tak zdesperowana, że groziłam wezwaniem policji. Pewnie tylko dlatego pani Magda podpisała oświadczenie o wypłacie pieniędzy. Natomiast nie został zapłacony za mnie ZUS, co sama sprawdziłam. Pani Magda prowadzi kilka sklepów w regionie, nie wiem, ale być może inne osoby zwabione jak ja świetną ofertą, będą chciały dla niej pracować. Chciałabym, żeby nie nacięły się tak jak ja, dlatego złożyłam skargę do Państwowej Inspekcji Pracy – dodaje pani Sylwia.

Magdalena Sz. w krótkiej rozmowie ze Swidnica24.pl stwierdziła, że taka sytuacja nie miała miejsca. Zasłoniła się brakiem czasu i zapowiedziała, że oddzwoni później. Obietnicy nie dotrzymała.

Postępowanie w tej sprawie wszczęła wałbrzyska delegatura Państwowej Inspekcji Pracy. Sprawdzona ma być legalność zatrudnienia, spełnienie wymogów Kodeksu Pracy oraz wysokość minimalnego wynagrodzenia w sklepie przy ul. Moniuszki. Minimum to 13 złotych za godzinę.

Mimo że bezrobocie w Polsce jest rekordowo niskie,  próby zatrudniania bez umowy wcale nie są rzadkością. Na Dolnym Śląsku w 2016 roku Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła 2526 kontroli w związanych z legalnością zatrudnienia. Po tych działaniach pracodawcy w 86 przypadkach zalegalizowali zatrudnienie, do ubezpieczenia zgłosili 207 osób, a dla ponad 600 pracowników wyegzekwowano składki na fundusz pracy. PIP nałożyła także 43 mandaty do 2 tysięcy złotych, złożyła jedno zawiadomienie do prokuratury i 54 wnioski do sądu. Sąd może nałożyć karę do 30 tysięcy złotych.

Pracownik przed sądem może dochodzić swoich praw, żądając opłacenia składek w ZUS-ie oraz wypłaty wynagrodzenia w takiej wysokości, jaka wynika z przepisów polskiego prawa.

Sklep, w którym pracowała pani Sylwia, jest w tej chwili zamknięty. Ona sama zamierza do końca walczyć o swoje prawa. – Od swojej pracodawczyni słyszałam, że tylko się ośmieszam, że nic nie mogę zrobić. Myślę, że wielu oszukanych pracowników jest przekonanych, że nie uda im się dojść sprawiedliwości i w ogóle nie podejmują walki. Na tym korzystają nieuczciwi pracodawcy i zatrudniają dalej na czarno, bo wiedzą, że prawie nikt nie będzie się skarżył. I to jest błąd. Nie wolno na to pozwalać – dodaje świdniczanka.

Agnieszka Szymkiewicz