Strona główna Magazyn Kino Idziemy do kina: Nasza młodsza siostra

Idziemy do kina: Nasza młodsza siostra

0

Japońska wrażliwość to doświadczenie na tyle odległe, że obcowanie choćby z namiastką tej wizji przenosi w zupełnie inny wymiar. Te różnice wynikają nie tylko z czysto reprezentatywnej materii, zawierającej się w odmiennych twarzach i innym języku, ale zakorzenione są głęboko w kulturze i mentalności japońskiego społeczeństwa. To oczywiście może prowadzić do błędnego rozumienia owej rzeczywistości, odcinającego od wszelkich emocji.

nasza młodsza siostra

Jednak Hirokazu Koreeda świetnie operuje swoim światem i nie pozwala, by ktokolwiek się w nim zagubił. Stąd też specyfika tamtejszych przekonań i wierzeń została delikatnie zaakcentowana i wpleciona w codzienność tak, aby początkowej dezorientacji towarzyszyła empatia niemego obserwatora. To ponad wszystko historia trójki sióstr, które nagle znajdują się w nietypowej sytuacji – ojciec, który porzucił je piętnaście lat temu umiera, pozostawiając po sobie kolejne dziecko.

Reżyser wspaniale rozpisał powolną, subtelnie kiełkującą zażyłość pomiędzy siostrami, i choć kolejne etapy przemiany najmłodszej z nich zaklina w prostych, przygniatających banałem egzystencji scenach, zdobywa się wobec niej na pewną apoteozę. Te drobne, nieco wyolbrzymione pęknięcia na, w gruncie rzeczy, realistycznym obrazie pozwalają dostrzec, z jakim narracyjnym zrozumieniem spotykają się bohaterowie. Ich znaczenie, cechy charakteru, czy słabości, mimo stosunkowo dokumentalnej estetyki, znajdują oparcie w swobodniejszych, żywszych kompozycjach. Dzięki temu sam wydźwięk filmu pozostawia optymistyczny, krzepiący posmak.

Koncentracja na codzienności nie przynosi żadnych odkrywczych konkluzji, bowiem ta proza szarości nigdy nie potrzebowała nadmiernej symboliki, przesiąkniętych znaczeń. To prosta opowieść, gdzie każdy próbuje odnaleźć własną tożsamość, często poszukując rozwiązania w burzliwej przeszłości. Każda siostra buduje odmienny obraz ojca, każda miała z nim kontakt w innej fazie zarówno jego, jak i swojego życia. Ten subiektywizm niejednokrotnie prowadzi do przeróżnych kłótni, nadal będąc jedyną drogą do zauważenia cząstki siebie w innym człowieku – podobny nos, zbieżne nawyki.

Ulotność momentów i próba uchwycenia nieprzewidywalności dnia następnego na pewno jest zadaniem niewdzięcznym. Widz mógłby przeoczyć punkt kulminacyjny w oczekiwaniu prawdziwej tragedii, gdy ta właściwie nigdy nie nadejdzie. Pragnienie bliskości i potrzeba oczyszczenia nie mają gwałtownego zakończenia, lecz przemijają wraz z szumem fal, a rodzinne niesnaski przecież nie mogą trwać wiecznie.

Kacper Poradzisz