Strona główna Bez kategorii Zielone światło dla Czerwonego Barona

Zielone światło dla Czerwonego Barona

76

Na Rynku replika Fokkera, dwaj przystojni mężczyźni podobni do Richthofena, w sklepach z pamiątkami pilotki, samolociki i pościel w śmigła, w parku olbrzymi plac zabaw z atrybutami lotniczymi. – Czas przestać pytać “czy”, ale zacząć – “jak” wykorzystać legendę niemieckiego lotnika Manfreda von Richthofena – apelowała zdecydowana większość uczestników kilkugodzinnej debaty poświęconej Czerwonemu Baronowi w roli produktu marketingowego Świdnicy. Na “nie” był tylko radny powiatowy Robert Garstecki. Co zrobią władze Świdnicy?

Czerwony Baron promcja (7)

Zdjęcie pochodzi z prezentacji Sylwii Osojcy-Kozłowskiej.

Na zaproszenie Sylwii Osojcy-Kozłowskiej i prowadzonej przez nią Fundacji Symbioza odpowiedziało kilkadziesiąt osób – historyków, społeczników, przedsiębiorców. Obecna była prezydent Beata Moskal-Słaniewska z zastępcą Szymonem Chojnowskim oraz czwórka radnych miejskich. Mieszkańców można było policzyć na palcach jednej ręki, choć wcześniej portale społecznościowe temat Richthofena rozgrzewał do czerwoności. A działo się tak za sprawą radnego Dariusza Sieńko, który nazwał asa niemieckiego lotnictwa sadystą i zbrodniarzem. – Spotykamy się po to, by rozmawiać o Czerwonym Baronie w kontekście produktu marketingowego. Nikt nie chce mu stawiać pomników -zastrzegła Sylwia Osojca-Kozłowska. W prezentacji podała dziesiątki przykładów wykorzystania legendy asa przestworzy, który zasłynął przede wszystkim charakterystycznym czerwonym samolotem. Jak stwierdził Maciej Czajka, specjalista ds. marketingu, Richthofen był pierwszym marketingowcem w historii wojskowości, który stworzył rozpoznawalny na całym świecie produkt, a przy tym wcale nie był wśród lotników najlepszy.

Ten produkt – czerwony Fokker – cieszy się niesłabnącą sławą na całym świecie, a szczególnie upodobali go sobie Amerykanie, Australijczycy i Anglicy. W USA stał się ikona pop kultury – powstały klocki dla dzieci, film ze słynnym Snoopim, łóżeczka dla maluchów, samochody, wesołe miasteczka. W Australii niezwykle popularne są loty replikami Fokkera, połączone z akrobacjami w powietrzu. Cały świat na tej legendzie robi biznes. – Oprócz Świdnicy – z żalem przyznawali uczestnicy piątkowej debaty. W Świdnicy trwa nieustanna dyskusja o kontekście historycznym. Manfred von Richthofen był Niemcem i zabijał “naszych” – taki obraz pokutuje w wyobraźni tych, którzy w ogóle wiedzą o jego istnieniu (wielu świdniczan nie ma o nim pojęcia). – To bzdury – oponował historyk Sobiesław Nowotny. – Zbrodnią były rzezie na milionach żołnierzy w wojnie pozycyjnej pod Verdun czy nad Marną. Richthofen walczył honorowo, jako pilot i strzelec miał identyczne szanse jak jego przeciwnicy. Tłumaczyłem jego autobiografię i wiem, ze niepochlebnie wyrażał się o tychże przeciwnikach. Był arogancki, to na pewno! Ale równie aroganccy dla wrogów byli Francuzi czy Niemcy. Natomiast nie był zbrodniarzem. Po prostu był żołnierzem.

Czerwony Baron

Na pewno jednak nie jest dobrym wzorcem do patriotycznego wychowania młodzieży – oponował ostro radny Robert Garstecki, jedyny przeciwnik pomysłu wykorzystania w celach marketingowych legendy Niemca. – W takich chwilach wyłazi z nas polska małość – denerwowała się Róża Stolarczyk ze Świebodzic, zaangażowana w promowanie wybitnych mieszkańców swojego miasta – poligloty Krebsa i zegarmistrza Beckera. – Nie umiemy zaakceptować, że żyjemy w miastach, które mają przede wszystkim niemiecką historię. Dlaczego wciąż nie umiemy z wielokulturowej tradycji czerpać pełnymi garściami?

Doskonale znam te dylematy, przerabialiśmy je przez kilka ostatnich lat – dodała Sylwia Toporkiewicz, właścicielka hotelu Red Baron, jedynego miejsca w Świdnicy, które stara się wykorzystać legendę lotnika. – Decyzje o nazwie konsultowaliśmy z wieloma specjalistami, bojąc się negatywnych opinii i porażki. Okazało się, że nasi goście – a są nimi w 80% obcokrajowcy – są zachwyceni. Wciąż mam w pamięci widok Rudolfa Giulianiego, słynnego burmistrza Nowego Jorku, który ze swoim ochroniarzem urządził w sali restauracyjnej mini pokaz lotów malutkimi Fokkerami, które dostali od nas w prezencie. Bawili się jak dzieci!

Czy Czerwony Baron może stać się dla Świdnicy żyłą złota?  Wątpliwości miał historyk Stanisław Kotełko. – Nie mamy praktycznie nic do zaoferowania. Dom rodziny Richthofenów (przy ulicy Sikorskiego 19, przyp. red.) zamieszkują prywatne osoby. Muzeum Richthofena, które istniało tam od lat 20-tych XX wieku, zostało po II wojnie doszczętnie zniszczone. Mauzoleum w parku przy ul Sikorskiego praktycznie nie istnieje. Co zaoferujemy turystom?

Maciej Czajka przekonywał, że stworzenie produktów to nie jest największy problem. – Wyobraźmy sobie replikę Fokkera na Rynku, do tego samochód z epoki i dwóch młodzieńców wystylizowanych na Richthofena. Każdy będzie chciał zrobić sobie zdjęcie! – wyliczał dodając, że to tylko przykłady. – Replika Fokkera, którą stworzyliśmy w naszym muzeum z inicjatywy Jurka Gaszyńskiego (orędownika przywrócenia pamięci o Richtchofenie, autora tablicy pamiątkowej w ogrodzie przy dawnym domu lotnika, przyp. red.), cieszy się ogromną popularnością. W tej chwili jest w objeździe jednostek lotniczych. Stoi w Krzesinach koło F16 i piloci tłumnie robią sobie przy naszym samolocie zdjęcia. We wrześniu wraca do Witoszowa i już zostanie tu na stałe, bo turyści stale o niego pytają – mówi Stanisław Gabryś, właściciel Muzeum Broni i Militariów. Stanisław Sawicki, reprezentujący dwa świdnickie stowarzyszenia modelarskie dodał, że nagroda w konkursie, organizowanym co dwa lata w Świdnicy, jest magnesem dla uczestników z całego świata. Powód jest prosty – to statuetka Czerwonego Barona.

Maciej Czajka zastrzegł, że Świdnica nie ma co liczyć na to, że Czerwonym Baronem przebije Kościół Pokoju wpisany na listę UNESCO, Złoty Pociąg czy wreszcie Zamek Książ. – Międzynarodowego turysty nie przyciągniemy, ale  lokalnego, jak najbardziej  – przekonywał Wg przytoczonych badań, milion mieszkańców Dolnego Śląska i Opolszczyzny to tzw. turyści weekendowi, szukający atrakcji niedaleko miejsca zamieszkania. – A tworząc nowy produkt, trzeba pamiętać o rodzinach z dziećmi – dodał Piotr Tomaszewski, mieszkaniec Świdnicy.

Debata trwała trzy godziny. Zakończyła ją deklaracja radnego Wiesława Żurka, który przyszedł pełen wątpliwości, a zapowiedział, że jeśli propozycja podjęcia działań na rzecz wykorzystania w promocji miasta postaci Czerwonego Barona, on będzie za. Prezydent Świdnicy zadeklarowała z kolei, że wnioski z debaty wprowadzi w życie. A te są na razie luźne – wiadomo, że gremium, które spotkało się  w sali narad USC jest za wykorzystaniem legendy lotnika do celów promocyjnych (poza nieprzekonanym Robertem Garsteckim), ale, jak zauważył jeden z mieszkańców, to nie świdniczanie mają decydujący wpływ na strategię turystyczną, a radni i władze miasta. Ruch po stronie rządzących.

/asz/

 Manfred von Richthofen, as niemieckiego lotnictwa z czasów I wojny światowej, był związany ze Świdnicą, gdzie mieszkała jego rodzina. Nazywany „Czerwonym Baronem” od koloru swojego trójpłatowca Fokker lotnik zasłynął ze skuteczności. Przez rok odniósł 80 zwycięstw w walkach powietrznych. Pilot zginął 21 kwietnia 1918 roku nad przełęczą Morlantcourt. Zaraz po śmierci wówczas 25-letniego Richthofena w jego rodzinnej willi przy obecnej ulicy Sikorskiego w Świdnicy  powstało muzeum, a w parku naprzeciwko – pomnik, którego pozostałości wciąż można zobaczyć.