Strona główna Bez kategorii Sztuka musi być krytyczna

Sztuka musi być krytyczna [WYWIAD]

0

Juliusz Chrząstowski, aktor Narodowego Starego Teatru w Krakowie, absolwent Wydziału Aktorskiego PWST we Wrocławiu, świdniczanin, współtwórca projektu Alchemii Teatralnej, absolwent II LO, laureat tegorocznej nagrody im. A. Zelwerowicza przyznawanej przez miesięcznik „TEATR”, odznaczony Brązowym Medalem Gloria Artis – Zasłużony Kulturze…

Juliusz Chrząstowski

Juliusz Chrząstowski [Foto Artur Ciachowski]

A Ty jak byś określił sam siebie?
Człowiek… (śmiech). Mogę jeszcze powiedzieć o sobie Papa Dramer, jak nazywają mnie moi słuchacze w Drama Studio. Jestem także ojcem i mężem. Ale tak zawodowo to czuję się aktorem, celowo nie użyję słowa „artystą”, bo to byłoby za dużo powiedziane. Jestem aktorem, a artystą bywam.
A kiedy bywasz artystą?
Na scenie. Ale to też nie zawsze. Zależy to od zadania oraz tego, jaki ma ono wymiar artystyczny. Jeśli ma wysoką jakość artystyczną, to również ja w nim jestem artystą. Ale w końcu kurtyna opada…
Narodowy Stary Teatr w Krakowie, grudzień 2015. Nadchodzą zmiany?
No właśnie rzecz w tym, że jeśli wrócimy do tego wywiadu w marcu 2016 to może się okazać, że ja i mój teatr jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Albo nie…
Oponenci narodowej sceny krakowskiej w obecnym jej kształcie twierdzą, że nie są przeciwko Klacie reżyserowi, a Klacie dyrektorowi.
To jest błędne założenie. Nie widzę różnicy. Reżyser zostaje dyrektorem teatru i wiadomo, że będzie dyrektorował w myśl pewnej wizji teatru, który uprawia oraz tego, co chce taką estetyką osiągnąć, jakim mówić językiem do widzów i do jakich widzów chce się zwrócić. Zatem oddzielanie tych dwóch rzeczy jest sztuczne. Najczęściej dyrektorami teatrów zostają reżyserzy i organizator kultury, który podpisuje z nimi kontrakt, czyni to z całym dobrodziejstwem inwentarza. To, jaką linię repertuarową ma teraz Stary Teatr, po tych dwóch i pół roku dyrekcji Jana Klaty, jest dokładnie emanacją tego, jakie on ma spojrzenie na teatr i sztukę jako reżyser i twórca.
Tobie ta wizja zawsze odpowiadała.
Nie zawsze. Ja też z wieloma pomysłami, czy też inscenizacjami, które powstały, nie do końca się zgadzam i jestem ich admiratorem. Jednak frekwencja na spektaklach, brak biletów w kasie, nagrody, zaproszenia na festiwale pokazują, że to świetny teatr. Prowadzenie teatru polega na tym, aby był on wielowymiarowy, wieloznaczny, różnorodny. Z jednej strony zaprasza się, uznanych reżyserów o bogatym dorobku, a z drugiej strony daje się szansę na debiut młodemu, gniewnemu reżyserowi , który szuka swej artystycznej drogi, z trzeciej zaprasza reżysera z zagranicy. I to zderzenie kilku szkół reżyserowania, kilku estetyk, powoduje, że dzieje się jakiś „ferment artystyczny”. To widz ma wówczas pole do porównań. I na to, co woli, głosuje kupując bilet w kasie. Ale najważniejsze, że ma wybór. Natomiast ten atak, który ma miejsce teraz, podczas którego środowisko związane z „Gazetą Polską” nawołuje, iż sztuka powinna być li tylko narodowa, patriotyczna i budować więzi, jest ogromnym upraszczaniem pojęcia kultury i generalnie sztuki. Bo sztuka w swoim założeniu nie powinna budować pomników, ale powinna być krytyczna. Powinna nakłuwać, zmuszać do myślenia, problematyzować. Jeśli jest lekka, łatwa i przyjemna, albo ma być robiona ku czci, to jest płaska i płytka.
Co na to wszystko zespół? Jakie są w was emocje?
Kiedy czytam recenzję przedstawienia, w którym gram tytułową rolę „Wroga ludu” H. Ibsena w reżyserii Jana Klaty, którą wysmarował Jerzy Zelnik na jakimś narodowo-prawicowym portalu, wyczytuję z niej rodzaj pogardy, którą on ma i wobec mnie, jako jego kolegi aktora, i wobec widzów, którzy na ten spektakl przyszli, i wobec reżysera i teatru… To smuci mnie najbardziej, że w imię swojej ideologii artysta jest w stanie tak źle mówić o drugim artyście. W związku z tym nie mam złudzeń, że taki człowiek nie nadaje się na przewodzenie jakiejkolwiek grupie ludzi.
Wróćmy na nasze podwórko. Za nami premiera Grupy Dorosłych projektu Alchemii Teatralnej. To już druga premiera w tym roku.
No właśnie, bo ten 2015 to dobry rok. Dzięki współpracy Świdnickiego Ośrodka Kultury, zaangażowaniu Haliny Szymańskiej i Bożeny Kuźmy, przy poparciu władz miasta udało się zorganizować we wrześniu projekt „Czas na teatr, teatr na czasie”. Pierwszy raz w Świdnicy zagościł Stary Teatr ze spektaklem „Trylogia”, odbyło się dużo spotkań z aktorami, począwszy od przedszkoli po Uniwersytet Trzeciego Wieku. Dzięki temu my też mogliśmy się zaprezentować jako gospodarze i wystawić tekst Marioli Mackiewicz „Sami obcy”. Jest on dla mnie ważny, bo pokazuje zapomnianą już historię miasta, w którym się wychowałem. Traktuję moje miasto Świdnica jako małą ojczyznę.
A teraz drugi spektakl – „Gwałtu co się dzieje” Aleksandra Fredry.
To z kolei ukłon wobec historii Świdnicy i tego faktu, że obchodzimy 70-lecie Teatru Świdnickiego. Premiera sztuki odbyła się tutaj w 1947 roku i dzięki Alchemii po 68 latach ten tytuł znowu zagościł w Świdnicy.
Po raz pierwszy zdecydowałeś się na tekst klasyczny…
Tych premier już trochę było, zaczęliśmy przecież w 2008 roku. Za każdym razem mówiliśmy sobie, że stawiamy poprzeczkę trochę wyżej. Oczekiwania publiczności są także coraz większe. Artyści świdniccy, którzy są w tej Grupie Dorosłych Alchemii , stają się coraz lepsi aktorsko. Dzięki temu ja także dojrzałem do takiego momentu, że po raz pierwszy wziąłem regularny tekst, a nie robiłem adaptacji. Szukałem dosyć długo, ale będąc właśnie we wrześniu na świdnickim Rynku, zobaczyłem wystawę, poświęconą historii tutejszego teatru. Kiedy przeczytałem, że wśród premier była komedia „Gwałtu co się dzieje”, to coś zaskoczyło. Pomyślałem sobie, że jest to chyba najlepszy tekst na obecne czasy.
Jak przebiegały prace nad spektaklem? Czy rzeczywiście pojawiły się trudności?
Fredro nie jest łatwy w mówieniu, bo to jest jednak staropolszczyzna. On sprawia również trudności w graniu tych ról, bo trzeba się poddać rytmowi, trzeba uwierzyć w charakter tych postaci. One mogą się wydawać groteskowe, czasami płaskie, takie kukiełkowe, ale to nie jest klucz do Fredry. Prace nad budowaniem roli muszą być poprzedzone pewną analizą psychologiczną i poznaniem motywacji, które kierują tymi postaciami. A jeszcze mieliśmy awarię z powodu wypadku jednej z aktorek i poszukiwania zastępstwa…
Ale pomysł z komedią fredrowską „Gwałtu co się dzieje!” padł chyba na podatny grunt, sądząc po reakcji publiczności na premierze?
Tak. Reakcja widowni była fantastyczna.

Rozmawiała: Marta Żywicka-Hamdy