Strona główna Magazyn Kuchnia Czary Penelopy: Andruciki

Czary Penelopy: Andruciki

0

Ci, którzy wiernie czytają moje felietony wiedzą, że o tej porze roku moje domostwo zamienia się w niemal przemysłową piekarnię. Powstaje w niej całe mnóstwo najróżniejszych ciasteczek. Choć przyznaję, mnóstwo jest pracy przy tworzeniu tych maleństw, nie poddajemy się z córeczkami i ostro „walczymy”. Niemal każdego wieczora pieczemy kolejną partię, kolejny rodzaj ciasteczek. Dopingują mnie do tego członkowie rodziny i przyjaciele, którzy już nieśmiało pytają czy w tym roku też będą ciasteczka. No nie mogę ich przecież zawieść!

andruciki

Z roku na rok zwiększa się też samodzielność i profesjonalizm moich córeczek, które od najmłodszych lat „pomagały”, czy też asystowały mi przy tych wypiekach. Teraz już nie zakładają swoich maleńkich fartuszków… Stoją obok mnie dwie młode kobietki w tradycyjnych kuchennych fartuchach, a ja nie mogę się nadziwić przemijającemu czasowi. Tym chętniej, mimo zmęczenia, spędzam te chwile z nimi, bo są tak ulotne i szybko przemijające… Nasz babski zespół proponuje w tym odcinku andruciki kakaowe.

Potrzeba:
kostka masła
niepełna szklanka cukru
1/2 szklanki mleka
2 łyżki kakao
dodatkowo:
opakowanie suchych wafli
1 szklanka mleka w proszku
garść posiekanych orzechów włoskich ( lub innych ulubionych)
można dodać rodzynki, skórkę pomarańczową kandyzowaną – dodatki jakie lubimy
można też masę „uperfumować” rumem.

Do rondelka przekładam masło, cukier, mleko dodaję kakao i na małym ogniu gotuję kilka minut, do rozpuszczenia i połączenia się składników. Gdy masa jest jednolita, ciemna i błyszcząca, zdejmuję z ognia i odstawiam do wystudzenia. 2 wafle odkładam, a resztę kruszę na maleńkie kawałeczki. Gdy masa kakaowa będzie chłodna dodaję do niej pokruszone wafle i mleko w proszku. Na końcu dodaję bakalie. Na jeden arkusz wafla wykładam masę, równomiernie rozkładam, przykrywam drugim, dociskam, owijam folią spożywczą i przyciskam drewnianą deską. Gdy mój andrut zastygnie, kroję go na niewielkie prostokąty. Pyszności!

Penelopa Rybarkiewicz-Szmajduch