Strona główna Bez kategorii Koniec śmieciowego jedzenia w szkole?

Koniec śmieciowego jedzenia w szkole?

50

Żadnej żywności, która jest szkodliwa dla zdrowia, nie będzie można sprzedawać w szkolnych sklepikach ani stołówkach. Sejm przyjął dzisiaj ustawę o bezpieczeństwie żywienia i żywności. Koniec z kolorowymi, gazowanymi napojami, cukierkami, żelkami, chipsami. – Jestem pewna, że żaden sklepik nie przetrwa – nie ma wątpliwości Zdzisława Ucińska. Czy to powstrzyma dzieci od niezdrowego jedzenia? – Wątpię – mówi dyrektorka SP 6 w Świdnicy Violetta Skibicka.

sklepik

Zdzisława Usińska prowadzi szkolny sklepik w SP nr 6.

Niemal w każdej świdnickiej szkole jest albo sklepik, albo automat z batonikami. – Nasi uczniowie u ajenta mogą kupić chipsy czy coca colę, ale oczywiście są też kanapki. Były petycje rodziców o wprowadzenie zdrowej żywności, więc trochę jej jest. Jednak nie oszukujmy się, przed szkołą jest duży sklep spożywczy. Młodzież i tak kupi, co zechce – rozkłada ręce Danuta Morańska , dyrektorka Gimnazjum nr 1 w Świdnicy. Identycznie mówi Violetta Skibicka. – Robimy w naszej szkole bardzo dużo, by propagować zdrowe odżywianie. Są wspólne drugie śniadania w klasach, lekcje z dietetykiem, nauka przygotowania zdrowych potraw, konkursy – wylicza. – Niewiele jednak to da, jeśli dobrych nawyków uczniowie nie wyniosą z domu. Rodzice coraz częściej dbają o to, by dawać swoim dzieciom drugie śniadania, owoce i warzywa. Jednak są i tacy, którzy poprzestają na 5 złotych. Jeśli dziecko nie wyda ich w naszym sklepiku, zakupy zrobi w spożywczym obok szkoły.

– W porozumieniu z panią dyrektor staram się oferować dzieciom w miarę zdrowe jedzenie – mówi Zdzisława Usińska, która w SP nr 6 prowadzi szkolny sklepik. – Mam kanapki, owoce, własnej roboty galaretki, mini pizze i gofry. Nie ma napojów gazowanych, a chrupki są tylko kukurydziane. Nie będę jednak udawać, ze bez batoników i słodyczy udało by mi się utrzymać. Dzieci nie chcą jabłek, wolą wafelka czy żelki. Już teraz wiem, ze będę musiała sklepik zamknąć i na pewno zrobią to pozostali ajenci w świdnickich szkołach. Dla mnie to dramat, bo zabraknie mi 9 miesięcy do emerytury. Nie wiem, jak sobie poradzę.

Zdaniem Rzecznika Praw Dziecka, który zabiegał o wprowadzenie restrykcyjnych przepisów, nowelizacja ustawy jest pierwszy, ale bardzo ważnym krokiem w zmianie nawyków żywieniowych młodego pokolenia. –   Oczywiście, że problem nie zostanie rozwiązany, bo przy szkołach są sklepy, w których dzieci mogą kupić każdą niezdrową rzecz. Jednak zakaz sprzedawania takiej żywności w szkole spełni ogromna rolę edukacyjną. ” To jest złe, dlatego u nas tego nie ma”  – taki sygnał dadzą placówki oświatowe swoim podopiecznym – tłumaczy Marek Michalak. – I jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Ustawa obejmuje także jedzenie serwowane w stołówkach, co do którego były ogromne zastrzeżenia. Nowe przepisy regulują bardzo szczegółowo, jak powinny być komponowane dania dla dzieci, by spełniały swoją role odżywczą i zdrowotną. W Polsce coraz większym problemem jest otyłość wśród dzieci. Przed nami jeszcze dużo do zrobienia, by zapanować nad ta bardzo niebezpieczna tendencją.

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, “minister zdrowia określi, jakie produkty spożywcze można sprzedawać w sklepikach szkolnych, serwować w szkolnych i przedszkolnych stołówkach oraz reklamować w tych placówkach i w ich pobliżu. Przepisy mają obowiązywać także w tzw. innych formach wychowania przedszkolnego, np. punktach przedszkolnych i klubach przedszkolaka. Wyłączone z nich będą tylko szkoły dla dorosłych. Dodatkowo dyrektor szkoły lub przedszkola w porozumieniu z radą rodziców będzie mógł stworzyć własną listę środków spożywczych dopuszczonych do sprzedaży i spożycia w jego placówce, jeśli oczekiwania ze strony rodziców będą bardziej restrykcyjne niż zawarte w rozporządzeniu ministra zdrowia.”

W przypadku łamania przepisów przewidziano surowe kary w wysokości od 1000 do 5000 złotych. Dyrektor placówki będzie mógł z ajentem rozwiązać umowę bez wypowiedzenia.

Nowe przepisy wejdą w życie 1 września 2015 toku.

/asz/