Strona główna Bez kategorii Osły w roli rehabilitantów

Osły w roli rehabilitantów

3

Miesięczna Luna przypomina pluszaka, Daisy jest główną organizatorką ucieczek, A Trynidad to prawdziwy macho i szef. Są uparte i niezależne, jak to osły, ale i cierpliwe, spokojne, ułożone. – Ich wpływ na ludzi jest magiczny, a na dzieci działają jak prawdziwy lek – mówi z uśmiechem Katarzyna Słupska. Razem z mężem Krzysztofem w Lubachowie pod Świdnicą hoduje 19 osłów i krok po kroku zmierza do stworzenia ośrodka onoterapii.

osiołki 7

– O osłach marzyłem od dzieciństwa – przyznaje pan Krzysztof. – Niczym racjonalnym fascynacji tymi zwierzętami nie potrafię wytłumaczyć. W 2009 roku pojechałem do Rumunii i przywiozłem stamtąd stadko liczące 14 osiołków. Żona taką gromadą była zaskoczona, ale nie oponowała. Wkrótce podzieliła moją miłość do tych wspaniałych zwierzaków.

Pan Krzysztof nie miał żadnego celu w stworzeniu własnego stada. – To była realizacja marzeń, nic więcej – tłumaczy. – Samo przebywanie w ich towarzystwie, codzienna troska o to, by mogły się wybiegać, by były nakarmione, zdrowe sprawiało olbrzymią frajdę. Nie dają nam się nudzić. Choć na pierwszy rzut oka są do siebie bardzo podobne, każdy ma swój charakter. Prawdziwą gwiazdą jest Daisy. To oślica, która ponad wszytko pragnie wolności i potrafi do swoich planów ucieczkowych zachęcić inne zwierzaki. Przez lata prowadziliśmy wojnę podjazdową. My tworzyliśmy coraz to nowe zabezpieczenia, ona wpadała na kolejne pomysły, jak je ominąć. Nie pomógł nawet pastuch elektryczny, bo potrafiła się przeczołgać pod spodem! Nigdy nie uciekała daleko. Najczęściej wystarczyło, że stała po drugiej stronie ogrodzenia i to już była upragniona wolność.

Stado przez lata zmieniało się, rodziły się nowe osiołki, część z nich wędrowała do innych hodowli. Szybko stały się atrakcją dla gości pensjonatu, który pan Krzysztof prowadzi wspólnie z żoną. – Zauważyłam, ile radości z kontaktu z osiołkami mają dzieci. Zaczęli do nas przyjeżdżać rodzice z dziećmi niepełnosprawnymi, a wyjątkowym momentem była wizyta grupy młodych ludzi niepełnosprawnych umysłowo – opowiada pani Katarzyna. – Wśród nich była dziewczyna, która nie mówiła, izolowała się od grupy, a opiekunowie mówili, że jest zupełnie zamknięta w sobie. I to właśnie opiekunowie przecierali oczy ze zdumienia, gdy zaczęła głaskać i przytulać osiołka, a wreszcie coś na swój sposób mu śpiewała. 

osiołki 4

Pani Katarzyna zaczęła się interesować wszelkimi informacjami o terapii przy udziale osłów. – Hipoterapia jest w Polsce dobrze znana, ale onoterapia nie istnieje – tłumaczy. – Natomiast na świecie jest rozpowszechniona. Osły są znacznie mniejsze niż konie, budzą u dzieci ogromną ufność. Przy nich można wykonywać te same ćwiczenia co na sali rehabilitacyjnej, ale sprawiają one przyjemność i są po prostu naturalne poprzez głaskanie, czesanie, przytulanie i jazdę. Oczywiście konieczne są fachowe metody i specjaliści: rehabilitanci, psychoterapeuci, fizjoterapeuci. Znakomite doświadczenia mają Włosi i od nich chcemy czerpać wiedzę po to, by stworzyć w Lubachowie ośrodek onoterapii, a ideę rozpropagować w całym kraju.

Państwo Słupscy założyli Polskie Stowarzyszenie Hodowców Osłów, które skupia podobnych im zapaleńców. Wspólnymi siłami chcą doprowadzić do stworzenia podstaw dla onoterapii. Już jesienią mają zostać przeprowadzone w Lubachowie profesjonalne szkolenia. – Potrzebujemy przede wszystkim wiedzy – mówi pani Katarzyna. – Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć mini centrum zooterapii. Chcę, by obok osłów do pomocy dzieciom wykorzystywane były także inne zwierzęta – koty, psy, konie. Jestem zdeterminowana, bo widzę, jak bardzo można pomóc niepełnosprawnym ruchowo i umysłowo.

– Świetny pomysł i trzymam kciuki za powodzenie – deklaruje Henryk Dzięcioł. Przyjechał do Lubachowa aż z Barda. – Kiedy tutejsze osiołki pojawiły się u nas jako atrakcja podczas Niedzieli Palmowej, córka wpadła w zachwyt. Nie odstępowała zwierząt nawet na krok, więc stwierdziłem, że trzeba koniecznie do Lubachowa przyjechać.

Ania wraz z koleżanką Mają pod opieką taty wybrała się na przejażdżkę, a później godzinami głaskała osiołki. – Są takie miłe – mówi dziewczynka. – Mojej zdrowej córce kontakt z osłami sprawia po prostu radość. Myślę, że dla chorych dzieci te zwierzęta mogą być prawdziwymi terapeutami – dodaje pan Henryk.

– To już zostało sprawdzone, że kontakt z osłami uspokaja dzieci nadpobudliwe, a zamknięte w sobie otwiera. Onoterapia jest świetnym uzupełnieniem dla innych form rehabilitacji. Zrobię wszystko, by nasze osiołki mogły być wykorzystane do fachowej pomocy – deklaruje pani Katarzyna.

asz