Strona główna Bez kategorii Pieniądze środkiem do celu, a nie celem

Pieniądze środkiem do celu, a nie celem

0

Chciał być piłkarzem lub akrobatą, ostatecznie został jednak przedstawicielem sztuk walki. Z Danielem Bukowym, zawodnikiem Świdnickiego Klubu Karate Kyokushin przygotowującym się do startu w mistrzostwach Europy rozmawia Michał Rodziewicz.

 Bukowy

Jak zaczęła się Twoja przygoda z karate?

Chciałem być piłkarzem i akrobatą, ale byłem zbyt młody i mały żeby mnie przyjęli do grupy. Bardzo lubiłem oglądać filmy, w których przewodnim tematem były sztuki walki. Kiedyś na witrynie sklepowej zobaczyłem plakat z zapisami do klubu Karate Kyokushin, czym byłem bardzo zafascynowany i niezwłocznie pobiegłem do domu, żeby oznajmić mamie, iż chcę zapisać się na karate. Miałem wtedy 8 lat i bardzo chciałem zostać mistrzem. Mama nie miała wyjścia, za co jej, jak i mojemu tacie bardzo dziękuję. Ich też kosztowało to nie mało wyrzeczeń.

Dlaczego akurat karate?

Gdy byłem młody autorytety dla ludzi wyglądały troszkę inaczej niż teraz próbuje nam to wmówić telewizja i inne media. Karate Kyokushin jest częścią mojego życia. Jest to na pewno sposób na interpretacje samego siebie i tego kim chcę być i jaki chcę być. Kyokushin kształtował mój charakter od lat, walcząc ze swoimi słabościami mogłem stać się lepszym od tego kim byłem dzień wcześniej. Ciężkie treningi rozwijały moje ciało oraz umysł, a pokonywanie własnych barier także do dziś sprawia, że staję się silniejszy i wiem, że nie ma żadnych barier dla człowieka, który postawi sobie cel i nie zwątpi w jego osiągnięcie, niezależnie czy w życiu prywatnym czy zawodowym.

Największy dotychczasowy sukces i sportowe marzenie?

Domyślam się że na to pytanie wszyscy oczekują od sportowca, aby napisał, że jest to wygrana w mistrzostwach Polski, Europy czy świata. Ja natomiast uważam, że największym moim sukcesem (jeśli chodzi o karate) jest to, że dalej idę drogą, którą obrałem wiele lat temu i mogę doskonalić siebie i swoje umiejętności na matach całego świata, tak aby reprezentować godnie biało-czerwoną flagę. Moim sportowym marzeniem jest tytuł mistrza świata i mam nadzieje, że Bóg da mi siłę i zdrowie do osiągnięcia tego celu, jeśli taki jest mi pisany.

Najbliższe starty?

Ostatnio walczyłem z kontuzją stawu skokowego i nie mogłem brać udziału w turniejach. Teraz jestem już jednak w trakcie przygotowań do mistrzostw Europy, które odbędą się 17 maja w Warnie (Bułgaria).

Rozwój Świdnickiego Klubu Karate Kyokushin?

Mój świdnicki klub, któremu bardzo dużo zawdzięczam i w którym spędziłem wiele godzin na sali treningowej pod okiem mojego sensei’a Zbigniewa Romanowskiego, wylewając poty wraz z moimi kolegami. To jeden z lepiej prowadzonych klubów w Polsce, co mówię z pełną świadomością. Wywodzi się z niego wielu znakomitych zawodników od których mogłem czerpać inspirację. Powiem krótko, sensei wyszkolił mnie w taki sposób, że mogłem pojechać na koniec świata do Japonii, trenować na równym poziomie z kadrą japońską, a popołudniami Polak ze Świdnicy prowadził zajęcia jako instruktor dla japońskich dzieci, młodzieży oraz dorosłych w jednym z najbardziej prestiżowych dojo w Japonii. Młode talenty powoli dorastają, co widzę będąc w Świdnicy na treningach i myślę, że już niedługo usłyszymy o niejednym zawodniku, który podbije maty w Polsce, Europie, a może nawet na świecie.

Co dała Ci Świdnica?

W Świdnicy się wychowałem, tu mieszka moja rodzina, przyjaciele, mam tu wielu znajomych i klub do którego zawsze mogę przyjść niekoniecznie na trening. Karate to nie sport i związek z klubem, nie kończy się na karierze sportowej, jak to bywa czasami w innych dyscyplinach sportowych, gdy zawodnik już nie startuje dla klubu i nie jest potrzebny. W Świdnickim Klubie Karate Kyokushin wygląda to trochę inaczej. Mój sensei, koledzy są dla mnie jak druga rodzina, do których zawsze mogę zwrócić się o pomoc i wiedzą, że w drugą stronę też działa to tak samo.

Rola pieniędzy w dzisiejszym sporcie, w tym wypadku karate?

Temat ten jest bardzo rozległy, jednak jeśli chcesz trenować karate, tak naprawdę wystarczą ci spodenki i koszulka. Gdy ludzie dostrzegą, jak dużo pracy wkładasz w to co robisz, to pomogą ci na twojej drodze tak, żebyś mógł nie myśleć o pieniądzach tylko skupić się na karate. A jeśli chodzi o same pieniądze, to są niezbędne aby się rozwijać, aby startować w zagranicznych zawodach, aby dobrze się odżywiać, nie wspomnę o suplementacji i odnowie biologicznej, czy lekarzach. Pieniądze, które miasto przeznacza na kluby sportowe na pewno nie są wystarczające, aby pokryć nawet połowę wydatków związanych z potrzebami zawodników i klubów, nie wspominając o Polskim Związku Karate, który nie przejawia jakiejkolwiek inicjatywy, aby pomóc w rozwoju zawodników reprezentujących nasz kraj.

Na szczęście są też dobrzy ludzie, którzy pomagają mi na mojej drodze bezinteresownie, za co serdecznie im dziękuję. Najważniejsze, aby pieniądze były środkiem do celu, a nie celem.