Strona główna Temat dnia Zostały bez środków do życia

Zostały bez środków do życia

46

Jedna ma maleńkie dziecko, druga jest w zaawansowanej ciąży. Od ponad 2 miesięcy odbijają się od muru bezdusznych przepisów. – Tyle się trąbi o ochronie rodziny, o zachęcaniu kobiet do rodzenia dzieci, a rzeczywistość pokazuje, jak jest naprawdę – rozżalenia nie ukrywają dwie świdniczanki. 

Obie kobiety pracowały w świdnickiej restauracji sieci 3Naj. Zaszły w ciążę, gdy nic nie wskazywało zbliżającej się katastrofy. Pod koniec kwietnia spółka, zatrudniająca w swoich lokalach w kilku miastach około 100 osób, ogłosiła upadłość. Do firmy wkroczył syndyk. – Ze względu na to, że byłyśmy w okresie ochronnym, obie dostałyśmy wypowiedzenia później niż reszta załogi. Uznałyśmy, że nasze świadczenia – macierzyńskie i chorobowe – w takiej sytuacji powinien przejąć ZUS. I złożyłyśmy wnioski w oddziale wałbrzyskim. Wtedy zaczęła się gehenna – opowiadają panie Beata i Magdalena.

Wałbrzyski ZUS odesłał je do Legnicy, bo tam swoją siedzibę miała spółka 3Naj. Okazało się jednak, że zmieniła adres na Wrocław. Sprawa trafiła więc do ZUS-u we Wrocławiu. Nikt nie kwestionował, że obu kobietom należy się wypłata świadczeń, ale… Problemem okazało się uzyskanie dokumentów od firmy, które pozwoliłyby wszcząć procedurę wypłaty. – To my same, wykonując dziesiątki telefonów, ustaliłyśmy, że pod adresem wrocławskim 3Naj nikogo nie ma i pisma tam wysyłane po prostu nie trafiają do adresata. Dotarłyśmy wreszcie do syndyka i okazało się, że to on dysponuje dokumentami – opowiadają o kilkutygodniowych staraniach. – Dostawałyśmy zapewnienia, że te dokumenty – bilans sporządzony przy składaniu wniosku do sądu o ogłoszenie upadłości oraz dokument o ogłoszeniu upadłości – już zostały wysłane. Do ZUS-u jednak nie dotarły. Ręce nam opadły.

Zabiegi trwały blisko 2 miesiące. Chodzi o niewielkie pieniądze, ale bez nich nie mogą normalnie funkcjonować. – Mam dwoje dzieci, w tym niemowlaka, który wymaga specjalnego mleka. Mój partner zarabia najniższą krajową, mieszkamy w wynajętym mieszkaniu, za które trzeba płacić. Teraz nie mogę iść do pracy. Jestem zapożyczona po uszy, nie wiem, mam przestać jeść? – pyta z rozpaczą pani Magda.

Kancelaria z Wrocławia, której prawnik jest syndykiem, zapewnia, że dokumenty wysłała pocztą 29 maja. Tydzień później nadal ich w ZUS-ie nie było. – Bez nich nic nie można zrobić – rozkładała ręce Iwona Kowalska, rzeczniczka wrocławskiego ZUS-u, ale obiecała, że sprawa będzie miała priorytetowy charakter. Pisma niemal natychmiast udało się uzyskać. Zostały wysłane drogą elektroniczną w formie scanów. Wreszcie rozpoczęła się procedura naliczania świadczeń, która zakończyła się sukcesem 7 czerwca. Jednak wcale to nie oznacza, że pieniądze trafiły na konta świdniczanek. – Wypłaty wykonujemy 5,10, 15 i 20 każdego miesiąca – tłumaczy rzeczniczka.

– Ciągle obawiamy się, że nie doczekamy się pieniędzy – mówią świdniczanki. – Gdyby nie nasza determinacja i upór, pewnie urzędnicy w ogóle by tej sprawy nie doprowadzili do finału. Najgorsze jest to, że nie możemy liczyć na żadną pomoc do momentu wypłacenia świadczeń. W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, do którego pierwszy raz w życiu zwróciła się Magda, stwierdzili, że zapomoga w świetle przepisów jej się nie należy. Ciągle słyszymy, jak to wszyscy nam współczują i jak nas rozumieją, a tak naprawdę możemy liczyć tylko na naszych bliskich. Tylko jak długo jeszcze?

W dzisiejszej rozmowie ze Swidnica24.pl rzeczniczka ZUS we Wrocławiu zapewniła, że świadczenia zostaną przelane na konta jednej z pań już 13 czerwca (i kolejne 24 czerwca oraz 25 lipca), a drugiej – 14 czerwca.

asz