Strona główna Magazyn Kino Z wypożyczalni: Maria Antonina

Z wypożyczalni: Maria Antonina

1

 Historia to bardzo wdzięczny temat do kręcenia filmów. Z tego powodu różne wydarzenia lub biografie są eksploatowane czasami wielokrotnie, koncepty nierzadko są powielane, a pewne wątki wykorzystuje się nazbyt często. Jak można się więc domyślić – kluczem do sukcesu, a na pewno – do zaskarbienia sobie uwagi widza, jest innowacyjne podejście do tematu lub bohatera. Punkt widzenia i sposób realizacji to połowa sukcesu, a w połączeniu z dobrą obsadą i nośnym tematem to niemal gwarantowany sukces.

 Oczywiście, często innowacyjne spojrzenie na historię przysparza filmowi (oraz twórcom) przeciwników, są jednak tacy, którzy cenią sobie polemikę ze stanem rzeczywistym, a czasami – reinterpretację.

Postać Marii  Antoniny budzi kontrowersje tak samo dzisiaj, jak i dawniej. Królowa była osobą szalenie interesującą pod względem psychologicznym, więc trudno się dziwić, że tworzy się o niej różne teksty kultury. Bo publiczna analiza jednej z najbardziej zaskakujących postaci historycznych przyciągnie do kina zarówno miłośników przeszłości, jak i ‘poszukiwaczy’. Tego podjęła się Sofia Coppola, za co nominowano ją nawet do nagrody festiwalu w Cannes.

Jej „Maria Antonina” (w roli tytułowej znakomita Kirsten Dunst) to podjęty jeszcze raz temat wydarzeń z osiemnastowiecznych Francji i Austrii głównie przez pryzmat tego, co działo się w głowie Delfiny. Przyczyny zachowań, z których stała się znana, Coppola znajduje w niezwykle trudnej sytuacji, w jakiej postawiono początkowo czternastoletnią dziewczynkę.

 Przedstawiono dworskie życie, problemy małżeńskie, politykę. Wszystko. Wszystko, co miało wpływ na ukształtowanie charakteru Marii Antoniny. Dzięki temu filmowi jesteśmy w stanie zrozumieć ją trochę bardziej, a nie – wyłącznie – ganić.

Na wyjątkową uwagę zasługują kostiumy, za które Milena Canonero dostała Oscara. Szalenie wiernie oddają tendencje tamtych lat, zaś efekt zaskoczenia twórcy zapewniają nam w postaci muzyki. Ta, nowoczesna, wydaje się nie pasować do filmu utrzymanego w raczej odmiennej konwencji, jednak okazuję się być ciekawym pierwiastkiem dystansującym widza od sztywnych i oczywistych nastrojów osiemnastowiecznego francuskiego dworu.

Adrianna Woźniak