Strona główna Magazyn Kino Z wypożyczalni: Obywatel Kane

Z wypożyczalni: Obywatel Kane

0

Są filmy ponadczasowe, tak zwane „pozycje obowiązkowe”, które mimo wszystko są uważane za dosyć niszowe. Nagrodzony czterema Oscarami „Obywatel Kane” nie jest filmem, który można zobaczyć w świąteczne dni. Jest to film trudny, nie lekkostrawny, jak na czas, w którym został stworzony – przełomowy. Nakręcony w 1941 roku był krokiem milowym w kinematografii, nakręcony w ten sposób, iż wydaje się szalenie dzisiejszy.

                Młody dziennikarz dostał  zadanie, by napisać materiał o zmarłym potentacie prasowym – Charlesie Kane, który zasłynął jako postać ekscentryczna, tyran, człowiek bez uczuć, geniusz. W trakcie odkrywania kolejnych tajemnic swojego bohatera dociera do faktów, które pomagają (lub wręcz przeciwnie) zrozumieć Kane’a. Okazuje się, że kluczem do jego usposobienia i życia jest słowo wypowiedziane przez Charlesa na łożu śmierci: „Różyczka”.

                Film ten jest głęboko psychologiczny. Wskazuje, że człowieka determinuje jego przeszłość, nikt nie jest zły sam z siebie. I choć przez dłuższy czas trwania „Obywatela Kane’a” widz nie jest w stanie całościowo zrozumieć o co chodzi, to ostatnia scena wyjaśnia wszystko – tym Welles zmusza nas do refleksji także po zakończeniu filmu.

                „Obywatel Kane” to film w kilku względów przełomowy – po raz pierwszy ukazuje sufity pomieszczeń, zupełnie inaczej potraktowana jest przestrzeń, sceny zbiorowe. Stylistyce Wellesowskiej tak daleko od tej slapstickowej, która podbijała serca widzów chwilę przed „…Kanem”. To kino dojrzałe, niebędące rozrywką karczemną, nie zawsze wygodne dla widza.

                Cóż można pisać o takim filmie, jak „Obywatel Kane” – produkcje tego rzędu, będące inspiracją nawet dla współczesnych twórców, trzeba obejrzeć i rozpatrzyć samemu. Jestem pewna, że są one wielopoziomowe i dla każdego będą miały nieco inny wymiar.

Adrianna Woźniak