Strona główna Magazyn Kino Co nowego? Hobbit:Niezwykła podróż

Co nowego? Hobbit:Niezwykła podróż

1

Przez wielu była to najbardziej oczekiwana premiera minionego roku. Chociaż pierwszy  pokaz przedpremierowy  był 25. grudnia, to jeszcze parę dni po tej dacie największa sala kinowa w Świdnicy była wypełniona po brzegi. Oglądali dorośli, dla których epicka opowieść była przypomnieniem genezy historii o Pierścieniu. Na sali były też dzieci – dla nich „Hobbit” był swoistym preludium do tekstów kultury Jacksona (i Tolkiena), które wkrótce poznają. Miałam wrażenie, że oba pokolenia podczas seansu bawiły się równie dobrze, co może świadczyć zarówno o zdolnościach tak samo Jacksona, jak i autora powieści.

„Hobbit: Niezwykła podróż” to pierwsza z trzech części sagi, na którą została podzielona książka Johna Tolkien. Uznaje się ją za prolog do Władcy Pierścienia, stąd jeszcze większe emocje – ekranizacja tych dzieł jest kultowa, a na pewno stanowi klasykę kina. Nic dziwnego – reżyseruje niezmiennie Peter Jackson (czy ktoś mógłby zrobić to lepiej?), także grono scenarzystów jest stałe (dołączył tylko Guillermo del Toro). Mam wrażenie, że „Hobbit” od swoich filmowych starszych braci różni się jedynie klimatem, który jest trochę bardziej baśniowy.

Bilbo Baggins to hobbit kochający domowe zacisze, książki i dobre jedzenie. Pewnego dnia w jego schludnym mieszkaniu pojawiają się krasnoludy, które nie dość, że opróżniają mu spiżarnię, to zabierają go w niezwykłą przygodę, podczas której Bilbo zmierzy się nie tylko ze strasznymi stworami, ale także z samym sobą – swymi fobiami, charakterem i przeznaczeniem.

Pierwsza część z zaplanowanych trzech traktuje o podróży kompanii Thorina do Smoczej Góry. Krasnoludy pragną odzyskać lokum zabrane im niegdyś przez straszliwego smoka. Przewodniczy im Gandalf, mag, i Thorin, następca tronu Samotnej Góry. Oprócz czarodzieja jedynym nie-krasnoludzkim stworzeniem w kampanii jest hobbit Bilbo, nieakceptowany początkowo przez wszystkich, jednak dzięki swej szlachetności, z czasem zyskał szacunek nawet samego Thorina.

Ogromne wrażenie robi scenografia, a przede wszystkim – efekty specjalne. Niektóre tzw. plany total zapierają dech w piersiach, wszystko wygląda szalenie realistycznie i naturalnie, to potwierdza, że ogromny budżet producentów nie poszedł na marne. Muzyka, oczywiście autorstwa Howarda Shore, jest jednym z najmocniejszych elementów tworzących świat Śródziemia, oddaje niezwykły klimat krainy wymyślonej przez Tolkiena – pieśń krasnoludów wykonana przez nich w pierwszej części filmu zapada w pamięć i porusza.

„Hobbit…” zachwyca, szczególnie wielbicieli „Władcy Pierścienia”. Ze względu na cudowny klimat filmu podczas seansu lepsza od pop-cornu i coli byłaby herbata i koc, a opowieść wciąga i rodziców, i dzieci.

Adrianna Woźniak