Jan Ś. skazany. Ku przestrodze

    28

    Sąd Rejonowy w Świdnicy nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących. Jan Ś. jest winny jazdy pod wpływem alkoholu, umyślnego potrącenia dwójki nastolatków i próby ucieczki z miejsca zdarzenia. Dziś zapadł wyrok, który – jak podkreślała sędzia Małgorzata Świderska, ma być wyrazem sprzeciwu społecznego wobec pijanych kierowców i przestrogą dla wszystkich, którzy po alkoholu wsiadają za kierownicę. Jan Ś. w więzieniu spędzi 6 lat. Wyrok nie jest prawomocny.

    Do wypadku doszło 19 listopada 2011 roku. Jan Ś. z kolega przez kilka godzin pił alkohol. Około 18.00 postanowił przeparkować samochód. Podczas cofania uderzył w inny samochód i gwałtownie odjechał. 400 metrów dalej, z prędkością 60-70 km na godzinę wjechał na przejście dla pieszych przy ulicy Riedla, przez które przechodziło troje gimnazjalistów. Jeden z chłopców zdążył uskoczyć, Olga i Bartek wpadli wprost na maskę. Oboje doznali wielu obrażeń. Mimo nie do końca konsekwentnych opinii biegłych, sąd uznał, że obrażenia Olgi bezpośrednio zagrażały jej życiu, natomiast Bartosza będą miały długotrwałe konsekwencje, także w jego dorosłym życiu. Tuż po wypadku Jan Ś. usiłował zbiec z miejsca zdarzenia, został zatrzymany przez kierowcę samochodu, w który wcześniej uderzył.  – Nie wykazał najmniejszego zainteresowania udzieleniem pomocy nastolatkom – mówiła uzasadniając wyrok sędzia Świderska.

    Jan Ś. w ostatnim słowie po raz kolejny przepraszał i płakał, prosząc o łagodny wymiar kary. Tę skruchę w mowie końcowej podkreślał jego adwokat, Marek Mucha. Mecenas wnosił o umorzenie w zakresie pierwszego zarzutu, czyli jazdy pod wpływem alkoholu (ten zarzut jest rozpatrywany także w odrębnym sprawie o kolizję drogową) i uniewinnienie od zarzutu nieudzielenia pomocy. Powołał się na artykuł kodeksu karnego, który mówi o tym, że jeśli wymagana była pomoc lekarska, a osoba nie posiada takich kwalifikacji, nie ponosi odpowiedzialności. Sąd nie zgodził się z żadnym z argumentów. Mecenas Mucha wniósł również o łagodny wymiar kary, alarmując, że może dojść do tragedii sądowej. – Ten mężczyzna nie uchyla się od odpowiedzialności, ale od początku przezywa dramat, a ze względu na jego wiek (62 lata, przyp. red.) i stan zdrowia nawet kilka lat więzienia jest jak wyrok dożywocia.

    Jan Ś. rzeczywiście wyrażał skruchę i płakał na każdej rozprawie, jednak kilka razy zmieniał zeznania. Coraz mniej pamiętał, jego problemy zdrowotne okazywały się coraz większe. sąd nie dał im wiary i uznał wyjaśnienia złożone tuż po wypadku. Łączny wymiar kary to 6 lat więzienia i 8 lat zakazu kierowania pojazdami mechanicznymi. Czyn, którego dopuścił się Jan Ś., jest zagrożony karą nawet do 12 lat pozbawienia wolności.

    Kary 6 lat więzienia żądał prokurator. Sąd w pełni uznał argumentację, dowody przedstawione przez prokuraturę, za wiarygodne uznał zeznania świadków i opinie biegłych. – Wydając  wyrok sąd miał na uwadze oddziaływanie społeczne. Ta kara daje wyraz, że społeczeństwo, sąd, przepisy nie akceptują zachowań osób, które wsiadają pod wpływem alkoholu za kierownicę i doprowadzają do takich poważnych obrażeń dzieci czy dorosłych. Nietrzeźwy musi zdawać sobie sprawę, że jego działanie będzie miało konsekwencje – podkreślała sędzia Świderska.

    Obecna podczas ogłaszania wyroku matka pokrzywdzonego Bartka nie chciała komentować wysokości kary. Z takim rozstrzygnięciem nie zgadza się obrońca Jana Ś., który zapowiedział apelację.