Z wypożyczalni: Grudniowi chłopcy

    3

    Pozwoliłam sobie przeprowadzić sondę wśród znajomych. Na pytanie: „Z jakimi rolami kojarzy Ci się Daniel Radcliffe?” odpowiadali jak jeden mąż: „No, jak to, z jakimi, oczywiście z rolą Harry’ego Pottera!”. Nie dziwię się, bo saga o młodym czarodzieju wyniosła go na szczyt i chyba pozostanie „aktorem jednej roli”, ale warto przyjrzeć się innym filmom, w których zagrał. Bardzo dobrze zagrał.

                Jednym z takich obrazów są „Grudniowi chłopcy”. Premiera była w 2007 roku i z tego, co pamiętam, świat był wtedy bardziej zaabsorbowany szaleństwem na punkcie nowej części „Pottera…” i film przeszedł bez echa. A ‘alternatywie dla Pottera’ warto poświęcić trochę uwagi, bo – jestem pewna – wnosi swego rodzaju nową jakość do amerykańskiej kinematografii.

                Jest to film Roda Hardy’ego, reżysera (głównie) telewizyjnego – spod jego ‘klapsa’ wyszedł m.in. „Mentalista” czy  „JAG – Wojskowe Biuro Śledcze”. Scenariusz Marca Rosenberga – oparty na bestsellerowej powieści. I ten duet stworzył, do spółki ze świetnymi aktorami, dzieło tak różne od kryminalnych produkcji Hardy’ego.

                December boys – grudniowi chłopcy – to opowieść o czwórce przyjaciół, których los zesłał do sierocińca. Szczęśliwie wyjeżdżają na wakacje nad morze, gdzie poznają młodą parę, która bardzo chce mieć dzieci, jednak nie może. I w tym momencie przyjaźń Mapsa, Misty’ego, Sparksa i Spita przechodzi próbę. Każdy z nich marzy o domu, ale wiadomo, że szansę dostanie tylko jeden. Muszą zadać sobie pytanie – co jest dla nich ważniejsze? Wyłamuje się tylko Maps grany przez Radcliffa. Chce być ‘twardy’ i oświadcza, że to on zaopiekuje się chłopcami.

                Oprócz głównego wątku pojawia się kilka pobocznych, takich, jak kryzys wartości, dojrzewanie i znaczenie śmierci. Film jest określany jako dramat, ale według mnie napawa optymizmem. Nie zdradzę, dlaczego – przekonajcie się sami!

    Fabuła i sposób jej opowiedzenia jest bardzo ciekawy, na pewno godny uwagi – nie jest to typowe kino komercyjne. Jednak zabawne dla mnie były pewne drobiazgi, np. objawienia, których doznawał Misty. Może w zamierzeniu reżysera miały być pogodne, dla mnie jednak były nieco tandetne. Tak, jak zakończenie filmu – w moim odczuciu – kiczowate. A może po prostu takie miało być? Proste, z uśmiechem, niezbyt wyszukane?

    Nie rozpisując się zbytnio o wadach „Grudniowych chłopców”, odsyłam Państwa do wypożyczalni. Film zdecydowanie na wieczór. Miłego oglądania!

    Adrianna Woźniak