Urodzaj na orkiestry dęte

    2

    Przez ostatnie 12 lat w Świdnicy nie działała żadna orkiestra dęta. Dziś niemal jednocześnie powstają dwie, z aspiracjami, by stać się formacją miejską. Kłopot w tym, że jedna o drugiej nic nie wie.

    Ta orkiestra zawiązała się z inicjatywy radnego Tadeusza Grabowskiego.

    W roku 2000 działalność zawiesiła ostatnia świdnicka orkiestra dęta, która działała przy fabryce Wagony. Wcześniej istniały aż trzy takie zespoły. Później udało się utworzyć pod auspicjami Straży Pożarnej orkiestrę w gminie Świdnica, jednak i ona nie przetrwała. Do dzisiaj są po niej niewykorzystane instrumenty.

    – O tym, że taka formacja bardzo w Świdnicy jest potrzebna, słyszałem wielokrotnie. Wreszcie więc, kilka miesięcy temu, postanowiłem wyjść naprzeciw oczekiwaniom i spróbować stworzyć Świdnicką Orkiestrę Dętą – mówi radny Tadeusz Grabowski, angażujący się w pracę środowisk kombatanckich. – O tym pomyśle rozmawiałem z prezydentem Świdnicy Wojciechem Murdzkiem, z jego zastępcą Waldemarem Skórskim, ze starostą Zygmuntem Worsą i wójt Teresą Mazurek. Od wszystkich usłyszałem słowa zachęty i deklarację pomocy. Najpierw jednak postanowiłem zebrać muzyków i pokazać przynajmniej próbkę możliwości.

    Rzeczywiście, 16 kwietnia taka orkiestra, złożona z kilkunastu muzyków pod batutą Piotra Natanka, towarzyszyła obchodom Dnia Sapera. – Ogromnym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że również pod auspicjami miasta tworzona jest jakaś inna Świdnicka Orkiestra Dęta. To żart? – pyta Grabowski.

    Nic nie wiemy o inicjatywie Tadeusza Grabowskiego – zdumienia nie kryli przedstawiciele Świdnickiego Towarzystwa Muzycznego, którzy 14 kwietnia zwołali spotkanie informacyjne dla muzyków, którzy zechcą grać w Świdnickiej Orkiestrze Dętej. – Nasza inicjatywa ma zgodę prezydenta miasta i poparcie jego zastępcy – mówi Kacper Birula, prezes Towarzystwa. Spotkanie obwieszczały plakaty, a do pierwszych rozmów udostępniona została sala teatralna Świdnickiego Ośrodka Kultury. Przyszło około 20 muzyków. Skład mają dopełnić uczniowie i nauczyciele świdnickiej szkoły muzycznej. – Jeśli wszystko się powiedzie, pierwszy koncert damy 11 listopada – zapowiada Arkadiusz Tabiś, który podjął się roli dyrygenta. Kolejne spotkanie zostało wyznaczone na koniec kwietnia. Już padła deklaracja dyrygenta, że będzie się starał o pozyskanie w przyszłości środków na opłacenie prób i koncertów.

    – Nie wiem, co powiedzieć w tej sytuacji – dodaje Kacper Birula. – Oczywiście współpraca z drugą orkiestrą jest możliwa, ale w tym momencie naprawdę trudno o jakiekolwiek konkrety.

    Koordynatorzy obu projektów mieli informację o tym, że są dwie inicjatywy – mówi tymczasem Stefan Augustyn, rzecznik prasowy UM w Świdnicy. – Pomysłów związanych z utworzeniem orkiestry dętej było kilka. Projekty takie pojawiają się i znikają, dlatego – tak jak już przed kilku laty mówiliśmy inicjatorom takich przedsięwzięć – najważniejsze jest przygotowanie pełnej  koncepcji – tłumaczy deklaracje składane obu orkiestrom prezydent Wojciech Murdzek. – Wygra najlepszy projekt, który będziemy chcieli wesprzeć finansowo w ramach konkursów, organizowanych dla organizacji pozarządowych.

    Jego zastępca, Waldemar Skórski, idzie o krok dalej – Miasto wspierało, wspiera i będzie wspierało wszystkie inicjatywy artystyczne, które powstają w naszym mieście. Dlatego mile widzielibyśmy dwie, trzy lub więcej orkiestr dętych, które będą ze sobą konkurować. W związku z tym chętnie udzielimy poparcia kolejnej inicjatywie, tym bardziej, że udzielaliśmy do tej pory poparcia już dwóm inicjatywom, z których żadna nie doszła do skutku i żadna z tworzonych orkiestr nie była w stanie sięgnąć po środki z konkursów miejskich dla organizacji pozarządowych.

    Zarówno Tadeusz Grabowski, jak i Świdnickie Towarzystwo Muzyczne nie zamierzają rezygnować ze swoich pomysłów. Tylko czy w Świdnicy wystarczy muzyków? I jak podzielą się uroczystościami, na których warto dać koncert?

    Agnieszka Szymkiewicz