Pies terroryzuje mieszkańców

    23

    Czy mojemu dziecku musi stać się krzywda, zanim służby zareagują? Jeden z Czytelników zadał to pytanie Swidnica24.pl  po ponad dwóch tygodniach monitów do Straży Miejskiej oraz Urzędu Miasta. A sprawa dotyczy agresywnego psa z placu Grunwaldzkiego w Świdnicy.

    – Właśnie przez ten plac codziennie odprowadzam córkę do przedszkola – opowiada pan Jacek. – Dziecko panicznie boi się psów. Naszą zmorą stał się rudy kundel, który biega bez smyczy i z przeraźliwym ujadaniem goni za ludźmi. 20 marca rzucił się w kierunku mojej córki. Sytuacja powtórzyła się za kilka dni. Wiem, że pies jest nieduży i być może tylko robi dużo hałasu, ale nie mam żadnej pewności, że w końcu nie ugryzie.

    Pan Jacek 20 marca napisał e-mail do Straży Miejskiej z apelem o interwencję. Odpowiedzi nie dostał do dzisiaj. W rozmowie telefonicznej dowiedział się, że o odławianiu psów decyduje Urząd Miejski. Zadzwonił więc do osoby odpowiedzialnej za wydawanie zleceń i usłyszał, że nic nie da się zrobić, bo pies ma właściciela i to Straż Miejska powinna go zdyscyplinować. Kiedy więc kolejny raz interweniowałem, usłyszałem, że strażnicy nie mogą tego pana “ustalić”. Poczułem się kompletnie bezradny! – mówi pan Jacek.

    – Sprawą zajęliśmy się natychmiast po zgłoszeniu interwencji – zapewnia Jan Łętowski, zastępca komendanta Straży Miejskiej. – W ciągu kilku dni strażnicy ustalili, m.in. poprzez rozmowy z sąsiadami wskazanego mężczyzny, jak i z nim samym, że pies jest bezpański. Zresztą nie on jeden, bo obok pojawił się jeszcze drugi pies. Strażnicy potwierdzili, że oba zachowują się agresywnie i stwarzają zagrożenie dla przechodniów. 29 marca skierowaliśmy wniosek do Urzędu Miejskiego o odłowienie zwierząt i umieszczenie ich w schronisku.

    Żadne pismo w tej sprawie do mnie nie trafiło – odpowiada tymczasem Jarosław Kozłowski z departamentu infrastruktury UM. – Sprawę znam, ale wiem, że właściciel jest na pewno. Od trzech lat widuję go z tym psem na placu Grunwaldzkim! Straż Miejska poszła po najmniejszej linii oporu!

    – Działamy w ramach przepisów i jak mamy udowodnić, że ktoś jest właścicielem psa, jeśli zwierzę nie ma żadnego dokumentu i nie jest zachipowane? – pyta Jan Łętowski. – Zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, by zebrać rzetelne informacje.

     Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Nie inaczej jest w przypadku bezpańskich psów. Umieszczenie tylko jednego w schronisku kosztuje budżet miasta 2,5 tysiąca złotych.

    Ostatecznie, po naszej interwencji, zapadła decyzja o odłowieniu psa i umieszczeniu go w schronisku.

    asz