Ludzie z pasją: Paweł Żuraw

    22

    W perfekcyjnie zagospodarowanym biurze, na biurku obok równo ułożonych dokumentów leży kalendarz. W nim zgrabne litery, pisane cienkopisem zawsze tej samej firmy, który nie powoduje puchnięcia papieru. Zadania wykonane – wykreślone, kolejne zanotowane na wiele tygodni naprzód. Porządek, systematyczność, odpowiedzialność. – Ech, nawet ubrania mam poskładane w kostkę. Czasem mnie to martwi – śmieje się Paweł Żuraw. Ma 36 lat, jest doktorem inżynierem nauk ekonomicznych, oficerem Narodowych Sił Rezerwowych, instruktorem nauki jazdy i szefem rodzinnej firmy. W każdej dziedzinie spełnia się z pasją, a że niczego nie potrafi robić byle jak, porządek i systematyczność stały się koniecznością.

    Urodził się w Świdnicy i od początku wiedział, że będzie pedagogiem. Nauczycielami byli jego pradziadkowie, dziadkowie, rodzice. – Zawsze czułem ogromną potrzebę i radość  dzielenia się z innymi wiedzą. Zawsze zdobywam ją, żeby się podzielić! – mówi ten wykładowca, nauczyciel jazdy i żołnierz.

    W szkole nigdy nie sprawiał kłopotów, choć zapewnia, że prymusem nie był. – Mama może ze trzy razy była „na dywaniku” w podstawówce, później już nie miała się czym martwić. Zachowywałem się przyzwoicie i odrabiałem lekcje – wspomina. – Fakt, że była nauczycielką, zmuszał mnie do tego, żeby trzymać fason. Zresztą z natury jestem poukładany i odpowiedzialny. Czasem mi z tym ciężko, bo to niemodne, niedzisiejsze. Cóż, ale ja tak po prostu mam! – uśmiecha się szeroko.

    Studia wybrał trochę przypadkiem. Zawsze lepiej czuł się w przedmiotach humanistycznych, jednak wielu jego kolegów po maturze decydowało się na specjalizację rachunkowości na Akademii Ekonomicznej, przede wszystkim ze względu na perspektywy zawodowe, więc taki kierunek wybrał i on. – Nie było łatwo, ale od razu urzekła mnie atmosfera uczelni. Pomyślałem wtedy, że wspaniale być studentem i nie chciałem rozstać się z tym miejscem. Stąd decyzja o podjęciu studiów doktoranckich. A że moja natura nie pozwala „migać się” od obowiązków, równolegle poszedłem do wojska.

    W 2000 roku, gdy Paweł Żuraw bronił pracę magisterską, wojsko było obowiązkowe. – Oczywiście, że jak wielu moich kolegów mogłem tego uniknąć, ale nie wyobrażałem sobie, że w moich papierach będzie jakaś luka. Dlatego zgłosiłem się do WKU, ale postawiłem warunek. Przejdę tę obowiązkową służbę, o ile dostanę przydział do Wrocławia, żeby móc podjąć studia doktoranckie. Zgodzili się!

    Tak trafił do Szkoły Podchorążych i połknął kolejnego bakcyla. – Jeśli myślisz, że jesteś niezwykle uporządkowany, to wojsko pokaże ci, w jakim jesteś błędzie – śmieje się po latach. Do dziś pamiętam, jak jeden z dowódców żądał od nas, żebyśmy mundury wieszali w szafie guzikami zawsze w stronę ulicy Obornickiej!

    Służbę zaliczył wzorowo, a jednocześnie studiował. Wówczas nie myślał o karierze wojskowej, okazało się jednak, że i ta dziedzina jest dla niego ważna. Na tyle, że po szkole podoficerskiej podniósł swoje kwalifikacje w Wyższej Szkole Oficerskiej. – Nie mam w zwyczaju palić za sobą mostów. Do wojska wróciłem 10 lat później – dodaje.

    Najpierw jednak z równym powodzeniem wykładał na macierzystej uczelni i przygotowywał pracę doktorską w katedrze rachunkowości. Promotor dostrzegł jego humanistyczne zdolności i przekonał, by zajął się tematem nie do końca ekonomicznym. Pisał więc o normach zawodu księgowego, czyli po prostu etyce. – Okazało się, że ta decyzja przyniosła kolejne efekty. Zacząłem uczestniczyć w pracach wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Księgowych w Polsce. Od 2008 roku jestem wiceprzewodniczącym Komisji Etyki przy zarządzie głównym Stowarzyszenia. Zacząłem pisać do fachowych periodyków właśnie na temat etyki i propagować kodeks zawodowy w rachunkowości.

    Jakby tego było mało, w międzyczasie został instruktorem nauki jazdy, a dziś zdobywa uprawnienia egzaminatora. – Wiedziałem, że po studiach magisterskich wrócę do Świdnicy. To moje miejsce na Ziemi! Bardzo chciałem włączyć się do prowadzenia rodzinnej firmy. Zawsze podziwiałem tatę, który stworzył szkołę nauki jazdy. Zresztą, prowadzić auto sam potrafiłem jako sześciolatek. Nigdy jednak nie fascynowała mnie prędkość, a zdobycie takich umiejętności, które pozwolą zwyczajnie bezpiecznie jeździć. Nie jestem może wybitnym kierowcą, ale tajniki właśnie bezpiecznej jazdy poznałem gruntownie i wiem, jak je stosować. Na ich przekazywanie stawiam w naszej szkole.

    I nie tylko tam. Od kilku lat Paweł Żuraw angażuje w społeczne akcje, organizowane przez Zespół Szkół nr 3 w Świdnicy. Młodzież, która dopiero zdobywa prawo jazdy, w atrakcyjny, zupełnie nie szkolny sposób uczy zasad bezpieczeństwa. Między innymi organizuje przejazdy z alkogoglami na oczach, by pokazać, jakie są skutki jazdy po alkoholu. Zresztą nie tylko taką wiedzą się dzieli. – To szkoła mundurowa i mogę się udzielać także jako żołnierz – wyjaśnia.

    Za wojskiem tęsknił zawsze i gdy w 2010 roku zostały utworzone Narodowe Siły Rezerwowe, od razu skorzystał z okazji. – To wcale nie była taka prosta sprawa, bo bycie aktywnym ochotnikiem rzeczywiście wymaga aktywności i operatywności. Po pierwsze, trzeba samodzielnie zdecydować o wyborze formacji i znaleźć sobie jednostkę. Paweł Żuraw trafił do X Brygady Logistycznej w Opolu. Zdał egzaminy sprawnościowe i od dwóch lat jest oficerem wychowawczym w batalionie rezerwistów. – Brzmi trochę strasznie, ale to dla mnie wyróżnienie, bo jestem kimś w rodzaju opiekuna – śmieje się pan Paweł. Dwa razy w roku jeździ na poligon. W 2011 brał udział w ćwiczeniach w środku lasu, oddalonego od siedzib ludzkich o 20 kilometrów. – Solina 2011 była fantastycznym przeżyciem. Wojsko bardzo się zmieniło, trafiają tu ludzie, którzy naprawdę tego chcą, mają pasję, a dobro ojczyzny nie jest dla nich wyświechtanym hasłem – przekonuje. On sam chce być przydatny. Oczywiście w czasach pokoju chodzi o pomoc na wypadek klęsk żywiołowych czy katastrof.

    Jego zaangażowanie docenili dowódcy i środowisko. O swoich doświadczeniach w NSR pisze m.in. do Polski Zbrojnej i Głosu Weterana i Rezerwisty. Podczas ubiegłorocznych obchodów Święta Niepodległości z dumą prezentował się mundurze na świdnickim Rynku. Angażuje się także we współpracę ze Związkiem Żołnierzy Wojska Polskiego.

    Sam nie dostrzegłem, że sporo się tego nazbierało, a planów jeszcze mnóstwo! – przyznaje nieco zaskoczony. Czy w ogóle sypia? – Oczywiście, 7, 8 godzin. Grunt to dobra organizacja, a na każdą pasję i normalne życie będzie miejsce.

    Marzenia? – Pokazywać zwłaszcza młodym ludziom, że warto być w życiu elastycznym, realizować się w różnych dziedzinach.  I wreszcie założyć rodzinę…

    Agnieszka Szymkiewicz

    Zdjęcia z archiwum Pawła Żurawia