Ludzie z pasją: Irena Dębosz

    1

    Do Świdnicy przyjechała 6 lat temu za miłością do Pawła. I zakochała się po raz drugi – tym razem w mieście. Szczęśliwy zbieg zdarzeń i okoliczności sprawił, że w jego sercu  oboje z mężem mogli połączyć swoje marzenia i pasje. – Chyba od zawsze marzyła mi się galeria fotografii, takie miejsce z klimatem, gdzieś w głębokich, starych piwnicach, a Paweł chciał mieć kawiarnię albo restaurację. Mamy dwa w jednym, tyle że nie w podziemiach – śmieje się Irena Dębosz

    Urodziła się na Śląsku i długo szukała swojej drogi, pakując nieustannie walizki. – Nie mam duszy podróżnika, lubię harmonię, bezpieczeństwo, ciepło rodzinnego domu. Trochę jednak musiałam pobłądzić po Polsce, żeby wreszcie osiąść na stałe – opowiada. Jej pasją nr 1 jest fotografia, która odkryła za sprawą jednego z wykładowców w Szkole Mediów w Bielsku-Białej. Później była Wyższa Szkoła Sztuki i Projektowania w Łodzi. – Moja praca magisterska nie dotyczyła fotografii. Z zawodu jestem operatorem filmowym! – dodaje ze śmiechem i tłumaczy, że praca z kamerą bardzo ją pociągała, ale zwyciężyła rodzina. – Pracę magisterską pisałam będąc już w ciąży i miałam do wyboru, skazać dziecko na wieczne podrzucanie do dziadków i robić karierę, albo być mamą na pełny etat. Nie wahałam się, co wybrać i nie żałuję. Dziś mam dwóch wspaniałych synków, a obiektyw i tak mi cały czas towarzyszy, tyle że fotograficzny.

    Uwielbia zatrzymywać w kadrze ludzi. Pasjonuje ją fotografia ślubna. Wielu fotografów z trudem przyznaje się, że właśnie dzięki takiej fotografii ratują swój budżet. – Sugerowano mi nawet, żebym w Internecie miała dwie strony, jedną artystyczną, jedną z fotografią ślubną. Nie rozumiem tego zupełnie, dla mnie każdy ślub jest inny i każdy jest wyzwaniem. Szczególnie lubię ten moment, kiedy wieczorem siadam przed monitorem komputera i nadaję zdjęciom ostateczny szlif – mówi z zapałem. Od niedawna towarzyszy jej w pracy filiżanka dobrej kawy. – Przez wiele lat unikałam jej jak ognia – śmieje się pani Irena. Wszystko zmieniło się wraz z podjęciem współpracy z firmą Colours of Coffee, dla której robiła zdjęcia produktów. Ta znajomość miała jeszcze jedną konsekwencję.  – Wszystko się nagle złożyło w jedną całość. Miasto ogłosiło konkurs na zagospodarowanie Galerii Fotografii w Rynku. Były moje marzenia o galerii fotografii, Pawła o kawiarni i współpraca z firmą, która do kawy podchodzi jak do dzieła sztuki. I tak półtora miesiąca temu zaryzykowałam, tworząc Galerię 44. To, co pani widzi, to nie jest jeszcze ostateczny efekt. Ciągle coś dokładam, bo chcę stworzyć miejsce, które będzie eleganckie i przytulne. W którym szansę na zaistnienie będą mieli młodzi świdniccy twórcy – a mamy niezwykle zdolnych młodych fotografów, i w którym każdy chętnie złapie oddech przy dobrej kawie, deserze. Albo wpadnie poczytać czy podyskutować – opowiada z pasją. W galerii swoje prace zaprezentował Jacek Rękas, fotografujący modę. Na 3 maja planowana jest kolejna wystawa. – Moją ambicją jest, by ekspozycje zmieniały się co 3-4 tygodnie – dodaje pani Irena.

    Wielu świdniczan narzeka, że zdominowany przez banki Rynek stracił swój urok. – Marzy mi się, by życie towarzyskie i kulturalne tu kipiało. I staram się dołożyć swój „kamyczek”.

    Agnieszka Szymkiewicz