Ludzie z pasją: Halina Szymańska

    8

    Znajomi, współpracownicy, aktorzy i reżyserzy podejrzewają, że poznała tajemną sztukę dyslokacji. Podczas wydarzeń, które organizuje, jest wszędzie. Ta drobna kobieta zamienia się w wulkan energii i twardą ręką opanowuje chimerycznych artystów. Świdnica dzięki jej pasji i uporowi ma Festiwal Teatru Otwartego i Alchemię Teatralną. – Nie umiem inaczej, tylko na 200% – śmieje się Halina Szymańska.

    Kiedy zaczęła pracę w Świdnickim Ośrodku Kultury? – Ojej, nie wiem. 17, 18 lat temu? – zastanawia się poważnie i przyznaje, że rocznice nie mają dla niej znaczenia. Musi sięgnąć do dokumentów, żeby sprawdzić, która to edycja Festiwalu Teatru Otwartego wypada w tym roku. – O, piętnasta, okrągła! – wylicza z wyraźnym zaskoczeniem. To nie jest ważne. – Ważne jest to, że stale przybywa widzów, że mogę sprawiać ludziom radość i przyjemność. Na początku wcale nie było łatwo. Kiedy aktorzy pojawili się na Rynku po raz pierwszy, wiele osób pukało się w głowę albo przechodziło obojętnie. Teraz, gdy widzę, jak od rana zajmują najlepsze miejsca, czuję satysfakcję. Cieszy mnie, że przychodzą całe rodziny, a Rynek przez te kilka dni żyje intensywnie.

    Urodziła się z genem organizatorki. W rodzinnym Żarowie działała w harcerstwie. – To były wspaniałe lata. Najpierw jeździłam na obozy harcerskie jako uczestniczka, z czasem zaczęłam odpowiadać za ich organizację, zwłaszcza jeśli chodzi o  program, o atrakcje dla dzieci i młodzieży. Właśnie wtedy stwierdziłam, że to sprawia mi największa frajdę i chciałabym zajmować się podobnymi działaniami już w dorosłym, zawodowym życiu – wspomina Halina Szymańska. Choć najpierw była rachunkowość i finanse, bo uczyła się w wałbrzyskim Liceum Ekonomicznym. – Zdobyta tam wiedza nie poszła na marne. To ja trzymam w ryzach domowy budżet i żaden rachunek się nie zapodzieje!

    Po maturze wybrała Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Opolu, specjalność pedagogika kulturalno-oświatowa. – Jestem chyba jedyną z mojego roku, która pracuje w zawodzie. Już na czwartym roku wiedziałam, że chcę się związać ze Świdnickim Ośrodkiem Kultury. Moja pierwsza wizyta, jeszcze jako studentki, wzbudziła konsternację. Nie dałam się łatwo zbyć. Po pierwszej nieudanej próbie zapukałam znów. I wreszcie dostałam wymarzoną pracę! Na początek jako referent do spraw administracyjno-biurowych, czyli prosto mówiąc, sekretarka. Ale udało mi się wkrótce przekonać szefową, że to nie jest mój żywioł i że mam mnóstwo pomysłów.

    Pierwszym jej autorskim projektem był Festiwal Piosenki Wakacyjnej. – No tak, przetrwał tylko dwie edycje – wspomina ze śmiechem. Kolejnym, który okazał się strzałem w dziesiątkę, był Festiwal Teatru Otwartego. – Zawsze fascynowały mnie przedstawienia w plenerze. Nieprzewidywalność reakcji widzów, pomysły, których nie da się zrealizować na scenie. To kwintesencja teatru, gdzie aktor nie tylko gra, ale jest także odpowiedzialny za rozstawienie dekoracji, za charakteryzację, za efekty specjalne. I nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Bo może niespodziewanie lunąć deszcz, bo ktoś z widzów włączy się w akcję, ktoś głośno skomentuje. Poza tym tworzy się niezwykła atmosfera zabawy, bliskości, często refleksji.

    W przygotowania do kolejnych edycji festiwalu angażuje się mąż Haliny. – Z Bogdanem podróżujemy między podobnymi festiwalami po całej Polsce i jesteśmy chyba najdziwniejszymi widzami. Oceniamy, czy spektakle można pokazać u nas. Czy aktorzy poradzą sobie na brukowej „scenie”, czy wystarczy miejsca, czy są dość atrakcyjne. „Oko” Bogdana jest nie do przecenienia. Ma wyczucie przestrzeni, zna się na technicznych niuansach i jego opinia jest dla mnie bardzo ważna.

    Jednym z jej projektów, realizowanych wspólnie z aktorem Juliuszem Chrząstowskim i Bożeną Kuźmą, był Projekt Edukacji Teatralnej, w który udało się zaangażować dziesiątki młodych świdniczan. Kolejny, dosłownie wydeptany, to Alchemia Teatralna, czyli cykl spotkań z aktorami i ludźmi teatru, warsztaty, wykłady, konkursy. Tylko w pierwszym, 2010 roku, udział w Alchemii wzięło 3,5 tysiąca osób. Dzieckiem tego projektu jest nieformalna grupa teatralna, złożona z dorosłych. – Włączanie młodzieży do takich przedsięwzięć nie jest trudne, ale dorośli to całkiem inna bajka. Piastują odpowiedzialne stanowiska, są w naszym niedużym mieście powszechnie znani i boją się oceny, krytyki, ośmieszenia. A jednak się udało! Mamy za sobą trzy spektakle, w których zagrali nauczyciele, dyrektorzy, ksiądz.

    „Sztuka, ach, sztuka”, „Fioletowa krowa” czy ostatnie „Romanse i papierosy” cieszyły się ogromnym powodzeniem. Na wszystkie spektakle przychodziły tłumy, bilety kończyły się na tydzień przed przedstawieniami. Siłą są nie tylko powszechnie znani w mieście aktorzy, ale i sztuki, po które sięgają. – Na ogół jest tak, ze propozycja przedstawiana przez Julka Chrząstowskiego budzi takie reakcje – nie, to nie przejdzie, to za odważne, zbyt kontrowersyjne. Po czym okazuje się, że właśnie ta odwaga i fakt, że nie są to spektakle „grzeczne” i laurkowe, procentuje. – Udało nam się przy okazji stworzyć grupę serdecznych przyjaciół. Nie wszyscy się wcześniej znaliśmy, ale dziś stanowimy zgraną paczkę, która cieszy się na każdą próbę. Choć ze względu na nawał zawodowych obowiązków zorganizowanie spotkań jest bardzo trudne. Teraz próbujemy wybrać dogodny termin na wyjazd  do Krakowa na spektakl, w którym gra nasz reżyser. I to jest droga przez mękę…

    Przez całe lata Halina Szymańska stała za sceną. Na deski dała się wciągnąć właśnie przy projekcie dorosłej grupy teatralnej. – Wyszło trochę przez przypadek, bo miałam zajmować się tylko organizacją i zdobyciem pieniędzy na nasz projekt. Ale z tej perspektywy też mi się bardzo podoba!

    Skoro już o pieniądzach mowa… Halina wyspecjalizowała się w pozyskiwaniu środków ze źródeł zewnętrznych na realizację projektów, w które się angażuje. Zdecydowanie pomaga jej w tym wiedza zdobyta na podyplomowych studiach z zarządzania projektami unijnymi. – Działania czysto komercyjne traktuję z ogromnym dystansem. Dla mnie ważna jest radość i bezinteresowność, ale przecież trzeba kupić stroje, opłacić obsługę techniczną. Więc na to szukam środków. By realizować marzenia.

    Sztukę organizowania w ostatnim czasie opanowała niemal do perfekcji, a to za sprawą nowego członka rodziny. W życiu Haliny i Bogdana pojawiła się córeczka. Magda ma 2 lata. – Siłą rzeczy łączę obowiązki matki i żony z pracą. Do perfekcji mi daleko, ale staram się! Chcę, by moje dziecko miało normalne dzieciństwo i nie zasypiało na fotelu w teatrze. Dozuję jej sztukę w dawkach do przyjęcia przez dwulatkę. Robię wszystko, by połączyć dwie moje pasje – rodzinę i teatr.

    Wysłuchała Agnieszka Szymkiewicz